NEUTRALNOŚĆ, czyli jak ogarnąć emocje w relacjach?

Obojętność na zewnątrz zazwyczaj jest tylko maską. Podobnie jak słowa: „To mnie nie rusza”. Większość ludzi bowiem idealnie udaje, gdy w środku wszystko aż się gotuje. Dotyczy to praktycznie każdej emocji od bólu, smutku, zranienia, przez złość, rozpacz aż do prawdziwej miłości. Skąd w ludziach taka potrzeba ukrywania tego, co czują przed innymi, a nawet przed samym sobą? O tym już pisałam, patrz tu: http://zpietamiwchmurach.pl/ludzie-sa-wrazliwi/

Natomiast  istotne w tym ukrywaniu swoich uczuć i emocji jest ich odkrycie i zrozumienie, a potem uwolnienie… I o tym jest ten wpis. 🙂

 

Mam prawo mówić, co czuję i myślę

To przekonanie otwiera i harmonizuje czakrę gardła, która jest otwarta i harmonijna zaledwie u ułamka procenta wszystkich ludzi na Ziemi. Już tylko samo wprowadzenie tego przekonania z siódmego poziomu bytu do systemu energetycznego człowieka uruchamia wielkie zmiany w jego życiu. Trwają ok. trzy miesiące. Natomiast samą zmianę ludzie zauważają nieraz dużo później. „No, zobacz, w końcu się odezwałam i powiedziałam, co myślę” -dziwi się znajoma, „całkiem bez nerwów powiedziałam „nie” i wyjaśniłam, dlaczego” – opowiada inna. Nie łączą tego z faktem pracy ze sobą sprzed kilku miesięcy, bo zbyt odległy czas.

Większość ludzi oczekuje efektu natychmiast, zapominając, że nic się nie zmienia na pstryknięcie palcami, ani nic się nie wali w jednej chwili, ani nic się nie naprawia w jednym momencie. Choć na pozór może to tak wyglądać.

I za sukcesem, i za klęską kryją się lata pracy na nie… 🙂

Mówienie o tym, czego potrzebujemy i co nas boli jest ogólnie trudne w relacjach. Nikt nas tego nie uczył, rzadko kto pytał kiedykolwiek w dzieciństwie, co czujemy, czego nam brakuje, na co mamy ochotę. To powszechne doświadczenie z dzieciństwa. Trzeba więc sporo wysiłku włożyć w to, by tego się nauczyć w życiu dorosłym. Jeśli nawet dobrze nam to wychodzi na płaszczyźnie zawodowej, to okazuje się, że w relacjach rodzinnych słabo się udaje. I na tej bazie tworzą się najpierw frustracje, potem złość, a na koniec agresja.

W pewnym momencie może się okazać, że w ogóle nie rozumiesz, dlaczego wybuchasz i o co ci chodzi. I to jest najlepszy moment, żeby siąść i przyjrzeć się dokładnie, gdzie jest przysłowiowy pies pogrzebany. Zrób przez tydzień lub dwa akceptację cienia na daną sytuację ( czyt. tutaj:  http://zpietamiwchmurach.pl/akceptacja-cienia/ ), a potem zadaj pytania: z jakiego powodu nie potrafisz spokojnie powiedzieć o tym, co czujesz, czy też czego potrzebujesz?

Frustracja i agresja powstają wtedy, gdy ktoś lub coś ( na ogół jednak ktoś) jest przeszkodą w osiągnięciu prze ciebie jakiegoś celu. Warto to zapamiętać! A potem sprawdzić, w jakich aspektach osoba, do której odczuwasz agresję lub, która cię frustruje jest blokadą twoich celów. I być w tym szczerym. Takie rozpoznanie wiele daje. 🙂 I ułatwia pełną akceptację.

Jest jednak jedna sytuacja, na którą jakby nic nie pomaga i nie sposób jej się pozbyć z życia. Psychologia nazywa ją frustracją arbitralną. Dzieje się wtedy, gdy robisz wszystko jak należy, a i tak się nie udaje, nie działa, nie wychodzi. Dokładnie obrazuje to sytuacja, gdy kupujesz jakiś mebel lub sprzęt do samodzielnego złożenia w domu. Składasz wszystko z uwagą i starannie i zgodnie z instrukcją, a mebel i tak się rozkracza, a sprzęt nie działa. Znasz to? Oprócz mebli lub sprzętów potrafisz zauważyć takie sytuacje w swoim życiu? W przypadku mebli lub sprzętów przyczyna na ogół jest prosta: krzywe części, brak śrubek albo pomyłka w instrukcji. W przypadku sytuacji życiowych, gdy doświadczamy frustracji arbitralnych, przyczyn też może być kilka. Mogą to być pętle czasowe, o których pisałam tutaj: http://zpietamiwchmurach.pl/wraca-jak-na-gumce/ 

Może to być również mało fajny i mocno destrukcyjny zestaw przekonań rodowych. Przeczytaj uważnie i zastanów się, czy rezonujesz z takimi hasłami:

„musi być ciężko”,

„musi boleć”,

„życie jest ciężkie”,

„zawsze pod górkę”

oraz: „mogę więcej”, „stać mnie na więcej”, „jestem wyjątkowy/a”, „nikt nie ma jak ja”, „jestem lepszy/a”.

