Kiedy nie wiesz, co zrobić

                                                       Gdy nie wiesz, czy chcesz, to znaczy, że nie chcesz – przynajmniej w tym momencie. Oznacza to, że mówię „nie” i daję sobie czas do zastanowienia. To pierwsza moja zasada od wielu lat.  Druga wynika z powiedzenia: „Tylko krowa nie zmienia zdania”. To oznacza dla mnie, że zawsze mam prawo wycofać się z podjętej decyzji, nawet w ostatniej chwili. Sprawia też, że unikam składania obietnic jak ognia. Również dlatego, że składanie obietnic to typowe wampirzenie energetyczne.

 
                                                   Ale są sytuacje, gdy musisz podjąć jakąś decyzję, coś zrobić, a kompletnie nie wiesz co i jak. I co wtedy? Ustaliłam sobie schemat postępowania w takich sytuacjach po wydarzeniu, z którego na koniec byłam zadowolona. Wracałam razem z najstarszym synem od lekarza tybetańskiego samochodem. Syn prowadził, bo ja jeszcze kompletnie nie znałam Krakowa. No i w pewnym momencie mój syn powiedział, że powinniśmy zostawić w diagnostyce w szpitalu mocz Kornela, który był też potrzebny na wizycie u lekarza tybetańskiego. Ja się nie zgodziłam. Powiedziałam, że mam absolutnie dość jeżdżenia po szpitalach i lekarzach i teraz stawiam na zioła i dra Tenzina.
                                           A mój syn zatrzymał samochód, wysiadł, trzasnął drzwiami i … poszedł. Pomyślałam, że wkurzył się, więc potrzebuje ochłonąć i zaraz wróci. Siedziałam sobie i spokojnie czekałam. Minęło pół godziny, a syna wciąż nie było. Ponieważ to był styczeń, szybko zrobiło się ciemno, a mnie – zimno. Wyjęłam komórkę, żeby do niego zadzwonić. Usłyszałam: „Abonent chwilowo niedostępny” oraz charakterystyczne stukanie, że bateria jest prawie rozładowana. Wpadłam w lekką panikę. W głowie zgiełk myśli, więc panika narastała… Wyszłam z samochodu, zapaliłam papierosa, trochę pomogło. Wsiadłam zziębnięta z powrotem, włączyłam radio i wzięłam kilka głębokich oddechów. Rozejrzałam się dookoła – ani jednego człowieka na ulicy, pomyślałam, że zadzwonię do najmłodszego syna, który opiekował się Kornelem i zapytam, czy wszystko ok. Usłyszałam, że mój najstarszy syn właśnie wrócił do domu i… komórka padła.
                                       Hm…. Zrobiło się strasznie. I co teraz? Siedzę w samochodzie, żadnego człowieka, którego mogłabym spytać o drogę, ani GPS-a, ani komórki. Siedzę i czekam. Ogarnął mnie dziwny spokój, przekręciłam kluczyk w stacyjce i pomyślałam: „A co tam. Jadę”. Przejechałam cały Kraków na totalnego czuja, silnik zgasł mi tylko raz i to na skrzyżowaniu (ale było puste). Gdy zaparkowałam pod blokiem, śmiałam się jak głupi zając. Już dawno nie byłam tak zadowolona z siebie.
Ktoś powie: „Też mi historia! Banał!” I ja się z nim zgodzę. Bo nie chodzi o historię, tylko o wnioski z niej.
A są następujące.
Gdy nie wiesz, co zrobić:
1. Uspokój umysł, wycisz zgiełk w głowie ( włącz radio, wyjdź na zewnątrz, zapal papierosa, oczywiście, jeśli palisz, weź kilka głębokich oddechów),
2. Zrób wszystko, co możesz, żeby ustalić, co masz zrobić.
3. Poczekaj na znak.
                            Brak znaku też jest znakiem i oznacza, że masz wszystko, żeby samemu zrobić to, czego się boisz, bo wystarczy, że sobie zaufasz.

Jedna myśl na temat “Kiedy nie wiesz, co zrobić

  1. Jak zwykle wpis daje do myślenia. Ja zwykle programowałam sobie sny, zwłaszcza przed decyzją do którego pójść lekarza. Udało się. Gorzej było z pracą. Przez długi czas, gdy jej szukałam, sny programowałam. Pokazały mi owszem miejsce, ale ja tego miejsca nie znałam. W końcu tam trafiłam i chcieli mnie nawet. Niestety o wszystkim powiedziałam mamie i się skończyło. Mama jak to mama wierzyła, że i tym razem mi się nie uda. Efekt taki, że zdecydowano się zostawić w pracy panią, która szła na emeryturę. Ona pracowała na pół etatu. Mniej się więc jej należało, a poza tym nie płaciło się za nią ZUS.
    Jaki z tego wniosek, że chętnie skorzystam z Twojej metody i że mamie się już nie chwalę, dopóki tematu z mamą nie przerobię.

Dodaj komentarz