AKCEPTACJA CIENIA

PROSTA I SKUTECZNA TECHNIKA DO SAMODZIELNEJ PRACY Z EMOCJAMI i nie tylko…

                            Równowaga emocjonalna podobnie jak inteligencja emocjonalna to nie tylko najpopularniejszy temat wszelkich poradników dotyczących zdrowia, ale też podstawowy problem każdego współczesnego człowieka. Toteż chciałabym poświęcić mu chwil kilka w tym wpisie, jednak odrobinkę inaczej…

 

Bycie obserwatorem

                                    To postawa, którą chętnie przyjmujemy wobec innych, nie chcąc się angażować w cudze tematy, problemy, sprawy (chociaż należy też zauważyć, ze jest sporo takich, którzy robią wręcz odwrotnie ). Najtrudniej jednak być obserwatorem samego siebie.  Bo bycie obserwatorem zakłada neutralne stanie z boku, brak emocjonalnego zaangażowania. A jak tu być neutralnym w swoich sprawach; tych, które nas bezpośrednio dotyczą i które intensywnie i na własnej skórze przeżywamy?

Zajmę się tylko tym, co można obserwować w sobie oraz po co? i jak?

                                                 Co można obserwować w sobie? – po pierwsze swoje myśli, po drugie – emocje, po trzecie – swoje odczucia w ciele.
Obserwowanie swoich myśli na początku jest trudne, bo jest ich bardzo dużo, nieraz totalny zgiełk. Wieczorem tuż przed zaśnięciem, warto przyjrzeć się uważnie, co się dzieje w naszej głowie. To jest dla nas informacja, ile mamy do zrobienia. Bo zgiełk w głowie rodzi chaos w życiu, utrudnia obiektywną ocenę i podejmowanie właściwych decyzji. Toteż wypadałoby się tym zająć. Tym bardziej, że większość myśli to nie są nasze myśli, a jedynie zasłyszane w ciągu dnia opinie, przekonania, slogany z reklam i echa przeprowadzonych rozmów z innymi. Co z tym zrobić? Gdy zaczniemy je obserwować, bez dokładania do nich emocji – już będzie lepiej. Można też wprowadzić sobie jakąś fajną, budującą mantrę, którą powtarzamy sobie w myślach, gdy pojawia się ich natłok. Śpiewanie też jest dobrym sposobem. Tak samo, gdy martwimy się o swoich bliskich. Zamiast czarnych myśli, wątpliwości, można ułożyć sobie wierszyk i do niego melodię, który będzie wspierał  dzieci, męża i tych, na których nam zależy. Ja mam kilka takich zestawów :). I działają.

                                     Obserwowanie swoich emocji jest trudniejsze, ponieważ żyjemy w czasach, gdy wszyscy skrzętnie ukrywają to, co czują. Dlatego najpierw trzeba odkryć, co kryje się głębiej. Zwykła złość nie jest jedyną emocją, która pojawia się, gdy ktoś narusza nasze granice lub nas krzywdzi. Pod nią jest znacznie delikatniejsze uczucie niskiej samooceny, braku zaopiekowania lub zagubienia. I to głębsze uczucie jest ważne do odkrycia. Bo to ono jest istotą sprawy. Gdy je zauważymy, możemy z nim popracować, zmienić, zintegrować. Natomiast, gdy skupimy się tylko na złości, nigdy nie dojdziemy, o co  chodzi. Jedynie znów poczujemy się winni, że zachowujemy się niestosownie.

                                        Ważnym elementem poznania siebie jest obserwacja swojego ciała.  Najstarsza część naszego mózgu, tzw. mózg gadzi co noc skanuje cały organizm i rano każdy ból w ciele, ścierpnięcie, dyskomfort, kłucie jest informacją o tym, że nasz mózg zrobił w nocy porządek z naszymi emocjami i myślami i ściągnął je do ciała, żeby zapewnić ciału przetrwanie. Te sygnały są informacją dla nas o początkach chorób, z którymi jeszcze sporo można zrobić, zanim staną się dużym problemem.

