ODCIENIE SZAROŚCI, czyli o … kolorach

                                 Przyzwyczailiśmy się dzielić świat, ludzi, zdarzenia, emocje tylko na dwie części: czarne i białe, dobre i złe, piękne i brzydkie, mocne i słabe, zapominając, że są to przeciwieństwa – antypody, pomiędzy którymi istnieje nieskończona przestrzeń odcieni tego, co klasyfikujemy.

PRZEKONANIA  I OSĄDY

                                Białe światło jest nieskończenie bogatym i uporządkowanym pasmem i może się rozszczepiać na wszystkie kolory tęczy, na kolory podczerwieni i nadfioletu niewidzialne dla ludzkiego oka. Z kolei ciemność, kolor czarny, jest mieszaniną nieuporządkowaną wszystkich barw, chaosem, z którego może powstać wszystko i na tle którego widać wyraźnie każdy inny kolor lub jego odcień. Tylko w nocy – na czarnym niebie – świecą gwiazdy. 🙂

                         Ale  rzeczywistość, w której żyjemy i musimy wybierać, narzuca nam uproszczone klasyfikacje, dzięki którym łatwiej jest wybierać, odrzucać lub akceptować. Tylko po co?

Klasyfikacja, ocenianie, dzielenie i segregowanie ma tylko jeden cel: zniszczyć jedność i porozumienie między ludźmi oraz uniemożliwić współpracę. Bo dzięki temu będą słabi.

                                         Tak się dzieje w makroświecie władzy i polityki, ale jest to również podstawowy program działania każdej jednostki. Nauczono nas osądzania nie tylko innych ludzi, nieustannie oceniamy samych siebie: swoje wybory, cechy charakteru, czyny, decyzje. Nawet to nazwano: krytyk wewnętrzny!

I co się dzieje?

                         To samo: tracimy jedność naszych jaźni, a przecież mamy ich aż trzy: świadomość, podświadomość i nadświadomość. Brak jedności uniemożliwia współpracę i rozwój, stąd jesteśmy odcięci zarówno od podświadomości, jak i nadświadomości, a rozwój osobisty staje się ciężką harówką.

Czy można to zmienić?

                               Jasne. Zająć się tylko i wyłącznie usuwaniem oceniania ze swojego umysłu. Nie da się? Z jednej strony to prawda, bo niemal każde nasze słowo jest oceną. Gdy pierwszy raz zabrałam się za ten temat i postanowiłam przez tydzień w ogóle nie oceniać, zwłaszcza w kategoriach negatywnych, nie wytrzymałam nawet jednego dnia.

Bo usunięcie (a raczej złagodzenie) oceniania umysłu wymaga sporej pracy intelektualnej: zrozumienia, że slogany są fałszywe, a rzeczywistość jest przebogata, poczucia humoru, które daje dystans i lekkość oraz samodyscypliny.

A POTEM NAUCZENIA SIĘ POSTAWY AKCEPTUJĄCEGO OBSERWATORA. I to jest piękna praca.

                                       Nic i nikt nie potrzebuje żadnej oceny, ani uzasadnienia, po co jest. Wystarczy sam fakt, że coś lub ktoś jest, by to coś lub ktoś miały sens.

Twierdzenia, że „wszystko jest po coś”, „każda rzecz, która zdarza się w naszym życiu jest po coś”  są tak samo fałszywe jak twierdzenie, że jest tylko dobro lub tylko zło, itp. Są zbyt ogólne, żeby były prawdziwe.

                                     Zaprzestanie oceniania siebie ułatwia przekonanie: „Zawsze jestem w porządku”. Jest to kod mentalny, który niweluje postawę bycia ofiarą i poczucie winy, wnosząc przy tym przeświadczenie, że jestem w porządku, bo – jak każdy – mam prawo do błędów. Zrobiłam coś nie tak? – ok, zdarza się. Mogę to sobie wybaczyć, bo mam prawo pobłądzić, przecież cały czas się uczę. Zamiast wchodzić w błędne koło bycia winnym, grzesznym, złym, daję sobie przestrzeń na zrozumienie siebie, nieocenianie i wyciągnięcie konstruktywnych wniosków.

