Jak się powiedziało a….

to trzeba powiedzieć całe abecadło. 🙂

                                  Ciągle trwa podwyższanie wibracji Ziemi. Ludzie  źle się czują. Bóle głowy, nieuzasadnione lęki, płacz, złość, apatia, bezsenność, bezsilność… I to trwające długo, całymi tygodniami. Głównie dotyka to osób pracujących ze sobą, pracujących energetycznie lub z ciałem różnymi metodami. Co się dzieje?

PODWYŻSZANIE WIBRACJI ZIEMI – TO RÓWNIEŻ „CZAS ŻNIW”

                                     Kto oglądał film „Jupiter. Intronizacja”, ten wie, czym jest „czas żniw”. Wszystkie niskie byty astralne, czyli siły ciemności zbierają żniwo, czyli ciągną energię życiową od ludzi, żywiąc się nią i wzrastając w moc. Jak to się dzieje?

                                 Powód jest jeden: borg i setki pasożytów, które są w ludzkim ciele.

Borg jest systemem zniewolenia człowieka  na poziomie ciała fizycznego, gdzie żyje sobie jako zwykły pasożyt, grzyb bez systemu nerwowego, ale za to z pamięcią i możliwością komunikacji z każdym borgiem w ciele każdego innego człowieka na całej Ziemi.

I jest – wraz z pozostałymi pasożytami – odbiornikiem dla sił Ciemności, które żywią się ludzką energią i działają  sobie skutecznie łącząc 90 kilka procent ludzkości w system zniewolenia niskimi wibracjami śmierci, bezsilności, niemocy, zagubienia, rozpaczy, złości, nienawiści i wszelkich temu podobnych uczuć.

A ludzie cierpią… Nawet się już nie skarżą… Cóż, Ziemia to samsara, miejsce cierpienia….

                                  To było jedyne przekonanie z buddyzmu, które od początku mnie nie kręciło. 🙂 Skoro masz tak, jak myślisz, że masz, to przecież możesz zmienić swoje przekonanie na przykład na odwrotne. I zrobiłam to. Wtedy wpadłam w pułapkę pozytywnego myślenia. Zaczęłam zaprzeczać temu, co mam w sobie i wokół siebie: ciemności. Co ciekawe, przez chwilę myślenie pozytywne pomagało: było jaśniej, lżej, wydawało się, że już rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi. A potem następował taki zjazd w czarną dziurę, że z trudem wyczołgiwałam się z niej. W ciągu ostatnich kilku lat diametralnie przemeblowałam swoją głowę i swoje przekonania. Sądziłam więc, że pora na nagrodę… A tu masz: dostałam obuchem po głowie tak, że mnie wywaliło na amen.

                                   Wtedy obudziła się we mnie złość i gniew. Skończył się czas bycia „cielątkiem bożym”: pokornym i cichutko żebrzącym o łaskę. Opierdoliłam Anioły tak, że w końcu zaczęły fruwać jak trzeba. I to dosłownie. Wywaliłam im mniej więcej w ten deseń: „Co jest z Wami? To w końcu jesteście tymi Istotami Światła, które swobodnie i bez szkody mogą poruszać się w niskim astralu, a więc też pomagać człowiekowi, czy nie? Ja tu liczę na was, proszę o opiekę, wsparcie, podsyłanie rozwiązań, a tu zamiast tego dostaję  wszystko do góry nogami. Żądam wymiany wszystkich przewodników duchowych moich i mojego syna, bo to ciapy jakieś. W takim tempie zmian to cierpieć będziemy całe życie, a ja i mój syn mamy cierpienia po szyję. Dość tego! Domagam się całkowitego uzdrowienia mojego syna. Domagam się jasności w temacie, co jest grane na tym świecie.” Najlepsze jest to, że po takim dictum acerbum, Anioły powiedziały, że wszystko to, czego żądam  – dostanę! ha! Jedynie, że uzdrowienie Kornela potrwa pewien czas, ale mniej niż rok. Szczerze mówiąc, to mnie zatkało. Pomyślałam przez moment, że raczej kłamią, albo że to nie z Aniołami gadam. Ale dobra – sprawdzam. To, co się wydarzy – pokaże, czy Anioły mówiły prawdę, czy jakieś mendy astralne się pod nie podszyły.