CIEŃ czyli o wadach, słabościach, błędach i o tym, czego się wstydzimy

                                                    Wydawałoby się, że na co dzień każdy jest prawie świętym człowiekiem. Wykonuje swoje obowiązki, pracuje bądź się uczy, wychowuje dzieci, spotyka się ze znajomymi, załatwia sprawy. Przeważająca większość ludzi nie morduje, nie kradnie, nie oszukuje, nie kłamie notorycznie, nie leży całymi dniami do góry brzuchem, więc jest dobra. Zgadza się? – Tak, zgadza się.

A jednak…. A jednak jest w tym pewien haczyk. Jak głosi powiedzenie: „Przesadna świętość jest z góry podejrzana”. Bo każdy ma swój cień, czyli historie, cechy, zachowania, emocje równoważące, z których nie jest dumny, a bywa też, że w ogóle ich nie zauważa.

ŻYJEMY PRZECIEŻ W DUALNYM ŚWIECIE.

                                        Byłam raz z pewną panią architekt w urzędzie, żeby zatwierdzili zmiany drobne w projekcie domu. Szczęka mi opadła, gdy usłyszałam, jak ta kobieta potrafiła się przymilać i ze spuszczoną głową zgadzać  na wszystkie uwagi, wcale niezbyt miłe, pani urzędniczki. Gdy wyszłyśmy stamtąd, zapytałam: „Dlaczego pani zachowywała się tak, jakby urzędniczka wiedziała i umiała więcej? Przecież ona ma co najwyżej maturę i o projektowaniu pojęcie takie jak ja o wyższej matematyce?” – „Gdybym nie była taka uniżona i pokorna, robiliby mi takie kłopoty, że nigdy nic bym nie załatwiła” – odpowiedziała ona. – „W jakiej dziedzinie życia, gdzie równoważy pani tę uniżoność i konieczność podporządkowywania się? Gdzie pani rządzi?” – zapytałam. Spojrzała na mnie zaskoczona i po namyśle odpowiedziała: „W domu”. I tak jest z każdą osobą.

Tam, gdzie przesadnie jest obecna w nas jakaś cecha, zachowanie, emocja – tam też musi być jej równoważenie, totalnie przeciwstawne. Dlatego uważajmy na wszystkich świętoszków, z pewnością jest druga strona medalu.

                                           Bo każdy z nas ma w sobie wszystko. I to dobre i to złe, i to wysokie i to niskie. Gdy umiemy spojrzeć i zaakceptować w sobie zarówno tę jasną, jak i tę ciemną stronę, jest równowaga, pokora i spokój oraz możliwość rozwoju. Wypierając, „chowając pod dywan” nawet mały drobiazg, z którego nie jesteśmy dumni albo wręcz się wstydzimy, sprawiamy, że on rośnie, bo domaga się zauważenia. Bowiem rośnie nie tylko to, czemu dajemy uwagę, ale też to, czego nie zauważamy. I zawsze obraca się przeciwko nam, gdyż rośnie dotąd aż odzyskamy z tego swoją energię.

                                         Koleżanka prowadziła swój mały sklepik spożywczy w centrum miasta. Cała boczna szklana lada była wypełniona różnymi czekoladowymi cukierkami, które były dość drogie. Dookoła stały też regały z różnymi artykułami spożywczymi i warzywami. Skarżyła się, że ciągle okradają ją właśnie z tych cukierków, które żeby wyjąć, to trzeba było wykazać się sporym sprytem, a inne rzeczy, które można było wziąć bez żadnego wysiłku – nie ginęły ze sklepu. Nauczyłam ją akceptacji cienia. Podczas sesji przypomniała sobie, że jako kilkuletnia dziewczynka wraz ze starszym bratem podbierali, a właściwie wykradali cukierki, które mama chowała w barku i zamykała na klucz. Odzyskała swoją energię z tego wydarzenia z przeszłości, którego jako dziecko się wstydziła i skończyły się kradzieże w jej sklepie.

