BABSKA ZŁOŚĆ

       

                                      Każda kobieta ma w sobie aspekt złośnicy. Gdy któraś twierdzi, że go nie ma – lepiej od niej uciekać, bo nieświadomość swoich wad jest najgorszą przywarą.

                                     Skąd się bierze właśnie w kobietach tyle złości, jadu, wściekłości, zaciętości, gniewu? Od kilku miesięcy robię solidny detoks wątroby i pęcherzyka żółciowego: zaczęłam od ostropestu, przez wodę z cytryną, potem oliwę z cytryną, skończyłam na pijawkach i ziołach tybetańskich… I teraz już wiem. 🙂 Łatwo nie było…

 złość jest ok

                                       Złość należy do pierwotnych, podstawowych emocji ludzkich, podobnie jak strach, smutek, odraza, szczęście, czy zdziwienie.

Tylko w ok. 5% reakcji emocjonalnych nie mamy nad nimi władzy, to znaczy, że są on one odruchowe. Pozostałe ponad 90% podlegają  kontroli naszej świadomości. Oznacza to więc, że możemy skutecznie radzić sobie z każdą emocją – ze złością też  – a ta zależność jest wprost proporcjonalna do chęci naszego samodoskonalenia i woli.

Są tak naprawdę tylko dwa kłopoty przy radzeniu sobie ze złością:

  • gdy zachowujesz się jak ofiara –  masz wtedy bardzo nikłą szansę na skontaktowanie się ze swoim uczuciem i zauważenie, co jest pod nim głębiej, bo w ogóle nie widzisz siebie i swoich potrzeb,
  • gdy pozwalasz, żeby złość tobą owładnęła – bo może to prowadzić do dramatycznych i nieodwracalnych zdarzeń.

Zasadniczo również te skrajne postawy wynikają ze schematów i strategii, które stosujemy w życiu, a które dostaliśmy w procesie uczenia się od wczesnego dzieciństwa oraz z systemu przekonań, jaki mamy. Co oznacza, że można z tym pracować.    

                      Bo przecież sama złość jako odczucie wewnętrzne nie jest zła, uruchamia się zawsze we właściwym momencie: jest reakcją na zagrożenie dla naszego porządku, naszych granic i naszego systemu wartości, na wykorzystywanie nas. Toteż ZŁOŚĆ JEST W PORZĄDKU!

Uświadomienie sobie tego faktu jest początkiem wielkiej zmiany.

Szkodliwy dla nas i dla innych może być jedynie sposób, w jaki wyrażamy uczucie złości.

 

AGRESJA czyli o wrzeszczącej babie

 

                                         Złość możemy wyrazić na dwa sposoby: agresywnie i asertywnie.

Gdy wyrażając złość, dokonujemy inwazji na cudze terytorium, naruszając cudze granice, własność lub godność, to robimy to agresywnie.
Podobnie, gdy deprecjonujmy drugą osobę, podważamy lub pomniejszamy jej wartość oraz złośliwie piętnujemy jej słabości – wyrażamy swoją złość agresywnie. No i tyle.

Dlatego często wstydzimy się przyznać  do złości w sobie, gdyż kojarzy się nam przede wszystkim z zachowaniem agresywnym, które tak naprawdę przez wszystkich postrzegane jest jako prymitywne.

                            Przeciwieństwem agresji jest asertywność, ale żeby ją zastosować trzeba mieć:

  1. dobry kontakt ze sobą,
  2. umiejętność rozpoznawania złości we wczesnym etapie jako rozdrażnienia, irytacji i wewnętrznego protestu wobec tego, co dzieje się wobec mnie.

Tylko wtedy jest  większa szansa, by stanowczo, lecz spokojnie i rzeczowo wyrazić swój sprzeciw, protest  i porozumieć się albo rozpocząć negocjacje.

                             Tymczasem  większość polskich kobiet woli pierwsze sygnały narastającej złości zlekceważyć dla tzw. „świętego spokoju” i idei poświęcenia się dla rodziny. No i tak powstał obraz kobiety = wrzeszczącej baby.

CO JEST GŁĘBIEJ?

 

                            Złość – pomimo tego, że należy do podstawowych, pierwotnych emocji –  jest też zawsze emocją wtórną, czyli zewnętrzną, przykrywająca coś innego.  Człowiek uczy się – poprzez wychowanie i wzorce społeczne – przykrywać złością inne, prawdziwe i delikatne uczucia, takie jak ból, słabość, cierpienie, wstyd czy lęk.