Te przekonania i  podobne w ten deseń są podstawowym źródłem u bardzo wielu osób, że – pomimo ich najszczerszych wysiłków i solidnej pracy ze sobą – stale doświadczają frustracji arbitralnych w różnych dziedzinach życia. I tutaj nie ma wyjścia: trzeba posprzątać te kody rodowe i tyle.

 

Inny sposób reagowania

Warto stale pamiętać o tym, że wszystkie nawykowe czynności od zwykłych fizjologicznych  po zachowania w relacjach są uwarunkowane głównie rodowo, czyli wyuczyliśmy się ich we wczesnym dzieciństwie, dostając w spadku po rodzicach i dziadkach – więcej o tym we wpisie http://zpietamiwchmurach.pl/jak-pracowac-ze-soba-skutecznie/

Inny niż nawykowy, a więc nieuświadomiony i odziedziczony, sposób reagowania jest możliwy dopiero wtedy, gdy zdasz sobie sprawę, że reagujesz nawykowo, dziwnie, nieadekwatnie do sytuacji lub dokładnie tak jak twoja matka lub twój ojciec. 

Nie jest to wcale takie proste do uświadomienia…. Czasem warto zapytać najbliższych, koleżanek i znajomych, co ich w nas wkurza, albo w jakich sytuacjach – ich zdaniem – zachowujemy się dziwnie lub tak jak nasi rodzice. Dzieci na ogół są świetne w swoich obserwacjach i szczerości. 🙂

Gdy myślisz, że już jesteś bardzo idealny/a, zapytaj dziecka, które cię zna, co ci powie o tobie albo kogoś innego, kogo stać na szczerość wobec ciebie, czyli kogoś, kto nic nie straci w relacji z tobą, jeśli powie ci prawdę. Pozostali będą kłamać.

Zrobisz milowy krok, gdy w pełni zdasz sobie sprawę, że reagujesz nawykowo i podejmiesz decyzję, że chcesz to zmienić. Ale nawyki – zwłaszcza w reakcjach emocjonalnych – nie są prostą sprawą do zmiany. Mocno trzeba się postarać. Najpierw trzeba zrobić akceptację cienia na emocje, które towarzyszą nawykowi, potem wyciągnąć reakcje z ciała, na koniec praktykować na coraz głębszych poziomach ciszę. Wtedy dopiero objawia się twoja moc. O medytacji ciszy pisałam tutaj  http://zpietamiwchmurach.pl/medytacja-ciszy/  

Cisza ma w sobie dziwną i niepowtarzalną moc. Można ją rozwijać w sobie bez końca i doświadczać coraz głębszych poziomów. To wyjątkowa furtka do wiedzy, mądrości, poznania, rozwoju i uzdrowienia.

Każdy, kto zaczyna świadomie i konsekwentnie pracować z ciszą, odnajduje ją w końcu w sobie w nieogarnionej ilości i doświadcza jej nieskończonych możliwości. Polecam tę praktykę każdemu i uważam, że nie ma innej drogi samopoznania jak tylko poprzez ciszę.

Jedynie prawdziwy i mądry sposób reagowania człowieka na świat zewnętrzny i swój wewnętrzny świat emocji to reagowanie poprzez ciszę, którą masz w sobie. 

Trzeba więc sporo pracować z ciszą, bo inaczej zmiany nie będzie, ani innego sposobu reagowania też. 🙂

 

Energia oceny musi się wypalić

Każda ocena negatywna niszczy jedność między ludźmi i wyklucza współpracę, życzliwość, możliwość porozumienia.

Przyjrzyj się swoim sytuacjom z życia. Najpierw wyczuwasz czyjś dystans, niechęć, czy też krytykę. Słowa tu nie są potrzebne. A wręcz odwrotnie. Bez słów z udawaną obojętnością lub ugrzecznieniem ocena negatywna lub krytyczna są jeszcze bardziej czytelne.

