ludzie są wrażliwi …

ostatni wpis o szkole, rodzicach i dzieciach, psach i kotach nie miał wprawdzie zbytnio odzewu, ale był ważny i był wprowadzeniem do tego wpisu.  http://zpietamiwchmurach.pl/szkola-a-pies-i-kot/

Bo ludzie są bardzo wrażliwi…. Nie na darmo Eckhart Tolle nazywa ciało subtelne emocjonalne ciałem bolesnym. Zapisane są w nim bowiem wszystkie emocje naszych przodków i nasze własne od poczęcia. I to te, które zniszczyły naszą dziecięcą niewinność i pochwałę życia.

Gdybyśmy mieli tylko swoje emocje i uczucia, bylibyśmy dziesiątki razy mniej wrażliwi, mniej pobudliwi, mniej lękliwi, mniej złośliwi, mniej gniewni, mniej smutni i zagubieni, a także dziesiątki razy mniej podatni na manipulację, zło i choroby…

Dlatego warto nauczyć się rozpuszczać, leczyć traumy rodowe. 🙂

GRADACJA EMOCJI

Jeśli myślisz, że ilość emocji jest ograniczona, to się mylisz.  Bowiem pod każdą pierwszą emocją, którą czujesz jest kilkanaście innych i są one głębiej. Co więcej ich gradacja oraz wielość kombinacji i różnorodność odcieni daje nieskończony wachlarz u każdego człowieka trochę inny.  Nie ma w naszym systemie energetycznym pojedynczych emocji typu: gniew, złość, smutek, żal, itp.

Są pęczki albo lepiej zestawy uczuć i emocji, które różnią się od siebie w niewielki sposób i łączą wokół jakiejś sytuacji z życia.

Gdy sytuacja się powtarza, te pęczki emocji rosną, stają się coraz dotkliwsze, bo dokładają się do nich emocje naszych przodków. Naszych własnych emocji i przekonań jest może z 10%, a reszta to emocje i przekonania 40 – stu babć i dziadków. Toteż ciało nie może sobie w żaden sposób z nimi poradzić i  w konsekwencji – jeśli są nierozpuszczone i nieuwolnione – tworzą chorobę albo nasilają się tak, że trudno normalnie funkcjonować.

Dlatego wraz z wiekiem wrażliwość, czy też drażliwość na określone sytuacje życiowe się zwiększa, a funkcjonowanie w relacjach jest coraz trudniejsze. Wielu ludzi załatwia temat lekami psychotropowymi lub ziołami uspokajającymi, bo nie znajduje sposobu na wzmożoną i niczym nie uzasadnioną nerwowość, lękliwość, brak snu, itp.

Jak to wygląda konkretnie?

Opowiem na własnym przykładzie. Bo praca metodą Granta McFertige, zwana też techniką PEAK STATES-ów okazała się dla mnie wielce pouczająca i skuteczna.

 

RELACJE Z BLISKIMI

Praca nad relacjami jest jedną z trudniejszych, gdyż – trzeba powiedzieć to otwarcie – nie ma relacji idealnych. Są wyłącznie takie, które wymagają naszego zaangażowania i solidnej pracy, zwłaszcza jeśli są bliskie.

Relacje odbijają się w istotny sposób na naszym zdrowiu, ponieważ każdy zgrzyt i zaburzenie w kontaktach z bliskimi uderza w naszą wrażliwość.

Dlaczego?

Właśnie dlatego, że potrzebujemy bliskości, akceptacji i dobrej komunikacji, a to dają nam relacje. Jednak dają też coś odwrotnego, by móc zauważyć, gdzie powstały w nas blokady, zranienia z okresu dzieciństwa, jakie wzorce z dzieciństwa powielamy w życiu dorosłym, jaki bagaż emocjonalny od przodków dostaliśmy.

Parę lat spędziłam na układaniu sobie w głowie: co?, gdzie?, skąd? i dlaczego? I ogarnęłam to w taki sposób, jak to od roku opisuję na moim blogu. Wydawało mi się ( o naiwności! ), że to wystarczy, by być zdrowym i szczęśliwym. Bo świadomość to podstawa. Pozwalała mi ona na zrozumienie i dystans oraz dużą akceptację dla siebie i dla innych ludzi. Praktycznie czułam się zdrowa, zadowolona z życia i… specjalnie niczego więcej nie pragnęłam. Nawet przez pewien czas stan zdrowia mojego syna był lepszy.

