Jak pracować ze sobą skutecznie?

Nazywanie rzeczy po imieniu to najprostsza droga do prawdy o sobie i łatwy sposób poznania siebie. Gdy kłamiesz – powiedz sobie otwarcie: „jestem kłamcą”, gdy się lenisz – powiedz „jestem leniwy/a”. Jeśli tego nie zrobisz, twoja podświadomość zbuduje na tym wielki temat, który w pewnym momencie da ci się we znaki.  

Świadomość wzorca rodowego i zapisu traumy

Na ogół stwierdzenie faktu, że coś jest we mnie słabością, wadą lub mało fajną cechą wywołuje natychmiastową ocenę negatywną i zamartwianie się albo smutek, albo bezradność, albo złość, czasem apatię. Nie jest to mądre podejście do siebie, bo ocena negatywna połączona z niską emocją natychmiast wkleja to do podświadomości i tylko powiększa tę cechę. Podobnie się dzieje, gdy w ogóle nie zauważamy u siebie złych i mało fajnych cech. Też wklejane są do naszej podświadomości, a z czasem objawiają się jako intensywne ocenianie i krytykowanie innych. Projekcja jest najsilniejszym mechanizmem pokazującym, kim kto jest.

Sporo osób wchodzących na ścieżkę duchowego rozwoju po kilku latach pracy ze sobą zaczyna krytykować cały świat, dzielić ludzi na tych gorszych i tych lepszych, tych materialistów i tych duchowych, tych mięsożerców i tych wege. To jest wyłącznie symptom wyparcia i uruchomienia kolejnych pokładów karmy rodowej wymagających oczyszczenia.

Za każdym razem, gdy pomyślisz o kimś negatywnie, ocenisz go – uruchamia się twój nieprzepracowany wzorzec rodowy.

Czytam sobie nieraz wpisy na różnych grupach społecznościowych. Rzuca się tam w oczy  jeden fakt: zwłaszcza administratorzy starają się robić  za guru i wielce oświeconych, pouczając i krytykując dookoła. A to oni w swojej ocenie odkrywają się najbardziej. Każdy negatywny komentarz z oceną jest twoją wklejką rodową i twoim programem.

Weźmy prosty i częsty tekst pojawiający się wśród małolatów: „jesteś psychiczny/a”, „jesteś wariatką”. Nie musisz nawet głośno tego powiedzieć, bo dorośli i dobrze wychowani ludzie tego głośno nie powiedzą… Gdy jednak tak sobie pomyślisz, zdaj sobie sprawę, że to jest twój kod traumy rodowej. Gdyby nie był twój, nie byłbyś w stanie czegoś takiego pomyśleć ani odnieść do kogokolwiek. Bowiem brak zapisu traumatycznego rodowego występuje tylko wtedy, gdy mamy pełną neutralność wobec jakiejkolwiek osoby lub sytuacji, czyli nie pojawia się absolutnie żadna ocena negatywna. To samo dotyczy samego siebie.

W zasadzie najprostszym sposobem poznania swoich zapisów traumatycznych jest spisywanie tego, co myślimy o innych. Idealnie się sprawdza ta metoda zwłaszcza w bliskich relacjach. Polecam wypróbować. 🙂 Pewnie wiele kobiet się zdziwi, gdy zapisze swoje myśli i słowa o partnerze lub o dzieciach i odniesie to do siebie.

Mój znajomy z fb ma teraz fazę oceniania pod tytułem: materialiści i on – uduchowiony, nieprofesjonalni i on -profesjonalny, niedouczeni i nieświadomi i on – świadomy i mądry. No, cóż to tylko publiczne przyznawanie się do wypartych kodów traum rodowych…

Z kolei niedawno rozmawiałam z panią, która narzekała, że miała dwóch mężów, którzy ją tylko okradali, na dodatek już umarli, a ona do śmierci będzie spłacać ich długi. Hm… Warto tutaj zdać sobie sprawę z faktu, że ogromna większość Polaków w czasach komunizmu wynosiła z zakładów pracy różne cenne przedmioty lub produkty, bo na półkach sklepowych były pustki. Nazywało się to wtedy „załatwianiem”. „Nie ma sprawy, załatwię ci” – pamiętacie taki tekst? W zasadzie używa się go do dziś, ale już raczej bez kontekstu kradzieży. Trzeba jasno powiedzieć takie „załatwianie” to była kradzież, ale ubrana w ładne kłamstwo potrzeby. Toteż, jeśli zdarza ci się, że jesteś oszukiwany/a lub okradany/a, gdy sam/a postępujesz uczciwie, to jest to z pewnością związane z karmą rodową i zapisem pochodzącym od przodków: „jestem złodziejem”, „jestem oszustem”. Jeśli oczyścisz tę traumę na wszystkich poziomach, temat przestanie istnieć w twoim życiu i nie spotkasz już w nim ani oszustów, ani złodziei, a sprawy długów wyprostują się.