Patrzę na swojego dorosłego syna  i czuję, że coś jest nie tak. Mam opór, żeby zachować się przy nim spontanicznie, ruchy ciała są jakby wolniejsze, lekko spętane lub niepewne. Podobnie zachowuje się on. Kieruję więc swoją uwagę do ciała i skupiam się na napięciach w ciele. Ledwo widoczny grymas na mojej twarzy, a pod nim ocena: „znów mu zejdzie pół godziny z tą herbatą”, dalej gula w gardle, a pod nią ocena: „rany, jak on taki powolny będzie to mu kiedyś życie da w dupę”, schodzę do ściśniętego splotu słonecznego i przypominam sobie jego słowa krytyki o mnie i mojej pracy w domu, w tym momencie odczuwam kłucie w wątrobie i myśl ironiczną: „no, niby taki idealny, pomyślałby kto…”, w trzustce, która zaczyna pulsować słyszę zdumiona parę wyzwisk i jelita zaczynają mi burczeć. Schodzę więc do brzucha i w końcu odkrywam przyczynę: dziesiątki wydarzeń z mojego życia, gdy bałam się negatywnej oceny osób znaczących z mojego życia. Byli tam moi rodzice, babcia, nauczyciele, koleżanki, koledzy, mężczyźni i kobiety związani z moją pracą zawodową, mój eks i moje dzieci. Setki, a nawet tysiące negatywnych neuroasocjacji opartych na lęku przed negatywną oceną osób, na których mi w życiu zależało…..

Czy myślisz, że uświadomienie sobie tego bagażu i uzdrowienie go Światłem i Miłością wystarczyło? Nie, nie wystarczyło. Trzeba było sporo pracy z ciałem, nauczenia się nowego, innego reagowania właśnie głównie w ciele.

Okazało się bowiem, że drżeniem jelit, zaciśniętym gardłem i splotem słonecznym oraz kłuciem w wątrobie i trzustce reaguję na obecność i zachowania wielu innych ludzi. Oznacza to. że są to reakcje nawykowe, nabyte i utrwalone.

Posprzątanie na poziomach ciał subtelnych i na poziomie komórkowym wymaga więc jeszcze uwolnienia nawykowych reakcji ciała oraz wprowadzenia nowych wzorców zarówno na poziomie ciała, jak i zachowania na zewnątrz. 

Najpierw jednak musi się wypalić negatywna energia oceny. Toteż gdy oceniasz negatywnie kogokolwiek właśnie w myślach, uzbrój się w cierpliwość: musi minąć trochę czasu zanim energia tej oceny wypali się i przestanie być murem pomiędzy tobą a tą osobą, którą oceniłeś. Zanim ten czas nie minie lepiej nie szukać porozumienia, ani jedności, ani współpracy – bo nie będą możliwe. Trzeba więc swoje odczekać i tylko świadomie unikać dolewania oliwy do ognia, czyli najlepiej zerwać lub rozluźnić kontakty z tą osobą. I tyle. W pewnym momencie wyczujesz, że blokady już nie ma i możesz zacząć znajomość od nowa.

Gdybyśmy na co dzień bardziej uważali na swoje myśli i słowa – wiedząc, jak ocena niszczy jedność i możliwość porozumienia – byłoby znacznie łatwiej. Jest też łatwiej, gdy zdasz sobie sprawę, że oceniłeś lub ktoś ocenił ciebie i teraz potrzeba czasu, żeby energia oceny się wypaliła. Daj więc sobie i tej drugiej osobie tylko czas i spokój. To najczęściej wystarcza, by relacje poprawiły się.

Zmiana boli

Na ogół narzekamy na innych, zły świat, okoliczności, a o sobie myślimy dobrze. „Jestem dobrym człowiekiem” – to przekonanie wszystkich ludzi, nawet jeśli na zewnątrz mówią inaczej i stękają, również wtedy, gdy ostentacyjnie trąbią, że są źli, nic niewarci, kompletne zera. Te ostatnie „komplementy” wobec siebie to tylko zwykła prowokacja, by się dowartościować i poczuć ważnym.

Toteż uświadom sobie, że zawsze będziesz miał w sobie wroga zmiany, który jest przekonany, że taki, jaki jesteś – jesteś nie tylko dobry, ale najlepszy. To tak zwany blok plemienny: masz iść przez życie zgodnie z wzorcami rodowymi, bo one są znane podświadomości i łatwe do powtórzenia.

Jest sporo takich osób, które deklarują, że chcą zmiany, ale szybko rezygnują. Okazuje się bowiem, że zmiana wymaga zaangażowania i jest dość bolesna. Dosłownie.

Uwalniając rodowe emocje i wzorce, doświadczysz niejednokrotnie mało przyjemnych reakcji organizmu.

