malowanie intuicyjne

                                   Technika wglądu w podświadomość szalenie przyjemna, kreatywna i rozbrajająco lekka, przy tym świetna metoda pracy z emocjami.

wyrażanie siebie

                                       Dzieci wszystkie kochają zabawę, w naturalny sposób śpiewają, tańczą, układają wierszyki, wyliczanki, malują, lepią babki z piasku i zamki z błota i kamyków. Dorośli już tego nie robią. Niektórzy robią, ale to wyjątki potwierdzające regułę.

                               A przecież to są przyjemności życia… To są naturalne i wrodzone sposoby na kreatywność, rozluźnienie i odprężenie oraz na wyrażenie tego, co  w duszy gra.

                                            Toteż parę lat temu, pomimo że miałam pewien opór, poszłam sobie, a właściwie pojechałam do Warszawy na warsztaty VEDIC ART. Pierwszy stopień był średnio przyjemny. Nie mogłam puścić myślenia i wytrwale forsowałam swoje wyobrażenia, co powinno być na malowanym przeze mnie obrazie. Za każdym razem wychodził więc taki kicz, że rozpacz mnie ogarniała, jak na to patrzyłam. Gdyby nie to, że poznałam fajne dziewczyny, nie pojechałabym na drugą część I-go stopnia. No i w końcu zaczęło wychodzić: poczułam, jak wielką moc ma wyrażenie swoich emocji na płótnie, przemalowywanie, poszerzanie, balansowanie… 17 ZASAD Vedic Art spełniło swoją rolę na wielu poziomach.  Z radością pojechałam więc na warsztat wyjazdowy 2-go stopnia.

Od tej pory malowanie intuicyjne uważam za jedną z lepszych i przy tym przyjemnych metod pracy z emocjami i z każdą inną intencją.

Powiedzmy sobie jasno: żadnym Matejką to ja nie jestem, ale nie o to chodzi w malowaniu intuicyjnym. 🙂

                                  Malując, zapominasz o bożym świecie: w ciele i w umyśle panuje naturalny, błogi spokój – unikalna rzecz w naszych czasach. Ponadto uczysz swój umysł innego – mozaikowego – myślenia. W końcu odpoczywasz od rozsądku, gonitwy myśli i zasad w stylu odtąd – dotąd.

ćwiczenie uważności

                                  Obrazy intuicyjne mają to do siebie, że są wielowarstwowe, tak samo jak podświadomość: gdy głębiej zajrzysz w kolorową plamę emocji w ciele subtelnym aury człowieka, zobaczysz twarze ludzi, ich historie, przekonania i emocje.

                              To samo można zobaczyć na intuicyjnych obrazkach. Ja często polecam właśnie uważne wpatrywanie się w obraz i zauważenie twarzy ludzi, zwierząt mocy i zrozumienie emocji tylko po  zastosowanych kolorach. Obraz intuicyjny jest jak Tarot – gdy umiesz czytać i patrzysz uważnie – bardzo wiele dowiesz się o autorze.

                                    Toteż zachęcam cię dziś do takiej właśnie zabawy w uważność i patrzenie głębiej. To jest ćwiczenie, które ułatwia widzenie poprzednich wcieleń, a także widzenie aury.

                                          Siądź sobie wygodnie naprzeciw któregoś z obrazów poniżej i patrz przez chwilę nieruchomym wzrokiem na cały obraz. Odwróć nagle wzrok tak, by zerknąć tylko kącikiem oka na obraz. A potem spójrz na obraz lekko przymrużonymi oczami przez dłuższy czas. Zwróć uwagę na to, co nowego zauważyłeś na obrazie, jak zmieniły się kolory, jakie postaci i twarze oraz zwierzęta się pojawiły. Zauważ też, którą techniką patrzenia zobaczyłeś najwięcej.  Świetna zabawa. 🙂

Autorką tego obrazu jest moja znajoma Agata Makoudi. Jest na nim wiele twarzy i postaci, jest też zwierzę mocy.

Ciekawi mnie, ile zobaczycie – zostawcie info w komentarzach. 🙂

Faktura i sposób malowania niemal idealnie odzwierciedlają kształty i przepływ energii. Obraz ma tytuł „BLIZNY”. Kolory wskazują na pracę z własnym poczuciem bezpieczeństwa, zaufaniem do siebie i do świata oraz przedstawiają proces budowania swojej mocy: pewności siebie, wiary w siebie i swoje możliwości. Zajeżysty obrazek. Ile razy tracę grunt pod nogami, otwieram sobie ten obrazek na kompie i… działa.

                                               A to mój, pt. „Atlantyda” o podobnej tematyce emocjonalnej z naciskiem na Moc. Ciekawe, że po analizie twarzy, które powstały na obrazie, doszłam do wniosku, że pracowałam z programami braku mocy, starości, śmierci i wyczerpania – a wszystko to związane było z żywiołem wody i drugiej czakry. Doliczyłam się tu pięciu twarzy męskich i trzy kobiece oraz jednej niemowlęcia, no i jeszcze parę duchów… 🙂

Jeszcze jeden Agaty Makoudi pt. „Miasto”: mroczny i wciągający, a ile na nim postaci, historii, emocji… Białe rozbłyski na płótnie świadczą o przepracowywaniu tematu osobistego, z karmy wcieleniowej. Popatrzcie sami 🙂

NAGRODA DLA UWAŻNYCH I CIERPLIWYCH

 

                                   Jeśli spędziłeś/aś trochę czasu przy obrazkach, mam teraz coś fajnego dla Ciebie. Przepiękna bajka, którą znalazłam u Bajarza Spod Zamku – młodego, wrażliwego człowieka, który o tym, co mu w duszy gra śpiewa i pisze:

 https://www.facebook.com/search/top/?q=bajarz%20spod%20zamku

                                            ” W restauracji, o nazwie Nowa Ziemia najważniejszą rzeczą jest intencja. Dlatego kucharki i kucharze, którzy przygotowują posiłki na widoku, aby klient mógł w tym uczestniczyć, śpiewają do przygotowanych potraw, na głos wypowiadają intencje, a nawet tańczą.