I nagle… wszystko walnęło. Przywaliło mnie karmą rodową.

Cóż bowiem się okazuje? Zrobiłam porządek w sobie i w swojej przeszłości, więc choroby się schowały i nie były dokuczliwe. Posprzątałam  jakieś 10-15cm ciał subtelnych z pól emocji i zmieniłam przekonania w ciele subtelnym mentalnym. Ale to  za mało w mojej sytuacji i w czasach, w których żyjemy. Ponadto podałam intencję do Wszechświata uzdrowienia mojego syna i jeszcze jedną dla siebie, ale o tym kiedy indziej. 🙂

Normalnie, gdy nie wymagamy od Wszechświata cudów i żyjemy zgodnie z wzorcem rodowym, pola emocji i traumy rodowe podchodzą do naszego życia stopniowo – są rozłożone w czasie – tak, żeby nam wystarczyło na 77 lat życia. Gdy jednak zaczynamy pracować ze sobą i chcemy zmiany – ciało emocjonalne przyspiesza wyrzucanie niskich emocji i całej energii przodków tak, żebyśmy szybciej mieli dostęp do swojej nadświadomości.

Toteż u mnie zaczęło wysypywać jak z worka traumy rodowe w przyspieszonym tempie. Tylko, jak je ogarnąć? Najpierw lęki, a kolejne to relacje.

Jak do tej pory całkiem dobre i zrównoważone relacje z moimi synami, załamały się z dnia an dzień. Zwłaszcza duży opór i kryzys dotknął mojej relacji z najstarszym synem. Z żadnej strony nie udawało mi się niczego załagodzić, ani naprawić, ani wyjaśnić. Mój najstarszy syn – gdy tylko wracał do domu na weekend – czepiał się absolutnie wszystkiego, a zwłaszcza wszystkiego, co dotyczyło mojego syna niepełnosprawnego. Zrobiłam więc sesję uzdrowienia wszystkich linii przodków na tak zwane „czepialstwo”. I jak ręką odjął! 🙂

„Czepialstwo” jako trauma rodowa

Czepialstwo, czyli zauważanie u innych tylko i wyłącznie tego, co nie jest zrobione, a pomijanie i niezauważanie tego, co zostało zrobione – wydaje mi się – że każdemu jest dobrze znane. 🙂

To jest charakterystyczna cecha wielu matek. Teksty pod tytułem: „znowu tego nie zrobiłeś; a prosiłam, żebyś wyniósł…; czemu wciąż to stoi?” i dziesiątki w ten deseń znają wszystkie dzieci.

Ja miałam w życiu okres, gdy czepialstwo pojawiało się na każdym kroku również od ludzi całkiem obcych. A mianowicie każdy, kto poznał mojego syna dwoił się i troił, żeby mi doradzać i sugerować, co powinnam zrobić dla niego lepiej. Nie było końca. Nawet przypadkowe osoby, zaczepiały mnie w mieście, gdy byliśmy gdzieś z synem na spacerze lub na wystawie. Kosmos! Najlepsze było to, że żadna z tych osób nie miała bladego pojęcia, na czym polega i jak wygląda opieka nad osobą całkowicie zależną od otoczenia. W końcu powiedziałam dość. Pomogło mi w tym zdanie znajomego mecenasa, który na moje utyskiwania, że można zwariować od tych dobrych rad i wskazówek powiedział krótko:  – Na korcie tenisowym obowiązuje jedna zasada: „Kibic  z dala niech się nie wpierdala”… Ta rada postawiła mnie na nogi i od tej pory skończyły się wszelkie porady „kibiców z dala”.