Na ogół zawsze po skutecznym i głębokim procesie uwalniania, ciało musi odreagować. Polega to na tym, że albo płaczesz bez powodu często dość długo, albo boli cię głowa kilka dni – to się dzieje zawsze przy zmianie destrukcyjnych przekonań, albo zwyczajnie chorujesz, bo organizm musi pozbyć się toksyn i pasożytów, którym dane emocje umożliwiały rozwój i rozrost.

A pozbywa się ich przez błony śluzowe, czyli możesz mieć zapalenie jamy ustnej, migdałków, gardła, ucha, oka, zwykły katar oraz problem z jelitami, czyli biegunkę, zapalenie pęcherza, albo wszystkie objawy grypowe łącznie z bólami mięśni i wysoką temperaturą.

Toteż pracę ze sobą i zmiany na poziomie emocji warto zacząć w młodym wieku, bo wtedy może być znacznie prościej bez dużych komplikacji zdrowotnych. Trochę pokichasz, przeleżysz dwa dni w łóżku, a potem same fajne rzeczy wszechświat ci przynosi….

Otwarty umysł i otwarte serce


Kiedyś – gdy byłam bardzo młoda – wydawało mi się dziwne zalecenie, by poznać siebie. Co tu poznawać? Hmm… Z czasem okazało się, że zdecydowanie jest co poznawać….

Toteż proponuję Tobie maleńki eksperyment, dzięki któremu poznasz trochę siebie.

Jest prosty. Ja go zrobiłam ostatnio tydzień temu. Trwał przez całą długość ulicy Floriańskiej w Krakowie i wzdłuż Rynku do Kościoła Mariackiego. Może 15-20 minut, może mniej.

Polega na tym, że idziesz sobie powoli z intencją poznania swoich reakcji (emocji) na ludzi. Potrzebujesz do tego wyłącznie otwartego umysłu i uważnej obserwacji siebie. Absolutnie nie może to być nastawienie typu „brawo ja!”, ani typu: „teraz ja wymiatam”, bo wtedy niczego się nie dowiesz, ani niczego nie zauważysz. Masz być skupionym na sobie i na ludziach wokół. Idąc zatrzymujesz wzrok na kolejnych osobach, które spotykasz i przyglądasz się, jak na nie reaguje twoje ciało.

Na widok jakich osób twoja lewa lub prawa noga skręca delikatnie w bok, żeby danej osoby uniknąć? Kto powoduje, że spinasz barki i czujesz ucisk w dołku? Co czujesz patrząc na grupę podchmielonych Anglików? Jaki odruch pojawia się w twoim ciele, gdy ktoś cię zaczepia? Patrz i obserwuj wyłącznie reakcje ciała, zupełnie nie zwracaj uwagi na myśli. To jest niesamowita lekcja pokory i skarbnica wiedzy o sobie. Potem przeanalizuj cały eksperyment i wyciągnij wnioski: jacy ludzie budzą w tobie lęk, jacy odrazę lub tylko niepokój, którzy wzbudzają pozytywne emocje? Tak poznajesz siebie, swoje lęki, opory, blokady… Z czasem – idąc po raz kolejny w taki sposób ulicą – oprócz otwartego umysłu na siebie i otoczenie – pojawi się też otwarte serce, pełne zrozumienia, akceptacji i życzliwości dla wszystkich, których spotkasz i dla siebie samego też.

Jedna myśl na temat “NEUTRALNOŚĆ, czyli jak ogarnąć emocje w relacjach?

  1. Bardzo potrzebny tekst bo to prawda, że wielu ludzi kompletnie nie żyje i nie robi tak jak czuje. Mnie to akurat nie dotyczy, a w zasadzie dotyczy w drugą stronę haha czasem trzymam na siłę buzię żeby nie wypalić wszystkiego co myślę bo już nie raz za dobrze na tym nie wyszłam. Wiedziona doświadczeniem lat pamiętam o dyplomacji. Ale to dlatego, że od dziecka byłam oswajana z emocjami i nikt ich we mnie nie tłumił ani nie blokował. Mama rozmawiała o wszystkim i nie było tematów tabu nawet jak były trudne czy bolesne. W przeciwnym razie trzeba ćwiczyć i trenować swój umysł i siebie – jak to bardzo fajnie opisałaś. W ogóle praca nad sobą jest fascynująca i warta bo efekty są bardzo widoczne i uszczęśliwiające, a a auto czy psychoterapia dodatkowo pomaga uwolnić się od różnych ciągnących nas w dół rzeczy, w tym przeszłości. Ślę uściski 🙂

Dodaj komentarz