                                            Podświadomość ma to do siebie, że każde wydarzenie, w którym zostawiliśmy swoje emocje, będzie przyciągała i wzmacniała dotąd, aż odzyskamy z nich swoją energię. Ponieważ oddając czemuś lub komuś swoją energię z niższych czakr: wszelkie lęki, zazdrość, pożądanie, smutki, złości, niską samoocenę, żal, ból, rozpacz, itp. tworzymy dziury w naszym systemie energetycznym, które – im głębsze – tym poważniejsze i bardziej bolesne wydarzenia prowokują. Dodatkowo takie dziury energetyczne skracają nam życie i są źródłem chorób.

Ale jest na to prosty sposób :).

Technika akceptacji cienia

                                                     Prawo rezonansu głosi, że wszystko, co wywołuje w nas emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne jest nasze. To, co cię denerwuje jest twoje do przepracowania, to, czego się boisz – tak samo. To, z czym walczysz – również. To, co cię zachwyca – jest również twoje, ale nie zauważasz tego w sobie, więc woła o zmianę samooceny i docenienie siebie. Dlatego zasada lustra ma sens: cały świat odbija nas w jakimś aspekcie, który jest do integracji. 

Technika akceptacji cienia właśnie temu służy: akceptacji niechcianych, odrzuconych lub niezauważonych części siebie.

Na czym polega?

                                         Usiądź wygodnie, zamknij oczy i wyobraź sobie na wprost siebie osobę lub sytuację, która budzi twoje intensywne emocje. Następnie wyobraź sobie, że od tej osoby lub sytuacji płynie energia, twoja energia, którą oddałeś wraz z emocjami tej osobie lub sytuacji. Zadaj teraz pytanie: „Co czuję w ciele patrząc na tę osobę (lub sytuację)?” Od tego momentu obserwuj już tylko swoje ciało. Pojawią się w nim różne odczucia: kłucie, ciarki, sztywność mięśni, czasem ból w różnych miejscach, pulsowanie. Obserwuj te odczucia dotąd aż miną. Nie wszystkie naraz. Po kolei. Co pewien czas powtarzaj pytanie: „Co czuję w ciele patrząc na tę osobę (sytuację)?” Gdy doznania są intensywne, zwłaszcza bólowe wspieraj siebie w myślach komendą: „akceptuję, akceptuję”. Proces jest zakończony, gdy w ciele pojawia się idealny spokój i cisza. Jedna sesja nie powinna trwać dłużej niż 15-30 minut.

Gdy temat jest duży, np. dotyczy partnera, z którym byliśmy w trudnej relacji przez wiele lat, akceptacja może potrwać nawet kilka miesięcy zanim odzyskamy całość swojej energii, którą mu oddaliśmy.

Jednakże warto. Po pierwsze taki proces uzdrowi nie tylko nas, ale całą relację. Zamykając swoje dziury energetyczne, sprawimy, że nie tylko tenże partner nie będzie już mógł zachować się wobec nas tak, jak dawniej, ale nikt inny w ten sam sposób nas już nie zrani.

                                          Akceptację cienia można robić również na samego siebie. Ten aspekt siebie, którego nie lubimy stawiamy na wprost siebie i odbieramy temu energię, żeby przestało rosnąć, zmalało 🙂

Jeśli  ktoś na poważnie pracuje ze sobą, to akceptację cienia powinien zacząć od swoich rodziców, bo to oni – jako osoby znaczące w naszym życiu – zostawili największy w nim ślad i to im oddaliśmy, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie – najwięcej swojej energii. Mój proces akceptacji cienia mojej mamy trwał 7 miesięcy, przez które przynajmniej dwa razy w tygodniu robiłam sobie sesje.

Znajomy wyciągnął z szafy koszulę, w której nie chodził od kilku lat i która wywołała falę emocji i wspomnień z czasów, gdy pracował w korporacji i było dużo kłopotów. Zrobił akceptację cienia na tę koszulę, bo ona reprezentowała całość emocji zostawionych w pewnym trudnym etapie życia.