Wracając do mojego procesu. Przypominając sobie drażliwą sytuacją czepialstwa mojego syna, określiłam poziom mojego dyskomfortu i swoje odczucia w ciele. Potem postawiłam rządki babć i dziadków, którzy czuli tak samo, jak ja. Przez ponad godzinę wyciągałam coraz nowe emocje z tej sytuacji, a przodkowie dzielnie stali i oddawali mi swoją energię aż zrobiła się gładka i jasna przestrzeń. Oczywiście była to akceptacja postawy bycia ofiarą. Kryły się pod nią emocje takie, jak: żal, poczucie krzywdy, bezruch, smutek, złość, a nawet ukryta wściekłość oraz bezradność. Na każdą z tych emocji odkrytych w ciele osobno ustawiałam przodków, którzy czuli tak samo i akceptowałam do momentu, aż znikli i przestrzeń zrobiła się gładka.

Te wszystkie emocje związane były tylko z jedną cechą ludzkiego charakteru i bynajmniej nie jest to czepialstwo, lecz niedocenianie. Niedocenianie siebie i niedocenianie ludzi, których kochamy. 

Na koniec poczułam niesłychaną lekkość, poszerzenie i głęboki spokój. Takie doświadczenie spokoju w ciele, w sercu i w głowie jest absolutnie bezcenne!

Zaraz po sesji wróciłam do moich synów i co się okazało? Owszem, syn skończył z czepianiem się, ale… za to ja zaczęłam się czepiać! I to naprawdę o błahostki. „Oho, to teraz trzeba szybko zrobić akceptację traum rodowych na bycie katem, czyli tym czepiającym się – przemknęło mi przez głowę – bo coraz mniej panuję nad swoimi reakcjami”. I faktycznie temat czepialstwa wymagał uzdrowienia traum pokoleniowych w obydwu wersjach: zarówno bycia ofiarą, jak i katem. Co więcej dotyczył długiego zestawu przodków zarówno po stronie mojej mamy, jak i ojca.

W procesie bycia katem, czyli tym czepiającym się wyszedł jeszcze mój temat osobisty: przymocowałam sobie bowiem metalową, pięknie zdobioną i inkrustowaną rozetkę na kręgosłupie szyjnym w miejscu, gdzie jest czakra spełnienia zawodowego. Ta rozetka często dawała mi ból właśnie w tym miejscu kręgosłupa.

Mogłam ją zdjąć i rozpuścić, dopiero wtedy, gdy uświadomiłam sobie, do czego była mi potrzebna. Trochę mi zeszło, żeby usłyszeć, co pod nią jest… Była tam emocja poczucia winy, że jestem złą matką, a rozetka miała mi pomagać, żebym o tym pamiętała i stale starała się być lepszą matką. To nawet słów brakuje, że można sobie coś tak wykombinować i że w efekcie wypchnięcie tego do podświadomości zbuduje metalową nakładkę na czakrę i objawi się bólem kręgosłupa szyjnego. Ale sprawa została załatwiona pomyślnie, więc mogę sobie tylko pogratulować. 🙂

 

Stany szczytowe

Według badań Granta McFertige uzdrowienie wszystkich traum pokoleniowych – jest ich średnio ok. 300, jednak indywidualnie wahnięcia w stronę „więcej” mogą być nawet o drugie tyle – prowadzą do uzyskania podstawowego i długotrwałego stanu szczytowego zwanego wewnętrznym spokojem. Jest to jeden ze stanów oświecenia i naprawdę nie ma nic wspólnego ze spokojem, jakiego doświadczamy w codziennym życiu. To, co ludzie nazywają spokojem to jest dupa, a nie spokój – tak bym powiedziała najkrócej.

Stan szczytowy wewnętrznego spokoju jest doświadczaniem błogości, jasności w sobie i lekkości oraz specyficznego poszerzenia, a także totalnej akceptacji dla siebie i dla wszystkiego, co jest. Doznanie absolutnie niesamowite i piękne.

