Drzewko Bonsai, czyli „przewrotnie” o świętach.

                             Czas Świąt Bożego Narodzenia i Nowy Rok to pachnące choinką i rozświetlone światełkami ciepłe klimaty, podczas których chętnie podejmujemy różne zobowiązania, ustalamy sobie cele i wykazujemy silną wolę do realizacji często długo odkładanych celów lub marzeń. Jednakże tylko nieliczni w postanowieniach świąteczno-noworocznych wykazują wytrwałość… 🙂

                                                 Kilka miesięcy temu spotkałam się z fajną metodą planowania nielinearnego, wykorzystującą do wizualizacji drzewko bonsai. Według tej metody korzenie drzewka to nasze zasoby, wszystkie umiejętności, które posiadamy lub które potrzebujemy zdobyć, by dany cel osiągnąć. Trochę nie do końca wiem, czym jest pień, bo sformułowany jest ciut zagadkowo: „To coś, co będzie narzędziem przewodnim dla Ciebie. Coś, co będzie głównym pniem, trzonem Twojej działalności. Jeśli nie wiesz jeszcze, co to jest, pomyśl jakie owoce chcesz uzyskać. Potem w razie potrzeby przejrzyj raz jeszcze korzenie i wybierz taki pień, który wiesz, że będzie miał mocne podstawy„. Wiadomo jednak, że zarówno pień, jak i gałązki drzewka bonsai można kształtować.  A gałęzie na drzewku bonsai to działanie, każde działanie mające przynosić określone wyniki i powiązane z konkretnym korzeniem. Gałązki można łączyć w jedno – jeśli są ze sobą powiązane – tak, by tworzyły konar i wtedy zajmować się nimi razem. I jak to przy drzewku bonsai bywa, niektóre gałązki trzeba przycinać, inne wycinać, a jeszcze inne formować.  Każda z gałązek musi przynosić określone owoce. dlatego należy wypisać nazwy swoich gałązek jedną pod drugą i sprawdzać, czy przynoszą one rezultaty. W wyznaczonym dniu trzeba sprawdzić, czy udało  się zebrać owoc . Jeśli kilka razy gałązka nie zaowocowała lub owoc był kiepskiej jakości, trzeba sprawdzić, gdzie tkwi błąd. Wtedy można ją zostawić, nie wspomagając jej działaniami i wrócić za jakiś czas do niej, albo całkowicie obciąć. (metody można się nauczyć, jest strona na fb – „Planuj nielinearnie… Ewy Majchrzyk Hess).

                                  Piszę o tej metodzie, ponieważ jest dla mnie świetnym symbolem pracy ze sobą, nad swoim rozwojem, zdrowiem, szczęściem i obfitością w życiu. Jest też świetną metaforą pracy z energiami. Drzewko bonsai wymaga dużego zaangażowania, pracy, pielęgnacji i wysiłków ogrodnika, żeby było piękne. Dlatego jest drogie. 🙂 Tymczasem wielu, którzy zachłysnęli się hasłami różnych metod ezoterycznych o natychmiastowym efekcie, absolutnym uzdrawianiu, cudownych możliwościach, myśli sobie, że, ot tak: zrobi sobie dwupunkt, pozna przyczynę swojej choroby w oparciu o Totalną Biologię, pójdzie na ustawienia Hellingerowskie i problemy wszystkie nagle znikną. Miewałam takich pacjentów. Kiedyś mnie mocno wkurzali, bo wprawdzie wychodzili zdrowi, a za dzień lub dwa dzwonili, że znów jest to samo. Na ogół nie chcieli przyjąć do wiadomości, że wyzdrowienie wymaga zmiany na wielu płaszczyznach życia i zwyczajnie wzięcia odpowiedzialności za swoje myśli, emocje i działania. „Nieee, to niemożliwe… „- słyszałam w odpowiedzi rozczarowany głos w telefonie. No cóż, łatwiejsze jest łyknięcie tabletki, pójście do szpitala, bo wtedy można być biednym i chorym. A przyjęcie do wiadomości, że choroba to tylko i wyłącznie nasze dzieło i jeśli się ją wytrwale hodowało przez 40 lat, to trochę czasu i sił trzeba poświęcić, żeby jej się pozbyć okazuje się dla wielu zbyt trudne. Co więcej –  to wymaga określonych umiejętności i systematycznej pracy, wytrwałości też.

                                           Jest taka opowieść o którymś oświeconym ze Wschodu. Poprosili go kiedyś uczniowie, żeby uzdrowił wszystkich włóczęgów, bezdomnych i chorych w mieście. Ów Mistrz zrobił to w końcu. Wszyscy, którzy przyszli do niego z tego miasta zostali uzdrowieni i szczęśliwi wrócili do domów. Gdy jednak po dwóch latach Mistrz znów odwiedził to miasto, powitała go ta sama grupa włóczęgów, bezdomnych i chorych. „Co jest, przecież was uzdrowiłem?” – zdziwił się Mistrz. „No tak, ale to takie trudne pracować, troszczyć się, być odpowiedzialnym, wolimy być włóczęgami, chorymi i bezdomnymi”.

