ja chcę…

 „Lepiej być, niż mieć”…, „szczęście nie polega na tym, by mieć, ale by być sobą”… – fajne teksty, czy jednak realne w codziennym życiu? Ilu ludzi żyje tą prawdą? Moim zdaniem znikoma garstka. Bo przecież pragnienia, marzenia i potrzeby napędzają nasze życie: wciąż coś chcemy, do czegoś dążymy lub jesteśmy w pilnej potrzebie… No i gdzie to „bycie”?

o pragnieniach i potrzebach

Wyobraź sobie, że jesteś w restauracji i zobaczyłeś/aś przy stoliku obok danie, na które ci aż ślinka cieknie, twoje ulubione…  Zobaczyłeś/aś i poczułeś/aś jego zapach… Przychodzi kelner i zamawiasz właśnie to danie. Po chwili okazuje się, że – niestety – już nie ma tego właśnie dania, bo się skończyło. Kelner prosi, żebyś wybrał/a coś innego. Podobna sytuacja może się zdarzyć z dowolną rzeczą, którą chcesz kupić i której zabraknie tuż przed twoim nosem. Pewnie taką przeżyłeś/aś. Może nawet niejeden raz, Przypomnij sobie teraz, jak się wtedy poczułeś/aś? Nie było to fajne uczucie, przyznasz?

Takie poczucie braku i niespełnionego pragnienia towarzyszy człowiekowi zawsze, gdy o czymś marzy lub pragnie,  nie mając tego i nie widząc szans na jego spełnienie.

Gdy to  poczucie braku trwa dość długo – kilka lub kilkanaście lat, a czasem całe życie – dołączają do niego inne uczucia:

– zazdrość: dlaczego on ma, a ja nie?

– złość: no, do jasnej…, ja też chcę to mieć!

– chciwość: muszę to mieć! oraz jak będę miał, to nie dam i się nie podzielę, o nie!

Ogólnie to jest to wszystko, co najkrócej można nazwać pożądaniem, a buddyści używają na to całkiem ładnego słowa: „lgnięcie”. 

Mając takie właśnie uczucia i emocje, które nie są ani fajne, ani pozytywne, nie ma się co dziwić, że Wszechświat nam nie daje tego, czego pragniemy i o czym marzymy.

Kierując się w życiu pożądaniem, nie dostaniesz nic ze swoich „ja chcę” albo bardzo niewiele i będziesz musieć się rozpychać łokciami i naprawdę ciężko naharować, żeby to dostać.

Ile razy myślisz lub mówisz „ja chcę”, „ja potrzebuję” – tylekroć bazujesz na pożądaniu, czyli na lgnięciu do tego, czego chcesz, czy też potrzebujesz. Generujesz w sobie emocje poczucia braku, zazdrości, złości i chciwości, które zawsze są i będą blokadą, by to dostać. Nawet jeśli twoje pragnienia będą naprawdę wzniosłe, altruistyczne, czy też piękne – nie spełnią się, bo będą oblepione pożądaniem, czyli lgnięciem.

 

Jasne! 🙂 – Jest na to sposób…. 🙂

wielu go zna i zawiera się w jednym mocno dosadnym zdaniu:

„Miej wyje…ne, a będzie ci dane”,

ale szkopuł w tym, jak to zrobić, żeby mieć wyje…ne, skoro cały czas chcesz mieć…., potrzebujesz mieć…, musisz mieć…… 🙂

 

sposób na neutralność

Żeby coś, czego chcesz stało się dla ciebie nieważne

i całkowicie obojętne, możesz zrobić dwie rzeczy:

  • w jakiś sposób zmniejszyć ważność tego, czego chcesz i wyperswadować sobie, że nie jest ci to potrzebne,
  • wyciągnąć swoją energię pożądania, czyli chcenia ze swojego przedmiotu pożądania,
  • no i – oczywiście – działać!!! – samo się nie zrobi i nie spadnie z nieba.

Jak to zrobić?