                            Nieprawdopodobnie wielu ludziom niezwykle trudno jest świadomie doświadczyć i okazać słabość. Toteż niemal automatycznie dokonują  „przykrycia” tego delikatnego uczucia złością, by za jej pomocą kontaktować się z otoczeniem. Taka reakcja  jest  niejednokrotnie silnie wyuczona i  dokonuje się nawykowo, więc niejako poza kontrolą świadomości. I TU JEST PIES POGRZEBANY!

                          Moja mama odkąd pamiętam zawsze mi powtarzała: „Jesteś silna. Dasz radę”. No i weź tu pokaż, że masz dość, że nie wszystko ci się udaje albo, że wszystko się sypie i jesteś na dnie. Nierealne. Tym bardziej, że mam jeszcze jedno przekonanie: „Lepiej być silnym niż słabym”… Hm, wszystko racja. Ale jak już to widzę, to mogę zmienić. Tym bardziej, że to tylko przekonanie. I – jak każde przekonanie – nie ma zastosowania do całości rzeczywistości, a tylko do pewnych jego aspektów. W ten sposób pojawiła się przestrzeń na bycie słabym i pozwolenie sobie na bycie słabym, małym, zawstydzonym, nawet głupim, wystraszonym, spanikowanym i bezczelnym. Po prostu nie-silnym. TO TEŻ JEST W PORZĄDKU.

                            Dlatego za każdym razem, gdy zaciskam zęby ze złości lub pojawia się ochota, żeby kogoś pobić, zrzucić ze schodów, wyrzucić za drzwi, siadam na kanapie, zamykam oczy, zapraszam ciszę i zadaję proste pytanie: „CO JEST GŁĘBIEJ?” Uzyskuję zadziwiające odpowiedzi i to wcale nie jedną.

Prosty przykład:

                            Wydarłam się na mojego syna, że mnie poucza i krytykuje w sprawach związanych z leczeniem i opieką nad Kornelem. Od razu zaczął mnie boleć prawy bark – co oznacza ukryte poczucie wstydu. Po zadaniu pytania „co jest głębiej?”, poczułam całą swoją bezradność i niepewność wobec stanu zdrowia mojego syna oraz to, że znikąd nie ma wsparcia, ani mądrego, który wiedziałby, jak pomóc. Potem uświadomiłam sobie, że już kilkakrotnie uwagi najstarszego syna doprowadziły do zaradzenia poważnemu problemowi zdrowotnemu u Kornela zanim się rozwinął. Bo ja byłam zbyt zmęczona i bagatelizowałam taki symptom jak spadek wagi. Na koniec pojawiło się przekonanie: „bo on zawsze mi dokucza, tak jak jego ojciec” – i to już był kosmos.

                              Zrewidowałam te uczucia, przekonania i doświadczenia z przeszłości. I co wyszło? Nie chciałam się przyznać do tego, że nie wszystko wiem i widzę, bo to słabość, której się wstydzę – to po pierwsze. Po drugie – miałam fałszywe przekonanie o synu, bo przeniosłam na niego moje doświadczenia z jego ojcem, po trzecie – zwyczajnie byłam zmęczona i parę godzin przed ostrą wymianą zdań z synem trzeba było pojechać do Wieliczki na lody.

                               Po takim rozpoznaniu można przejść do części drugiej: zakomunikowania otoczeniu głębszej prawdy o sobie bez wyrażania złości. Jak to zrobić?

Zwyczajnie powiedzieć, co się czuje dodając ” jeśli moje uczucia cokolwiek dla ciebie znaczą, chcę żebyś wiedział/a, że zrobiłam awanturę właśnie z tego powodu i przepraszam. Wiedz, że twoje słowa mnie ranią i są niesprawiedliwe”.

                            Takie otwarte komunikowanie się jest możliwe w warunkach poczucia bezpieczeństwa, a więc w sytuacji, gdy zwierzenie nie spotka się z napastliwą, złośliwą i raniącą krytyką.

Pierwszy krok to rozpoznać ukryte pod złością uczucia i umieć je wyrażać , drugi krok to  zdecydować się – lub też nie  – na ryzyko powiedzenia o swoich słabościach:  trosce, bólu, lęku, zawstydzeniu, cierpieniu, czy zmieszaniu. Trzeci krok to obserwacja, czy szczerość i określenie granic mają dla tej drugiej osoby znaczenie, czyli czy jesteśmy dla niej ważni. Jeśli nie – to przyjdzie moment, gdy stwierdzimy, że nie chcemy być z osobą, dla której nic nie znaczymy.