                                Minął dzień, potem drugi i nic. Syn czuje się coraz gorzej, mnie brakuje sił na cokolwiek… Siedzę ledwo żywa – przygarbiona, niewyspana, nieuczesana, nieumyta – przy łóżku syna na samym dnie dziury rozpaczy, tępo gapiąc się w ścianę. I zobaczyłam dziwny obrazek. Na wprost mnie siedzieli za długim stołem staruszkowie w białych długich szatach, z długimi białymi brodami i takimi samymi włosami. Pierwsze skojarzenie, jakie mi przyszło do głowy to obraz „Ostatnia Wieczerza” da Vinciego, ale przypomniałam sobie, że ktoś kiedyś mi tak opisywał Władców Karmy. No więc podeszłam sobie do nich bliżej i wygarnęłam im tak samo, jak Aniołom, dodając, że cała ta karma to zwykły kit i niech sobie sami go wciskają. Efekt był inny niż z Aniołami. Aniołowie się posłuchali, a ci za stołem zaczęli się ze mnie śmiać. I to śmiali się ze mnie tak, że aż się za brzuchy trzymali. Na chwilę zdębiałam. A zaraz potem złapałam za ten stół, przy którym siedzieli i… wywaliłam go na nich. „Ups, czy ja aby dobrze zrobiłam?” – pomyślałam i w tym momencie wizja się skończyła.

CAŁE ABECADŁO

Gdy opowiedziałam o tej wizji znajomemu z niepokojem, czy aby nie powinnam odkręcić tego, co zrobiłam, usłyszałam od niego: „Jak się powiedziało a, to trzeba powiedzieć całe abecadło”.

                                        Całe abecadło u każdego jest inne. A właściwie to u każdego jest tak do końca nieznane.  Tak samo jak Bóg każdego jest inny i nieogarniony, tak też „abecadło”, czyli historia życia i zapisy traum rodowych i osobistych są inne i prawie nie do ogarnięcia.

Jedni mają łatwiej, inni trudniej… Jednak w naszych czasach większość ma pod górkę. Czy to wina lub zasługa podwyższania wibracji Ziemi? Nie jestem tak do końca pewna. A właściwie to wydaje się, że w żadnych czasach nie było zbyt wesoło. Zawsze były choroby nieuleczalne, zawsze były tragedie rodzinne, zawsze było cierpienie. Czy obecnie jest go więcej? Może i tak, a może nie…

                                     Jednak jest rzecz, której na pewno jest więcej niż kiedykolwiek w nowożytnej historii świata. Jest znacząco więcej możliwości rozwoju i dostępu do wiedzy zwłaszcza tej ukrytej, tajemnej oraz tej dającej samopoznanie. Dzięki temu o wiele więcej ludzi uczestniczy w podnoszeniu świadomości całej ludzkości.

                                         Z drugiej strony w światku ezoterycznym też jest dziwnie i osobliwie. Media ułatwiają nie tylko wymianę informacji, ale też ich fałszowanie i manipulację. Metod i form rozwoju jest pełno: od wróżenia, rytuałów, zaklęć, poprzez runy, Reiki, bioenergoterapię aż do nowoczesnych metod pracy z ciałem, nową psychologię, techniki buddyjskie, ajurwedyjskie, szamańskie z różnych stron świata oraz techniki kwantowe.

                                     I w każdej jest jakiś haczyk… Każda ma jakiś słaby punkt. Okazuje się, że ten słaby punkt jest jakby taki sam w każdej z nich: w pewnym momencie u każdego, kto solidnie ze sobą pracuje zwyczajnie przestaje działać. Nie jest to wina techniki, czy metody. Jest to tylko i wyłącznie oznaka, że pora na coś nowego, mocniejszego, bo skończył się pewien etap twojej świadomości i przeskoczyłeś wyżej. Pora na bardziej zaawansowaną technikę, dzięki której dojdziesz dalej i wyżej. To tak jak z budowaniem domu. Zwykły dom zbudować możesz nawet własnymi rękami, łopatą i z pomocą betoniarki na przykład. Ale żeby zbudować drapacz chmur – to tymi prostymi narzędziami nikomu się nie uda.