                                     Natomiast ocenianie siebie, że jestem zły/a i przy tym muszę się wyzbyć zła i walczyć z nim jest syzyfową pracą, bo jest wbrew prawom uniwersalnym: walka tylko wzmacnia to, z czym walczysz; a nacisk zawsze tworzy opór. Gdy w taki sposób pracujesz nad swoim rozwojem, to nie dziw się, że nie ma efektów.

Nie o to bowiem chodzi. Tak, jak już napisałam: wszystko, co JEST – jest WARTOŚCIĄ. Tym bardziej wszystko, co jest w tobie jest wartością. Nawet z błota możesz wybudować piękny dom, jeśli dodasz kilka składników i zdasz sobie sprawę z zalet gliny.

                                   Toteż spójrz w końcu na siebie z szacunkiem, przestań wypierać się tego, co czujesz, zdobądź się na zwykłą szczerość i wielkie zainteresowanie tym, co masz w sobie.

                            „Tak naprawdę istnieje tylko miłość i strach” – jedno z wielu ograniczających przekonań ezoterycznych różnych pseudo-guru. Emocji i uczuć oraz ich najróżniejszych kombinacji jest całe morze.

Kłopot w tym, że nie chcemy ich widzieć, ani czuć, ani uważać za ważne.

                             Tymczasem wielkość człowieka i jego prawdziwej miłości do siebie należy mierzyć właśnie szacunkiem i uważnością, jakie daje swoim emocjom i uczuciom.

                                     Wyżej Rozwinięte Istoty we Wszechświecie poświęcają całą uwagę każdej najdrobniejszej emocji, uczuciu, jakie pojawiają się w ich życiu. Gdy to pierwszy raz przeczytałam w jakimś przekazie channelingowym, trochę mnie zdziwiło. Teraz już wiem, dlaczego? Bo to właśnie niezauważone i wyparte emocje powodują choroby i ból ciała fizycznego. Wszystko, co niezauważone, schowane pod dywan – rośnie. Nawet jeśli na początku było tylko maleńkim odczuciem, np. zranienia bezmyślnym słowem osoby znaczącej. Jeśli od razu nie damy temu zranieniu uwagi, machając na to ręką: „oj, nic takiego”, zamiast  zintegrować szacunkiem i akceptacją, urośnie tak, że albo spowoduje zerwanie relacji z tą osobą albo naszą chorobę serca.

                             Warto zajmować się swoimi emocjami, uczuciami i odczuciami, bo to jest jedyny sposób podnoszenia swojej świadomości, utrzymania ciała fizycznego w zdrowiu, samopoznania i rozwoju osobistego.

CIAŁA SUBTELNE

                                    Ciała subtelne to inaczej aura człowieka lub dokładniej: pola różnych poziomów energii wokół ciała fizycznego człowieka. Ciała subtelne: emocjonalne, astralne i mentalne tworzą podświadomość człowieka. Ciała: keteryczne (uświęcone) i niebiańskie tworzą nadświadomość człowieka.

Poniżej znajdują się zdjęcia poszczególnych ciał subtelnych. Zdjęcia te pochodzą z książki Barbary Ann Brennan „DŁONIE PEŁNE ŚWIATŁA”.

 

                              Ciało eteryczne ma wielkość i kształt niemal dokładnie pokrywający się z ciałem fizycznym człowieka.

                                 W ciele emocjonalnym i astralnym są zapisy wszystkich traumatycznych, niskowibracyjnych emocji oraz marzeń, pożądań, życzeń, klątw, itp.