Natomiast,  skarżąc się: „Bo ona mnie oszukała”, podajesz wyłącznie informację o tym, że masz zapis rodowy „jestem oszustem”; myśląc zaś o mężu: „no, jaki z niego drań i świnia” – to ty masz zapis: „jetem draniem i świnią”.

Tak więc przyznanie się do mało fajnych lub całkiem negatywnych swoich cech może być bezbolesne. Bowiem zawsze wszystkie nasze negatywne cechy i zachowania są obciążone genetycznie traumami rodowymi, czyli nie są nasze. Chociaż – oczywiście – wątki biograficzne mogą w nich też być. 🙂

To, że kogoś nazywasz psychicznym lub wariatem wcale nie musi oznaczać, że ty taki jesteś, ale z pewnością jest informacją, że w twoim rodzie był ktoś, kto albo taki był, albo takim go uznano, na przykład tylko po to, by podstępnie pozbawić go majątku – dość częste przypadki jeszcze w początkach XX wieku. Gdy posprzątasz ten kod, nigdy nie dasz mu szansy na zmaterializowanie się  w twoim życiu, to znaczy nikt tak o tobie nigdy nie pomyśli i ty też nigdy nie wpadniesz na pomysł takiej oceny kogokolwiek.

SPOSOBY PRACY ZE SOBĄ

Jest ich wiele. Ja teraz ustawiłam się na Life Flow, bo oczyszcza dokładnie strukturę komórkową do ósmego pokolenia w stosunkowo krótkim czasie. Uważam, że jest to najskuteczniejsza obecnie znana mi metoda.

Bez względu jednak, jakimi metodami pracujesz ze sobą przydadzą ci się moce, o których nauczają buddyści. Jest ich pięć:

  • moc determinacji,
  • moc oswojenia się,
  • moc ziarna cnoty,
  • moc upomnienia
  • i moc aspiracji.

Moc determinacji to silne i zdecydowane postanowienie, że wykorzystasz każdą napotkaną trudność jako okazję do otwarcia swego serca i rozwijania łagodności wobec siebie. To także decyzja, że zamiast podejmować uporczywe wysiłki, nawiązujesz kontakt z własną radością, ufnością i odprężeniem się. Dzięki temu unikasz oceny i pozwalasz na swobodne przepłynięcie rodowego pola emocji przez swoje ciało, co je zwyczajnie zneutralizuje.

Taka postawa jest możliwa, gdy mamy trzy cechy: ciekawość, poczucie humoru i …”apetyt” na duchowość. Toteż, zamiast budzić się rano z myślą: „no tak, znowu dostanę po głowie”, czy też inna podobną, możesz pomyśleć: „ciekawe, co dziś się zdarzy…”, „ale będzie się działo…”, „ciekawe, jaki proces się pojawi…” A gdy wszystko się wali i wyrzuca człowiekowi całą górę negatywnych emocji, po prostu pomyśl z radochą i pogłaskaj się po ramieniu (dosłownie): „Wszystko jest ok. Spoko! Jestem w procesie, za dwa dni będzie już świeciło słoneczko, hihi”.

Ja tak robię i działa… 🙂

Moc oswojenia się polega na rozwijaniu w sobie nawyku uważności i czujności jako sposobu postrzegania wszystkiego, co się dzieje. Zamiast pytać, co ja z tego będę mieć albo do czego mi to potrzebne, stwierdzasz: „o, właśnie to, co się teraz dzieje jest pełną informacją o tym, czego szukam lub czego potrzebuję”. I wtedy tylko obserwujesz i wyciągasz wnioski. Proste. Dzięki temu dajesz sobie przestrzeń na doświadczanie i akceptację tego, co jest w twoim życiu. Wrzucasz na luz.