                                           I taka jest prawda o większości z nas. Może nie aż tak drastyczna, ale tkwienie w starych schematach, nawykach, strategiach obronnych jest po prostu łatwiejsze niż uważność, konsekwencja, cierpliwość i wytrwałość wobec samego siebie, a przy tym wielka dobroć i szacunek. To jest temat! I tutaj nie ma mocnych. Ponieważ te schematy, nawyki i strategie ukształtowały się we wczesnym dzieciństwie i są najsilniejsze z możliwych. Co więcej, żeby coś z nimi zrobić, trzeba je najpierw rozpoznać…. Po rozpoznaniu zastosować jakąś metodę zmiany…. A tymczasem umysł nie lubi zmiany, woli nawet błotko, byle znajome. 🙂 Skuteczną metodą zmiany nawyków jest Technika Małych Kroków – dowiedz się więcej, zapisując się na bezpłatną część warsztatów PROJEKTU 115+ „Jak żyć długo, zdrowo i szczęśliwie?”

                                                   Nawyki to jedno i wcale nie wszystko. Polacy to cholerycy! Każdy po kolei żyje emocjami i to skrajnymi. Sinusoida wahań sięga od nienawiści, przez złość, obrażanie się, dumę, wściekłość, zawiść, zazdrość aż po płacz, poniżenie, wstyd, desperację, depresję, rozpacz.  Ale w tych skrajnie negatywnych emocjach jest również miejsce na wzniosłe i egzaltowane treści: przede wszystkim otwartość, hojny gest, współczucie, chęć pomocy, wszelkie zauroczenia i zakochania, poświęcanie się dla innych. No, jak najbardziej… Kłopot jest tylko jeden: to są wszystko krótkotrwałe emocje. Na tym niczego, oprócz choroby, nie można zbudować. I to dosłownie. Trzeba sobie jasno powiedzieć: funkcjonowanie w życiu na skrajnych emocjach to najprostsza droga do ciężkich chorób. Emocje oddajemy i przyjmujemy przez czakrę splotu słonecznego, która jest przecież w centrum tułowia, gdzie znajdują się najważniejsze organy wewnętrzne: wątroba, pęcherzyk żółciowy, żołądek, trzustka, śledziona, serce. Jest więc oczywiste, że negatywnymi emocjami uszkadzamy również te narządy. Ciekawa jest historia z tak zwanymi bardzo taktownymi ludźmi, którzy absolutnie nigdy nawet głosu nie podniosą. To są ludzie, u których wprawdzie splot słoneczny przedni jest niemal czysty, za to tylny jest totalnie zapchany i zablokowany. Oni najpierw mają problemy z kręgosłupem i sercem, toteż praktycznie „nie zdążą” z innymi chorobami, bo wcześnie umierają. Docieranie do własnych, głęboko ukrytych emocji i uczuć oraz ich transformacja – to główny temat warsztatu PROJEKT115+ , na który serdecznie zapraszam w nowym roku 2017.

                                                 I jeszcze jeden temat: przekonania. Ci, którzy planują w święta odwiedzanie i spotkanie się z rodziną dokładnie i co roku się o tym przekonują. Bo różne i na ogół ciasne przekonania to główny motyw świątecznych nieporozumień, nawet kłótni w świąteczny czas. Wydaje się nam bowiem, że jak mamy jakieś przekonanie to musimy go bronić, przecież to jest nasze zdanie, opinia, do której mamy prawo. Hm… , może i tak, może i nie… 🙂 Mnie się najbardziej podoba stwierdzenie jakiegoś mądrego: „Jeśli w ciągu ostatnich trzech lat nie zmieniłeś żadnego swojego przekonania w istotnej dla ciebie kwestii – zmierz sobie puls! – Być może umarłeś”. Właśnie: brak zmiany w przekonaniach to śmierć, śmierć duchowa uniemożliwiająca rozwój.

                                       Tak…. Prawie w Wigilię ja tu takie mało radosne klimaty wprowadzam. Nie słodzę, nie przymilam się, nie zachwycam urokami Gwiazdki…. Zamiast o choince ze sztucznymi światełkami, piszę o japońskim drzewku bonsai… Trochę przewrotnie. Jednak wiem, że po świętach co niektórzy się rozchorują, inni podejmą decyzje, że ostatni raz pojechali do rodziny w święta, jeszcze inni rozwiążą jakiś swój duży temat, będą też tacy, którzy zwyczajnie uciekną od trudnych tematów w swoim życiu do Karpacza na przykład. Moim zdaniem każdy moment jest dobry na podjęcie decyzji o zmianie. Niech więc drzewko bonsai będzie takim symbolem zmiany i rozwoju dla wszystkich moich czytelników wraz z życzeniami mocnych korzeni –  pomnażania zasobów, wytrwałego budowania pnia oraz  skutecznego rozwijania gałązek – działań i radosnego zbierania owoców swoich wysiłków. bernadetta

2 myśli na temat “Drzewko Bonsai, czyli „przewrotnie” o świętach.

  1. Mnie się ta przewrotność podoba, bo sama też taka jestem.
    W czasie, gdy inni się objadają, ja jem mniej i marzy mi się niejedzenie.
    Odchodzę od słodyczy. Rezygnuje z ciasta i ciastek.
    Teraz czuję, że mogę jeść mnie i żyć. Mogę zmienić swoje nawyki żywieniowe.
    Oby to trwało dalej. Obym nie zboczyła znów na drogę objadania się.

    1. też tak robię 🙂 nowy nawyk staje się stałą cechą twojej osobowości, gdy wytrwasz w nim 2 lata 🙂

Dodaj komentarz