To pierwsze wymaga po prostu zdrowego rozsądku i świadomego zrezygnowania z przedmiotu swojego pożądania na każdej płaszczyźnie i w każdym punkcie. Nie jest to łatwe. Bo jak na przykład zrezygnować z potrzeby posiadania pieniędzy, skoro nie masz na rachunki, na życie, a wszyscy dookoła mają i to mają również na różne luksusy i bzdety? A jeszcze trudniej zrezygnować z potrzeby posiadania zdrowia, jeśli choroba utrudnia życie i normalne funkcjonowanie.

Okazuje się, że najtrudniej zrezygnować z potrzeby i chęci posiadania tego, co w twoim rodzie było zawsze problemem i trudno osiągalne. Jeśli pochodzisz z biednej rodziny, będziesz mieć największy kłopot ze zmniejszeniem ważności posiadania pieniędzy i bycia bogatym, bo rodowe pola emocji i traumatyczne kody mentalne będą stale wzmacniać w tobie pożądanie w tym temacie.

No, ale wszystko jest kwestią treningu i wiele można w sobie wypracować…

Zawsze możesz też na na maksa zwiększyć w sobie potrzebę chcenia i posiadania w jakiejś ważnej dla ciebie kwestii i dołączyć do tego swój zachwyt i szczęście, a potem zapomnieć o przedmiocie swojego pożądania. Wtedy zdarzy się coś odwrotnego, czyli możesz dostać to, czego pragniesz, bo prawo równowagi mówi, że każdy nadmierny potencjał jest równoważony przeciwnym.

Prawda jest taka, że nic nie zdziałasz, jeśli w twojej aurze są rodowe pola emocji związane z brakiem i pożądaniem, czyli zazdrością, złością, chciwością. 

Najpierw musisz rozpuścić te pola i przeciągnąć przez swoje ciało właśnie całą złość, zazdrość i chciwość, którą dostałeś w pakiecie od swoich rodziców i dziadków.

Osoby, które były u mnie warsztacie i robiły hinduski proces obfitości dokładnie wiedzą, jaka to jest mało przyjemna energia. Przepuszczanie przez ciało w procesie akceptacji cienia rodowych pól emocji wywołuje nieraz bóle głowy, odruch wymiotny lub zwyczajnie wstręt. Ale można to zrobić.

Poczucie braku, zazdrość, złość i chciwość blokują drugą czakrę i czakrę splotu słonecznego, zmniejszają zasoby sił życiowych i prowadzą do poważnych chorób.

Robiąc akceptację cienia właśnie na lgnięcie, np. „ja chcę mieć właśnie ten wypasiony samochód” albo „ja chcę mieć dużo własnych pieniędzy”, wyobraź sobie przedmiot pożądania przed sobą, a potem wyobraź sobie, że płynie od niego twoja energia. Zadaj pytanie: „co czuję w ciele, patrząc na ten samochód/ pieniądze?” Obserwuj wszystkie doznania w ciele dotąd, aż miną. Może się pojawić pulsowanie w czakrze podstawy, drętwienie rąk albo dłoni, ból w wątrobie, trzustce, kłucie lub drżenie w jelitach. To są wszystko oznaki integrowania i uwalniania niskowibracyjnych emocji typu: złość, zazdrość, chciwość, zawiść, czasem też niska samoocena lub lęki.

Nie myśl też, że po jednej sesji wyciągniesz i przepuścisz przez ciało wszystko. Może ci to zająć kilka godzin, parę dni lub kilka tygodni, a nawet miesięcy. Wszystko zależy do tego, ile i jakie tematy rodowe blokują obfitość w twoim życiu.

W każdym razie wiedz jedno: jest to najprostszy i najskuteczniejszy sposób odblokowania obfitości i pomyślności w swoim życiu. Co więcej: jest to jedyna droga do prawdziwej wolności i rzeczywistego rozwoju.

Bo przecież z poziomu Miłości już wszystko ci przynależy…. 🙂 A osiągnięcie tego poziomu to uwolnienie pożądania i lgnięcia.