Bo każdy ma potrzebę bycia ważnym.

Potrzeba bycia ważnym

                          jest  elementarną potrzebą człowieka. Zaspokajanie tej potrzeby dzieje się od urodzenia. Gdy doświadczamy opieki, troski i akceptacji osób znaczących, czyli rodziców, opiekunów, którzy maja dla nas czas i uwagę, wyrastamy na szczęśliwych i zrównoważonych ludzi. Jednak tak mają głównie jedynacy. Pozostali na ogół muszą walczyć o uwagę i czas osób znaczących. I to jest początek narodzin złości.

                          Złość bowiem jest odpowiedzią na brak czasu, zainteresowania, zrozumienia i docenienia nas oraz poszanowania ze strony tych, których kochamy.

                            Z jakiego powodu właśnie kobiety doświadczają tak powszechnie braku zrozumienia, docenienia i poszanowania? Odpowiedź jest banalna i rzuca się w oczy. Bo to kobiety – oprócz pracy zawodowej – wykonują cała niewdzięczną i ogłupiającą pracę związaną z prowadzeniem domu: gotowanie, sprzątanie, zmywanie, karmienie, zajmowanie się dziećmi. I wszystkie te prace są lekceważone i niedoceniane przez mężczyzn. Inna sprawa, że to kobiety tak ich wychowały. Ponadto jest jeszcze kwestia szowinistycznych przekonań, które – pomimo haseł równości i innych podobnych – wcale nie są rzadkością w dzisiejszym świecie.

                                 Toteż jeśli wchodzisz w proces samopoznania i uświadamiasz sobie coraz mocniej przyczyny swojej złości, gniewu, frustracji, wściekłości, to dojdziesz do miejsca, w którym stwierdzisz, że nie chcesz być z ludźmi, dla których twoje uczucia nie są ważne, dla których ty nie jesteś ważna. I WTEDY ZOSTAWISZ TAKICH LUDZI. Nieważne, czy to będzie szef, rodzic, czy małżonek. I zdarzy się piękna rzecz: Twoja potrzeba bycia ważną zostanie zaspokojona przez ciebie samą. Od tej chwili to ty sama będziesz dla siebie ważna, to ty sama będziesz prawdziwie troszczyć się o siebie i dasz sobie uwagę, szacunek i akceptację. I złość odejdzie na zawsze. A wokół ciebie pojawią się inni ludzie, którzy odzwierciedlą twoją troskę i bycie ważną dla siebie.

PRZENIESIENIE A ODREAGOWANIE

                            Zjawisko przeniesienia rozpoznajemy po tym, że jakaś reakcja nie przystaje do sytuacji. Na przykład gdy powiemy coś całkiem niewinnego i nieoczekiwanie otrzymamy ostrą, pełną złości odpowiedź. Czasem sami zareagujemy agresywnie, by po jakimś czasie z niesmakiem stwierdzić, że stało się to właściwie bez racjonalnej przyczyny. Dlaczego?

                          Analizując sytuację, możemy odkryć, że dana osoba tylko reprezentowała kogoś całkiem innego, np. szefa, którego nie znosimy, teściową lub tylko jej niemiły ton głosu albo dziecko odezwało się tekstem naszej matki. I nasza reakcja wcale nie była odpowiedzią na to, co się stało tu i teraz, lecz na „tamto” z przeszłości i z innej relacji.

                             Blisko przeniesienia leży reakcja, którą nazywamy odreagowaniem. Dotyczy to wszystkich sytuacji, gdy zdenerwowanie, złość lub gniew  odreagowujemy nie na tych osobach, do których te emocje czujemy, lecz na innych na ogół słabszych od tych pierwszych. I tak dzieciom obrywa się od matki za ojca, którego matka się boi, żona dostaje wiązankę od męża za niesprawiedliwego szefa w pracy i tak dalej. Jak radzić sobie z takim problemem?

ODREAGOWYWAĆ NA PRZEDMIOTACH MARTWYCH, NIE NA LUDZIACH!!!

czyli:   iść na spacer z psem lub do siłowni, wypłakać się w poduszkę, iść spać,  pobiegać.  wyżalić się komuś, iść do lasu albo pod most i wykrzyczeć się, posłuchać muzyki, zabrać się za ciężką pracę fizyczną, przywalić w worek treningowy… Najlepiej znaleźć swój sposób na siebie.