Różnobarwne plamy w tym ciele to nic innego, jak tylko energetyczny zapis emocji, uczuć, odczuć, przeżyć i doświadczeń niskowibracyjnych naszych przodków oraz naszych własnych. Wszystko, co boli, straszy, złości, wkurza, irytuje, zasmuca, rozwala emocjonalnie jest własnie tu. I wcale nie jest ciemne… 🙂  Im bardziej intensywne w kolorach jest nasze ciało emocjonalne, tym większe tematy pojawią się w naszym życiu do przepracowania.

                                   Gdy te niskowibracyjne uczucia i przeżycia ocenimy jako negatywne, nie tylko, że urosną, ale urosną do tego stopnia, że będą zagrażać naszemu życiu i nasz „mózg gadzi” zrobi w którymś momencie porządek i ściągnie takie intensywne w kolorze pole emocji do ciała, co skończy się dla nas chorobą. Dlatego lepiej jest  zdjąć ocenę z negatywnych doświadczeń, uczuć i przeżyć i świadomie przepuścić je i transformować przez ciało techniką akceptacji cienia albo inną, jaką znamy.

                                        Zastraszająca większość ludzi właśnie w ten sposób załatwia swoje tematy swoje emocjonalne, (co śmieszniejsze niektórzy twierdzą nawet, że je w ten sposób przepracowują): tak długo lekceważy i nie zauważa swoich niskich, bolesnych uczuć, że osiągają one stan krytyczny i wtedy interweniuje najstarsza część naszego mózgu, odpowiedzialna za przetrwanie – „mózg gadzi” – ściąga do ciała tę energię emocji i myśli, którą wyrzuciliśmy poza  ciało fizyczne do ciał subtelnych i jeszcze  przyciągnęliśmy pola emocji naszych przodków. I któregoś ranka budzimy się w końcu spokojni, wydaje się, że nasz problem minął, odpadł, już nic nas nie dręczy. Za kilka tygodni lub miesięcy zaczynamy chorować i wcale nie łączymy tego z emocjonalnym zamętem, jakiego doświadczaliśmy parę tygodni wcześniej…. I to jest geneza chorób.

                          A wystarczy zająć się tematem zanim zejdzie do ciała: wziąć odpowiedzialność za swoje emocje, zauważyć je z pełną szczerością, przepuścić  i transformować przez ciało techniką akceptacji cienia, czyli zdjąć z tych emocji i doświadczeń negatywną ocenę i odzyskać swoją energię.

Nieraz jest trudno zdjąć negatywną ocenę zwłaszcza z dużego cierpienia lub krzywdy. Dlatego praca z traumą wymaga czasu i  cierpliwości.

                                    Bo, gdy już mamy chorobę w ciele, to trzeba znacznie więcej pracy, żeby odzyskać zdrowie. Cały proces trzeba odwrócić. To znaczy wyrzucić z ciała do podświadomości emocje, które chorobę spowodowały, później przepuścić je przez ciało i transformować techniką akceptacji cienia i jeszcze pogodzić się z faktem, że zdrowienie może potrwać nawet kilka lat, gdyż komórki ciała fizycznego replikują się w różnym tempie i mogą być bardziej zniszczone niż pierwotna wielkość emocji, która chorobę spowodowała.

 

 

 

 

 

                                   Ciała keteryczne i niebiańskie tworzą się, a właściwie uruchamiają,  dopiero po przepracowaniu podświadomości, czyli pól emocji z ciał subtelnych; emocjonalnego i astralnego oraz fałszywych i ograniczających przekonań, idei, osądów, przesądów z ciała mentalnego.

                       Właściwie najłatwiej zacząć oczyszczanie podświadomości od ciała mentalnego, czyli od zmiany ograniczających i fałszywych przekonań otrzymanych od naszych rodziców, dziadków, kolegów i przyjaciół, nauczycieli, z reklam i innych środków masowego przekazu. Ustalenie, jakie mamy nie-swoje przekonania jest bowiem zupełnie proste. Wystarczy, że posłuchasz uważnie swoich rodziców: jakie mają przysłowie, powiedzenia, jakimi słowami zwracają się do ciebie, co sądzą o pieniądzach, nauce, o tobie, innych ludziach.