                                       Para zakochanych, siedzących stolik obok nas i patrzących na siebie maślanymi oczkami, przyszła zapewne na romantyczny wieczór. Zamówili potrawę o nazwie „Miłosna Uczta Namiętności”. Potrawę tę przygotowała inna para o urodzie latynoskiej. Ona piękna, długie czarne włosy, duże oczy, wspaniałe ciało. On – przystojniaczek.

Danie było proste z kulinarnego punktu widzenia, dlatego podejrzewam, że nie byli nawet kucharzami, natomiast co się okazało byli mistrzami tańca. Zatańczyli zmysłowy układ Kizomby. Gdy On wykonywał obrót z partnerką i przez chwilę miał wolną rękę, to na talerzu układał plaster ananasa. Gdy Ona była wychylona do tyłu, układała maliny do tej owocowej sałatki. W zmysłowym przytuleniu razem polali wszystko bitą śmietaną.

I powiem Wam, że para siedząca obok nas przy stoliku, która była adresatem tego arcydzieła, nawet nie skonsumowała tego do końca, całując się i gdzieś wyraźnie spiesząc – wyszli w objęciach.

                                 W sąsiednim pomieszczeniu słychać odgłos rzygania, każdy wie, co tam się wyprawia, lecz niewielu ma odwagę wejść i skorzystać z tego menu.

                                   Przy innym stoliku siedział starszy Pan. Kucharz, który widział dużo i był świetnym psychologiem, po krótkiej rozmowie z klientem, dowiedział się, że ów jegomość ma bardzo pokomplikowane życie.

Dlatego przyniósł mu spaghetti, a każda nitka makaronu równo leżała obok drugiej. Jak na drutach wydziergana dzianinka, porządkująca pokręcone życie klienta. Wszystko polane sosem pomidorowym. Z uśmiechem zaczął zajadać, aż w pewnym momencie stwierdził, że to jego pokręcone życie to jest w zasadzie ciekawe, i widelcem pomerdał ten makaron, zamieszał.  Dokończył potrawę o układzie interesująco chaotycznym, po czym wyszedł zadowolony.

                                Jak już wspomniałem szef kuchni był wizjonerem i potrafił przeczytać klienta na wskroś. Gdy wszedł młody około 30 lat mężczyzna, kucharz pomyślał: „Oho, będzie pomidorówka”. Po krótkiej rozmowie, dowiedział się, że ziomeczek ma problem z akceptacją otaczającej go rzeczywistości.

Przyniósł mu zatem zupę zrobioną z najlepszych włoskich pomidorów. Ten zamoczył łyżkę, skosztował, okazało się, że zupa jest kompletnie zimna. Wściekły krzyknął do kucharza, który nie zdążył dojść nawet do kuchni: „Co to ma być, przecież to jest lodowate”. Szef kuchni odpowiedział: „Zapomniałem Panu powiedzieć, że zupa nosi nazwę „Akceptacja”. Mężczyzna nie tego się spodziewał, ale wziął kilka głębokich oddechów, wyraził wdzięczność za potrawę i zaczął kosztować. Po kilku łyżkach, zupa zrobiła się cieplutka i smaczna jak żadna potrawa, której było mu dane doświadczyć w życiu.
Kucharz tylko puścił oczko do klienta i udał się do kuchni.

                                    Goście zazwyczaj do picia zamawiali wodę programowaną dźwiękiem o konkretnych częstotliwościach w zależności od zapotrzebowania ich ciał subtelnych.

                                       W tym pomieszczeniu panował przyjemny półmrok, natomiast obok była sala – tak zwana „Oświecona”, w której to klienci zamawiali puchary pięknie zdobione i wypełnione czystym światłem, które spożywali, uprzednio na przystawkę zamawiając na paterach w postaci płynnej – dźwięki muzyki klasycznej, ale nie tylko.   Przystawką dnia był utwór: „Ona tańczy dla mnie”, zmrożony w różową galaretkę.

Byli też tacy goście, którzy siadali w sali oświeconej, zamawiali puchary wypełnione światłem, ale w panującej tam głębokiej ciszy słychać było jak burczy im w brzuchu. Marzyli, aby opierdzielić jakiegoś dobrego kurczaka, ale wiadomo elementem prestiżu było siedzieć w sali oświeconej.
Gościem dnia był Eckhart Tolle, śpiewający do każdej potrawy piosenkę Whitney Houston „I will always love you”

                              Ja siedziałem z boku i obserwowałem tę scenę. Co zamówiłem? Nie wiadomo, być może. Czy ten lokal w ogóle istnieje? Być może.
Chcesz skosztować potraw przepełnionych śpiewem, tańcem , intencją i światłem?
Ta restauracja być może znajduje się w Twojej kuchni. Smacznego”.

 

 

Dodaj komentarz