Moc ziarna cnoty – u mnie to wygląda tak, że lubię mieć jasność. Znaczy to, że dotąd drążę temat aż mam jasność widzenia go we wszystkich aspektach. A robię to poprzez akceptację cienia. Zgadzam się na to, co przychodzi, pozwalam, by zaistniało w całości i przez cały czas z tym pracuję: wyciągam wnioski i puszczam. Zastrzegam jednak, że perfekcjonizmu jeszcze nie osiągnęłam… 🙂

Moc upomnienia to niesłychanie przydatne narzędzie w pracy ze sobą. Polega na tym, ze rozmawiasz ze sobą w momentach gdy coś zepsujesz, zrobisz źle, masz doła. Rozmawiasz ze sobą jak z małym dzieckiem tak, by nie zaczęło płakać albo wrzeszczeć, ale żeby zrobiło to, co ty chcesz, czyli by zaczęło się cieszyć, bawić, dobrze czuć. Zamiast się obwiniać, czy być dla siebie surowym, wystarczy w trudnych sytuacjach stawać obok siebie i patrzeć na siebie jak na małego chłopca lub małą dziewczynkę i delikatnie z czułością poprosić o inne zachowanie. Pytać też często siebie: „Bernadetko, no czego ty właściwie chcesz? chcesz się zamknąć i schować przed światem? Czy też chcesz się obudzić, odprężyć, być szczęśliwą?, „Chcesz mieć zawsze rację? Czy też wolisz się uwolnić od obciążeń rodowych? No? – to jak będzie?”  Warto praktykować, bo efekty są nie do przecenienia.

Moc aspiracji – najpotężniejsze narzędzie do pracy ze sobą, gdyż stawia każdego w pozycji Kreatora i Mistrza. To sposób na dodawanie sobie mocy. Bowiem, niestety, wszyscy cierpimy na niską samoocenę, przedzieramy się nieustannie przez gąszcz samooskarżeń i negatywnego stosunku do samego siebie. Toteż każdego dnia, w każdej chwili dodawaj sobie mocy rozkazami WŁADCY I MISTRZA SWOJEGO ŻYCIA: ” Niech zmaleje moje odczuwanie utrudnień”, „Niech pojawi się radość i zadowolenie”, „Niech wzrośnie moja mądrość i uważność”. Jakby na to nie patrzeć jest to zawsze wyrażenie woli i chęci osiągnięcia oświecenia, czyli swojej pełni. 🙂

7 myśli na temat “Jak pracować ze sobą skutecznie?

  1. Bardzo dobry, uniwersalny i potrzebny tekst.
    Kolejny, który przyda się każdemu, bez względu na światopogląd i poziom motywacji do pracy nad sobą. O wielu takich sprawach trzeba dopiero gdzieś ‚na zewnątrz’ usłyszeć / przeczytać, żeby sobie uświadomić, że istnieją i przeszkadzają. Bo traktujemy to jak oczywistość – w końcu z tym się urodziliśmy i mamy od zawsze (a najczęściej nie tylko my, ale nasi rodzice, dziadkowie, pra.. itd.).
    I nawet nie wiemy, że można to posprzątać. Zamiast obsesyjnie (rodowo) szorować chałupę przed świętami 😉

    1. 🙂 celna uwaga z tym sprzątaniem przed świętami jako wzorcem rodowym. 🙂

    1. ahaha 🙂 tylko ostrożnie, gdy zaczniesz z tym pracować. Zwłaszcza wyzwiska mają dużą siłę niszczącą – pojawia się wysokie lub skaczące ciśnienie, odruch wymiotny, ból głowy, wątroby i trzustka szaleje… 🙂

    2. hmm w sumie to czasami cisnie się na jezyk hahahaha, ale dzisiaj juz jeden program mnie w łeb walnął dzięki Twojemu wpisowi właśnie:) w sumie to powiem CI,że to najlepszy wpis jaki u ciebie przeczytałam..tzn wszystkie są super.. ale ten był jak chlust zimnej wody na łeb. Niby wszystko to czlowiek wie.. ale czasami potrzebuje takiego prysznica by dotarło…

  2. To o mnie z tym znajomym co ma fazy ? Haha , smiesznie.
    Jesli tak to ciekawie, zawsze chciałem byc na blogu hehe.
    A teraz pytanie: jak ma sie ta moc aspiracji do LifeFlow ? Rozumiem ze To drugie ma wszystkie ,,moce” min. Łącznie z tą aspiracją !?

    1. jeśli się odnalazłeś w tym opisie, to pewnie tak, chociaż ja miałam inną osobę na myśli… 🙂 Moc aspiracji działa na Ciebie, ale – niestety – nie działa na przodków. Ich tematy stale są w tobie na poziomie komórkowym i w ciałach subtelnych i do tego, by je posprzątać potrzebne jest Life Flow albo inna technika – choćby Hellinger… 🙂

Odpowiedz na „AgaAnuluj pisanie odpowiedzi