Bo niewyrażone emocje, w tym złość – niszczą ciało i duszę.

                              Trzeba pamiętać jednak, że nie wszystkie konflikty w życiu są niepożądane, niepotrzebne i niszczące.

                         Jeśli ktoś uporczywie krzywdzi nas lub naszych bliskich, to konflikt z nim jest pożądany, ponieważ broni ważne dla nas osoby i ważne dla nas wartości. Przeciwstawienie się krzywdzie, która dzieje się nam lub naszym bliskim ze strony innych ludzi nigdy nie jest przyjemne, ani łatwe.

Ale, kto powiedział, że emocje, które  odczuwamy muszą być zawsze przyjemne?

                              Ważne są te emocje, które chronią nas w danej sytuacji. I ze złością jest podobnie.

Jeśli lekarz zadaje ból lub zaniedbuje swoje obowiązki wobec naszego dziecka, to trzeba mu zrobić awanturę i tyle. I nie przejmować się, że to lekarz i ma wyższy status albo, że jest silniejszy i może skrzywdzić bardziej.  Możemy się tego bać, ale właśnie złość jest w stanie ten lęk przezwyciężyć (zdarzyło mi się parę razy). Proste.

6 myśli na temat “BABSKA ZŁOŚĆ

  1. Piękne i dogłębne case study.Z moich obserwacji zauważyłam, że moi domownicy często puszczają mimo uszu ileś normalnych komunikatów-dopiero reagują na moje użycie przepony…i tu proces edukacji i wymagania odpowiedzi, że się słyszało…nadmiar bodźców i głośne szkoły mają też w tym udział… z jednej strony stępiają wrażliwość na te słabsze z drugiej są potwornie męczące…
    spacer,zieleń,cisza…lub wyszorowanie garnka, patelni – zazwyczaj u mnie się sprawdzają na złość

    1. mam podobne obserwacje, hi,hi,hi ale wprowadziłam nowe zasady: takie jak w pracy: źle wykonujesz swoją pracę albo się migasz – tracisz przywileje typu: wyjście, samochód, kieszonkowe, itp. Działa 🙂

  2. Bardzo dobry temat. Mogę spokojnie powiedzieć: dziękuję, bo podałaś konkretne sposoby na złość.
    Swoją drogą dość się napatrzyłam w swojej rodzinie na facetów, którzy tylko siedzieli i czekali aż im coś podasz, że męża wybrałam innego. Jednak się udało nie powielać złego wzorca: ja robię, on po pracy odpoczywa.

  3. Świetny tekst 🙂 jestem poskromioną złośnicą i dużo wody upłynęło zanim zaczęłam konstruktywnie ją wyrażać, a tłumić nie potrafię. Jedynie w porę się opamietac nim wybuch nastąpi zbyt szkodliwy próbuję. Z drugiej strony tłumienie emocji właśnie też nam nie służy i wychodzi na to, że jak zwykle potrzebna jest ta równowaga 🙂 o dziwo jak pojawiło się dziecko nagle złagodniałam nieco, a w razie czego informuję rodzinę, że jestem wściekła i jakoś dajemy radę wspólnie żyć bez zbyt dużych kosztów emocjonalnych. Nie wiem też czy temperament nie ma znaczenia i są ludzie z natury spokojni 🙂 a niektórych energia roznosi i języka utrzymać nie potrafią. Ciągle można się jednak doskonalić i dbać o spokój ducha 🙂

    1. hm… ostatnio mam powalające wnioski w temacie złości 🙁 i niestety, są trochę odmienne od tych, które umieściłam w tym wpisie. Niedługo o tym napiszę, bo temat jest niezwykły: sięga głęboko aż do 12 -stu pokoleń w mojej linii żeńskiej i przekonań, w których zniszczono wielkość kobiety i sprowadzono jej rolę do rodzenia dzieci i usługiwania mężczyźnie. Poza tym im większa złość w kobiecie, tym większa moc – tyle, że stłumiona i odwrócona na sianie zniszczenia.

  4. Jestem zatem zaintrygowana bo ten temat jest mi niezwykle bliski i zawsze chętnie poszerzam wiedzę 🙂 Tak, jest to swego rodzaju moc bo nawet czasem słowa w tej złości wypowiadane mają wyjątkową siłę sprawczą 🙂

Dodaj komentarz