Spotkałam się też, że osoby, które zaczęły praktykować akceptację cienia twierdziły, że nic nie czuły w ciele. Jest to dość częsty problem ludzi, którzy nie chcą czuć, więc najczęściej uciekają z ciała i swoją świadomość umieszczają poza nim. Wystarczy jednak robić przez pewien czas anandę mandalę lub inną praktykę oddechową, a świadomość wróci do ciała i odczuwanie się pojawi.

Kiedy masz pełną neutralność, czyli zero poczucia braku i niskich emocji typu złość, zawiść, chciwość, pożądanie wobec czegoś, o czym marzysz lub chcesz mieć?

Najprościej wyjaśnić to na przykładzie jedzenia, bo jego wszyscy i przez całe życie potrzebują, pragną, pożądają, wybrzydzają, wybierają…. – Gdy na pytanie: „co byś zjadł/a?” potrafisz odpowiedzieć: „zjem, co mi dasz.”

Im lżejsze będzie twoje marzenie (bez poczucia braku, bez zazdrości, złości i chciwości, niskiej samooceny i lęków) tym szybciej i łatwiej się zdarzy, a nawet stanie się samospełniającym się życzeniem.

I choćby z tego powodu warto pracować z lgnięciem, chociaż są tacy, którzy uważają, że poczucie prawdziwej wolności, które dzięki temu się osiąga, jest ważniejsze.

ani grosika

Zajęłam się ostatnio na poważnie swoją drugą i trzecią czakrą, co oznaczało pracę z pożądaniem, czyli lgnięciem, więc poczuciem braku, złością, zazdrością i chciwością…

Tak sobie już 7 lat temu wymyśliłam, że kupię działkę obok: docelowo dla najstarszego syna, ale zanim on założy rodzinę i sobie wybuduje chatkę, to ja tam  zrobię część warzywno-rekreacyjną z domkiem letniskowym. Wyobraziłam sobie wszystko ze szczegółami i pełną radością, a jakże… 🙂 I co? i nic. Od siedmiu lat nie mogę tej działki kupić, bo ciągle mam za mało na nią kasy. Niby oszczędzam, a potem dzieje się coś, że mam za mało. No więc teraz stwierdziłam, że wezmę sobie działeczkę na warsztat do rozpracowania. 🙂

Przez tydzień patrzyłam sobie na nią i przepuszczałam przez ciało energię, którą była oblepiona. Ohoho… dużo było… W ciągu siedmiu lat uzbierała się góra złości, że jej wciąż nie mam. Jeszcze trochę zostało. Robię więc akceptację cienia nadal. Wydawało mi się, że wcale mi na tym nie zależy, by tę działkę kupić i że wcale, ale to wcale nie naciskam, by ją mieć. A pod spodem niezauważone było sporo energii całkiem niefajnej i niemiłej…

Aż wczoraj chodząc sobie i akceptując, coś powiedziałam do syna, żeby zrobił. On stwierdził, że nie ma czasu i nie zrobi. Poczułam w sobie ogromny gniew całkiem nieadekwatny do sytuacji, bo aż zazgrzytałam zębami ze złości i usłyszałam w głowie dziwny tekst: „Ani grosika!, ani grosika…” Hm, co to jest?

Gdy przyjrzałam się uważnie, zobaczyłam moją prababcię, która dzieliła majątek dla swoich córek na wiano. Miała ich siedem. Wobec jednej, która była moją babcią miała dużo złości, bo babcia zaszła w ciążę przed ślubem i prababcia miała przez nią dużo wstydu we wsi. No więc moja prababcia przeżywając ten wstyd i poniżenie, które ją spotkało przez córkę, żuła złość, układała pierzyny i obiecywała sobie, że „za taki wstyd, to Kaśce nie da ani grosika”. Właśnie sobie zrobiłam techniką Life Flow kod traumy rodowej pod tytułem : „ani grosika”, zobaczymy jaki będzie efekt. 🙂

Tego typu rodowe pola emocji utrudniają, a bywa też, że uniemożliwiają realizację wielu marzeń, czy też bycie bogatym. Odbierają też człowiekowi wolność, trują życie ciągłym poczuciem braku i niczym nieuzasadnionej złości.  Warto się nimi zająć.

 

Dodaj komentarz