Life

 Ludzie na Ziemi radzą sobie z życiem tylko na 3 sposoby:
a) bycie – charakterystyczne dla młodych ludzi, którzy na ogół po prostu są, przyjmują życie takim, jakim jest i uczestniczą w nim tak, jak się zdarzy,
b) mistycyzm – funkcjonowanie z przekonaniem i wiarą, że wszystko jakoś się ułoży lub, że Bóg tak chce,
c) technika – świadome stosowanie określonych technik, praktyk i metod, by życie było lepsze.
Każdy z tych sposobów ma sens i może być skuteczny. Jeśli realizuje się go na 100%.
              Tymczasem tylko bycie i doświadczanie okazuje się w którymś momencie niewystarczające i to z różnych powodów, najczęstszy to taki, że spada nam ochota na kolejne „powtórki z rozrywki”, bo nie wyciągamy wniosków i kolejny raz dostajemy w tyłek. No i teraz drogi są dwie: zwrócenie się w stronę religii i szukanie tam recepty na porażki i ból życia albo wyznaczenie sobie celów i szukanie metod na ich osiągnięcie.
               Żyjemy w czasach, w których rozwój na każdej płaszczyźnie jest wyjątkowo ułatwiony i dostępny dla każdego, kto tylko i wyłącznie ma same dobre chęci. Internet, warsztaty, ośrodki rozwoju, książki, you tube i 55 innych mediów. No i co? Bardzo często nic. A dlaczego? Bo poznanie techniki, metody nie gwarantuje jej skuteczności. Jeszcze trzeba jej używać. I to nie raz na miesiąc, raz w tygodniu, ale codziennie. Każdy może być mistrzem w każdej dziedzinie, jeśli określoną czynność wykona przynajmniej 10 000 razy. I to jest prawda. Jeśli znasz dwupunkt, rób go codziennie nawet na drobne rzeczy, zauważając przy tym różne detale i zmienne związane ze skutecznością lub jej brakiem. Trening musi być codziennie, jeśli mają być efekty. Jest bowiem tylko jedna różnica pomiędzy amatorem i mistrzem. Amator robi coś do momentu, aż mu się uda, a mistrz robi coś dotąd aż mu się nie może nie udać. Owszem, jest to trudne. Jednak wszystko jest trudne, zanim stanie się łatwe. 🙂
                   Faktem jest też, że często tracimy entuzjazm do jakiejś metody, bo, pomimo iż wykonujemy ją regularnie, nie działa i już. Tak się też zdarza. Powód jest na ogół banalny – albo to nie „nasza” metoda, nieodpowiednia dla nas, albo dostaliśmy niepełną instrukcję obsługi na warsztacie, co też się zdarza, zważywszy na to, w jakim tempie co niektórzy stwierdzają, że już są gotowi do szkolenia innych. Ponadto w trakcie weekendowego szkolenia zapamiętuje się tylko ok. 30% przekazywanych treści.
                  Bycie konsekwentnym, wytrwałym i systematycznym w stosowaniu technik rozwoju osobistego, czy też duchowego (jak kto woli) to także podstawa otrzymania odpowiednio mądrego przewodnika duchowego, który ułatwi nam drogę i pomoże w kolejnych krokach.
A może to tylko marudzenie i wystarczy samo doświadczanie?

Dodaj komentarz