                         Nawet jeśli się z tymi przekonaniami nie zgadzasz i tak je masz na poziomie podświadomym. TO SIĘ NAZYWA SIŁA PROPAGANDY.  Ogarnięcie nie-swoich przekonań, wyciągniecie, skasowanie i zamienienie na pozytywne jest najszybszym sposobem uzyskania zmian w sobie i dookoła siebie. Zmianę przekonań należy dokonywać w stanie theta; zmiana tylko na poziomie świadomym niewiele da.

                              Dostęp do emocji, zwłaszcza związanych z karmą rodową jest trochę trudniejszy, bo najczęściej jest wielowarstwowy, a przy tym może być jeszcze podkręcony ślubami, obietnicami, klątwami, węzłami karmicznymi, ta sama emocja może iść od kilku osób z rodu. Jak jeszcze do tego dojdzie tajemnica, no to można się pogubić.  Nieraz trzeba zastosować kilka technik, żeby cokolwiek puściło. Jednak z czasem jasnowidzenie i jasnowiedzenie się poszerza i wglądy zdarzają się coraz częściej, a wraz z transformacją pól emocji zwiększa się dostęp do intuicji i nadświadomości. Robi się łatwiej.

                        Paliwem uruchamiającym ciało keteryczne i niebiańskie jest transformowana energia niskowibracyjnych pól emocji z podświadomości, czyli z ciała emocjonalnego i astralnego oraz mentalnego. I to jest jasna strona – a nawet kolorowa, co widać na zdjęciach – naszej ciemnej strony mocy.

Niskie, bolesne emocje i doświadczenia zintegrowane i transformowane dają początek złotemu i boskiemu światłu w nas, są żywiołem odkrywającym ludzką boskość i wielkość. Może to brzmi trochę patetycznie, ale tak jest.

TECHNIKI WGLĄDU

 

                                          w podświadomość, czyli karmę rodową i osobistą zapisaną w ciałach subtelnych: emocjonalnym, astralnym i mentalnym:

  1. praktyka uważności,
  2. akceptacja cienia,
  3. technika „wyjdź do świata z pytaniem”,
  4. sny i świadome śnienie,
  5. ustawienia Hellingerowskie,
  6. ayahuaska, changa, rappe
  7. malowanie intuicyjne,
  8. praca z głęboką wyobraźnią i zwierzętami mocy,
  9. jasnowidzenie i jasnowiedzenie oraz jasnoczucie,
  10. regresja hipnotyczna wiekowa i wcieleniowa,
  11. OOBE i LBL,
  12. praca z aniołami,
  13. tarot,
  14. astrologia,
  15. medytacje,
  16. bioenergoterapia,
  17. masaże ma-uri (body work),
  18. terapia czaszkowo-krzyżowa,
  19. praca z dźwiękiem: kamertony, gongi i misy tybetańskie, misy kryształowe, om healing.

To oczywiście nie wszystko. Jest sporo technik, których nie znam, a tylko o nich słyszałam, więc ich nie podaję.

Z powyższych korzystałam, bo ktoś je robił dla mnie lub pracuję nimi na co dzień. O niektórych już pisałam. O kilku napiszę w następnym wpisie. Przyznacie, że jest w czym wybierać i każdy może znaleźć coś dla siebie.