Jeśli pojedynczy proces uzdrowienia traumy rodowej jest zrobiony dokładnie i domknięty we wszystkich aspektach, pojawia się na chwilę właśnie ów stan wewnętrznego spokoju. Choćby tylko po to warto zrobić uzdrowienie wszystkich traum rodowych, bo posiadanie na co dzień takiego odczucia jest bezcenne. Nie wspominając o tym, że zamykanie traum rodowych likwiduje dziury w naszym systemie energetycznym, więc trudne sytuacje nie mają prawa się powtórzyć, relacje z ludźmi stają gładkie i proste, stan zdrowia fizycznego i psychicznego skutecznie się poprawia. Ponadto stan szczytowy wewnętrznego spokoju jest warunkiem uzyskania stanów czystej świadomości, wewnętrznej wolności i paru innych, które gwarantują uzdrowienie z większości chorób, jakie są na Ziemi.

Może ktoś powiedzieć, że za dużo roboty z tym całym uzdrawianiem traum rodowych. A i owszem dużo. Jednak maksymalnie 2 lata solidnej pracy ( ja mam nadzieję, że ogarnę to w rok, może nawet troszkę szybciej) zmieni wszystkie następne lata twojego życia diametralnie i podniesie jego jakość nie tylko do 5D, ale dowolnie wysoko, jak tylko będziesz chciał. Zmieni też życie twoich dzieci, bo z automatu likwiduje się u nich karma rodowa, którą ty zintegrowałeś/aś. Więc podwójnie warto… 🙂

Uważam, że metody Peak States-ów i Life Flow staną się na pewno medycyną przyszłości.

Dodam jeszcze, że w różnych systemach duchowych sporo się mówi o wyjściu poza karmę do rzeczywistości Ducha. Właśnie praca z traumami rodowymi jest jedyną skuteczną drogą takiego wyjścia poza karmę. Nie ma innej.

Technik jest wiele. Większość z nich wymaga wielu lat, a nawet dziesięcioleci ciężkich i żmudnych praktyk, żeby był efekt. Buddyści wiedzą o tym najlepiej. 🙂

Jeśli jednak jest metoda i skuteczna technika, żeby uzyskać większość stanów szczytowych i ogarnąć swoje życie w ciągu dwóch lat, zamiast bujać się przez  całe życie  z wklejonymi i nie-swoimi emocjami, chorować i podlegać huśtawce matrixu 3D, to ja to kupuję. 🙂 Dla mnie bomba. Już się za to zabrałam z pełną determinacją. 🙂

 

 

 

10 myśli na temat “ludzie są wrażliwi …

  1. Bernadetto! Nie mam takiej wiedzy jak Ty, ale na glebokim poziomie czuje, ze to wszystko prawda co piszesz. Od dawna uwazam, ze im swiadomosc szybciej wzrasta/poszerza sie tym intensywniej sie to moze objawiac w ciele (choroby!). Bardzo dobrym przykladem sa mistycy!! Ich zycie czesto obfitowalo w choroby, cialo fiz. bylo umeczone, bo nie „nadazalo” za duchem, ktory szybowal w gore dynamicznie, osiagal szczyty, stany blogosci! Stad wywalalo poprzez cialo fizyczne, ktore ma najwieksza gestosc, sposrod wszystkich cial jakie ma czlowiek. Jak Cie czytam, to absolutnie pod wszystkim moge sie podpisac. Od jakiegos czasu czuje, jak czytam teksty podobne do twoich, ktore ze mna rezonuja mocno, ze nie potrafie ubrac w slowa pewnych rzeczy, wyrazic, czy jeszcze nie zdaze tego wyrazić a wewnetrznie natychmiast czuje, ze to prawda i czuje to w splocie….po chwili pojawia sie odczucie jakiejs nieskonczonosci, wrecz bycia jednia z tym o czym piszesz w sensie zjawiska/procesu….a wraz z tym idzie ekscytacja i gleboki spokoj jednoczesnie. I mysle wtedy, moj Boze, jakie to proste….i trudne zarazem realizowac to w swiecie fizycznym tu w tym wymiarze. Pozdrawiam Cie! 🙂

    1. Ja wielu rzeczy nie wiem, ale sprawdzam i szukam… Jeśli chodzi o choroby i cierpienie, to można to pokonać, bo transformacja pól emocji pochodzących od przodków i uzdrawianie na poziomie komórkowym daje też uzdrowienie ciała. Tak, jak w średniowieczu mieli łatwiej z wchodzeniem na wysokie wibracje, bo Ziemia była w 6-stej gęstości,ale ciało nie nadążało, bo było w trzeciej, więc musieli szybko porzucić ciało (umrzeć), tak w naszych czasach mamy łatwiej wejść na 5-ty poziom razem z ciałem, bo Ziemia z trzeciej gęstości podnosi się do piątej. I nie ma już potrzeby umierać dlatego, że osiągnęło się wyższy poziom rozwoju. 🙂

  2. Zgadzam sie znowu! Tylko jednego nie rozumiem: ziemia w srednich wiekach byla w 6 tej gestosci ?! A teraz jest w 5? Jak to mozliwe?