Często takim reprezentantem historii z przeszłości są ludzie z obecnego momentu życia. I tak na przykład dokuczliwy szef może reprezentować wszystkie koleżanki i kolegów, którzy w naszym dzieciństwie nam dokuczali, wyśmiewali lub bili. Zrobienie akceptacji cienia na takiego szefa nie tylko uleczy nasze rany z przeszłości, ale zmieni całą relację z szefem w teraźniejszości.

Koleżanka miała dramatyczną sytuację w pracy, gdzie popełniła poważny błąd i groziło jej zwolnienie. Rozdygotana, zadzwoniła do mnie, co może zrobić w tej sytuacji. Poradziłam jej akceptację cienia na całą sytuację. Tej nocy nie mogła spać, więc do rana kilkakrotnie robiła sobie sesję akceptacji cienia. Jakież było jej zdumienie, gdy tego dnia w pracy nie tylko nie została zwolniona, ale wręcz doceniona i dano jej możliwość naprawienia popełnionego błędu.

 

       

                               Każdy człowiek zauważa w innych tylko to, co jest jego. Gdy ktoś ci mówi, że jesteś leniwy lub złośliwy, kłótliwy albo obrazowo opisuje inne twoje negatywne cechy – możesz zachować całkowity spokój  i nie przejmować się zbytnio. Bo z pewnością mówi o sobie. Oczywiście mogą to być również twoje cechy, ale ta osoba, która ci to wytyka, krytykuje lub osądza ma z pewnością z tymi cechami znacznie większy problem. Toteż możesz zachować dystans. Jednak jeśli oddałeś tej osobie swoją energię, bo cię wkurzyła – zrób na nią akceptację cienia. Pomoże natychmiast.

Tak samo, jeśli ciebie wkurzają zachowania innych lub ich cechy charakteru. Zrób akceptację cienia: skoro rezonujesz – to znaczy, że jest to twoje i wymaga integracji.

                                       Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu tego wpisu, wykorzystasz technikę akceptacji cienia w swoim życiu i z wielką przyjemnością dowiem się, jak ci poszło. Dlatego wyślij do mnie maila i opowiedz o tym, możesz to też zrobić w formie komentarza pod wpisem.

 

5 myśli na temat “AKCEPTACJA CIENIA

  1. Powiedz proszę jeszcze jedno. Czy można robić jednego dnia akceptację np. na mamę, drugiego, innego dnia na kogoś innego lub inną sytuację? Czy najpierw do końca mamę, a dopiero potem kogoś lub coś innego?

    1. Oczywiście, że można. Ja praktycznie nieustannie robię akceptację cienia (już nie potrzebuję zamykać oczu) na sytuacje, które się pojawiają, ludzi, z którymi rozmawiam. No i na siebie samą. A właściwie to zwłaszcza na siebie samą… 🙂 Wciąż wychodzą mi rogi, cechy i zachowania, które nie są fajne ani dla mnie, ani dla osób, z którymi jestem. Toteż odzyskuję energię, żeby nie powtarzać starych zachowań opartych na niskich emocjach. Dzieje się tak zawsze, gdy wychodzę poza strefę swojego komfortu, bo przecież podświadomość pamięta. Cieszy mnie też, gdy stać mnie już na ogarnięcie lęku albo złości. Ale chyba najtrudniej to mi jest z naiwnością, bo wciąż mam potrzebę ufania ludziom i zapominam, że każdy robi tak, żeby to jemu było dobrze. Ale ogólnie jest coraz lepiej. 🙂

  2. Wow, Bernadetto, fajnie i inspirujaco piszesz… Bede zagladac tu do Ciebie, wykorzystywac twoje pomysly, techniki… Bardzo ze mna rezonuja twoje artykuly. Czuje fajna energie…. 🙂

Dodaj komentarz