                               Tym bardziej w budowaniu samego siebie tylko proste narzędzia wystarczają do pewnego momentu. Przychodzi chwila, gdy człowiek zaczyna zauważać coś w sobie, co go przerasta. Jest to bardzo dziwaczne połączenie: z jednej strony ogrom Światła, a zaraz z drugiej ogrom Ciemności. Jeszcze ze Światłem można sobie poradzić, ale ono oświetla również Ciemność. Nie da się przed nią uciec. 🙁 Żadne pozytywne myślenie tutaj nie pomoże. Tylko to, jak mierzysz się ze swoją Ciemnością świadczy o twoim rozwoju.

                             Najczęściej jest tak, że dostajesz taki wpierdol od życia, iż nie masz innego wyjścia, jak tylko utknąć na dłużej w czarnej dziurze na samym dnie. Im dłużej, tym lepiej. Bo masz czas się rozejrzeć w Ciemności. Ona wcale nie jest taka ciemna. I dużo się w niej dzieje. Taka czarna dziura jest zawsze oznaką, że pojawiła się w twoim życiu możliwość przeskoczenia na wyższy poziom świadomości.  Pozostaje tylko jedna rzecz do zrobienia: podjęcie wyzwania.

Podjęcie wyzwania to:

  • zdobycie nowych narzędzi oraz poznanie nowych technik pracy z tym, co jest, a właściwie, co wylazło spod całkiem już czystego i przepracowanego miejsca,
  • zdobycie się na akceptację i zrozumienie nowej sytuacji,
  • poszerzenie swojej świadomości przez zmianę sztywnych i niewystarczających już przekonań
  • oraz żmudną pracę z traumą rodową i narodową,

                            Ogólnie: kosmos! Jednakże tylko ci, którzy podejmą wyzwanie i konsekwentnie się z nim zmierzą pójdą dalej. Wszyscy inni zostają w martwym punkcie skostnienia i usztywnienia jak woskowe figurki. Czy ci, którzy podjęli wyzwanie dokądś dojdą? A może też utkną jak woskowe figurki, tyle że piętro wyżej? Może być i tak i tak. Lepiej jednak zaryzykować niż żałować, że tego ryzyka się nie podjęło. Kto oglądał „Labirynt”, ten wie, o czym mówię. 🙂

                          Jestem po procesie odzyskiwania wewnętrznej wolności. Polecam każdemu. Totalna zmiana percepcji, choć powiązana z istnym trzęsieniem Ziemi. Dosłownie. A film „Labirynt” jest dla mnie teraz zupełnie innym filmem. Tak samo jak „Matrix”. Prawda zobaczona własnymi oczami i doświadczona na własnej skórze nie da się z niczym porównać, ani zastąpić. Opowiem o tym w następnym wpisie.

4 myśli na temat “Jak się powiedziało a….

  1. Dzięki, wlasnie wczoraj mowiłam do znajomej, ze caly ten rozwoj to jakis shit:) zamiast pławic sie w niebianskich chmurkach to czlowiek babra sie w jakims czarnym glucie.. jedyna roznica polega na tym.. ze kiedys sie babral i nie wiedzial dlaczego, zwalał na ciezki los, myslał,ze cos z niem nie tak. a teraz no cóż. jest swiatelko w tunelu,ze gdzies za zakretem bedzie chwila wytchnienia zanim cie nei dopadnie kolejny glut hihih . a wczoraj wlasnie w takiej czarnej dupie bylam ..ech

    1. ahahahaha… 🙂 Agatko, nawet nie wiesz, jak dokładnie i w samo sedno trafiłaś. 🙂 Wszystkie gluty, czy też to, co odczuwasz jako gluty to traumy rodowe i określone pasożyty w ciele. Jest na nie sposób. 🙂

Dodaj komentarz