    1. No, właśnie 🙂 bo ludzie rozrabiają i niszczą Ziemię, wraz z obniżeniem wibracji Ziemi – dzięki ludziom – zaczął się okres Asurów, najsilniejszych duchów negatywnych astralnych, ale też początek Złotego Wieku, dlatego tylko teraz można dużo zmienić i razem z ciałem wejść na 5D, bo wiele istot wspiera proces podnoszenia wibracji Ziemi. W szóstej gęstości ludzie widzieli znacznie więcej niż my, m.in. opowieści o smokach, z którymi walczyli święci i innych niebezpiecznych stworach dotyczą tego, co ludzie widzieli z astrala. My już tego nie widzimy, a raczej niewielu widzi… 🙂

  3. Bernadetta,
    Dziękuję za ten wpis…… i czepialstwo i docenienie w tej korelacji daje mi wiele do myślenia. Optymistycznie brzmi fakt, że z traum rodowych można wyjść w dwa lata i że są na to metody. Przyznam, ze w moim wypadku już sama świadomość wiele zmieniła ale czuję że może być znacznie lepiej i że wiele tematów mam jeszcze nie odkrytych. I trochę z tym jest jak z puszką pandory, jak była zamknięta to lęki były głęboko ukryte. Teraz fruwają wkoło i uderzają to w nogę, to w głowę to w relacje. Są Teraz sztuką będzie nad tym zapanować, zaakceptować , pozbawić złej energii, użyć do budowania czegoś nowego, pięknego dobrego- przetransformować. Jako pragmatyk potrzebuję dosłownej instrukcji działania. Czekam na warsztaty :)))))))))))))))))))))))))))))))

    1. hihihi 🙂 można…, a z lękami to jest tak, że pracuje się z nimi przez całe życie, jednak jest też metoda, żeby je ogarnąć. Na warsztacie dostaniesz metody i techniki zarówno wyrzucania i zauważania traum rodowych oraz swoich, jak i metody ich neutralizowania, rozpuszczania i równoważenia własnej energii 🙂

  4. Kolejny tekst o tak trudnych sprawach napisany prosto i bardzo zrozumiale.
    Osobiscie po przeczytaniu „ulżyło” mi 🙂 Bo pracuje i pracuje i pracuje nad soba
    a tu ciagle cos wylazi z zakamarkow. Ciesze sie, ze moge poznawac nowe sposoby
    pracy i szanse na lepsze. Dziekuje Bernadetto Pisz dalej. Kazdy nowy wpis to nowa
    nadzieja na lepsze:)

  5. Dzięki kochana, jak zwykle bardzo pomocny artykuł:)
    no nic jest nadzieja,że w końcu człowiek to przerobi… przodkom już powiedziałam,żeby sie spokojnie w kolejce ustawili bo inaczej mój organizm nie wyrobi hehhe a i nowe sprzety do domu będa mnie sporo kosztowac( 2 blendery , lodówka, a ostatnio auto i skrzynka gazowa hihih). zaklepalam sobie weekend dla żywych:P

    1. hm…, to tylko oznaka, że za dużo i za szybko… 🙂 zwolnij i zacznij słuchać didżeridu – sprowadza na Ziemię. Poza tym, jak znasz technikę – to natychmiast, gdy wywala robisz proces – zajmuje Ci to pół godziny do godziny i załatwione. 🙂 Jak najmniej i najkrócej wchodź w emocje, bo to niszczy zdrowie. Tym bardziej, że to przecież nie twoje. 🙂

Dodaj komentarz