 

„SŁABOŚĆ JEST TWOJĄ MOCĄ”

 

                                   To było pierwsze zdanie, jakie zapamiętałam i zrozumiałam z buddyzmu. Po moich osobliwych kontaktach z buddystami i wydarzeniach z tym związanych, postanowiłam poczytać o nich więcej. I trafiłam na wykład Karmapy, w którym opowiadał o dordży – wygląda jak klepsydra i też przesypuje się w niej piasek. Jest symbolem właśnie słabości i mocy człowieka. Gdy mamy tylko słabość to ona nami rządzi i jest jedyną naszą ciemną mocą, ale gdy zaczynamy ją przesypywać drobną strużką – tak jak w dordży – dając jej uwagę i akceptację – zamienia się w jasną moc i potęgę. Nie ma więc potrzeby bać się swojej ciemnej mocy, swojego cienia, ani się go wypierać, czy ukrywać.

                                   Ciemna moc, nasz cień są początkiem i źródłem naszej jasnej mocy. Bez cienia nie ma światła. Im większy cień, tym większy tworzy potencjał światła. Od nas zależy, czy go zaakceptujemy i zintegrujemy w nową jakość: jasne światło, czy się go wyprzemy, stwierdzimy, że go nie chcemy.

ODRZUCAJĄC CIEŃ, ODRZUCAMY TEŻ ŚWIATŁO.

I d… blada! Nie ma rozwoju! Jest kłamstwo, wyparcie i tkwienie w martwym punkcie.

 

„Każdy mierzy swoją miarką”…

 

                                  prawda zawarta w tym przysłowiu powala… Praktycznie wszystko wiesz o człowieku, gdy tylko usłyszysz, jak kogoś ocenia. Bo mówi o sobie.

                                    Ostatnio dostałam hejta i admin wyrzuciła mnie z jednej grupy na fb, oceniając ostro moje teksty blogowe. W związku z tym chcę jasno pewne rzeczy powiedzieć.

                                     Wpisy na blogu nie są książką, ani wykładem naukowym. Są i tak często zbyt długie i głowię się, jak je skrócić, żeby czytelnicy się nie znudzili długimi wywodami. Sygnalizują temat lub omawiają go w jakimś aspekcie.

                                W moich wpisach zwracam uwagę na to, co dla mnie jest  ważne i przedstawiam mój sposób widzenia świata, rozwoju osobistego i piszę tylko o moich doświadczeniach. Na każdy temat, o którym piszę jest wiele publikacji, zarówno naukowych, jaki i pseudo-naukowych, osobistych i wszelkich innych.

Ja na moim blogu piszę po swojemu; może trochę kontrowersyjnie, czy nonszalancko dla niektórych, spotkałam się też z określeniem „autorytatywnie”… Hm… może i tak…. 🙂

                                      Tak, jak nie ma prawdy absolutnej, a tylko i wyłącznie prawdy indywidualne, tak też jest ze mną. Opisuję moją prawdę, którą żyję, do której doszłam przez swoje doświadczenia życiowe i wyciąganie własnych wniosków. W wielu aspektach wcale nie jest to prawda oryginalna, czy autorska, bo zgadza się na przykład z prawdami współczesnej psychologii procesu, bioenergoterapii, wiedzy ezoterycznej. Zrozumiałam tę wiedzę, zintegrowałam ze swoim doświadczeniem tak, że jest spójna i skuteczna, bo powiązana z konkretnymi umiejętnościami. Zarówno wiedza, jak i umiejętności, które są moją prawdą, mają dla mnie ogromną wartość, bo ułatwiają mi życie, poprawiają jego jakość i sprawiają, że chce mi się żyć. Ale ani nie są prawdą absolutną, ani kompletną, ani jedyną.

                               Dzielę się tym, ponieważ uważam, że są ludzie, którzy szukają inspiracji, motywacji, głębszego zrozumienia, odpowiedzi i których może zainteresować moje spojrzenie na świat, życie i inne takie.

                           Nie ukrywam też, że wiedza, zrozumienie i konkretne umiejętności są dostępne na różnych warsztatach, w tym również na moich. Inwestowanie w siebie uważam za najlepszą lokatę i robię to sama od lat oraz zachęcam do tego wszystkich, których znam i spotykam. Wprawdzie w chwili obecnej najczęściej podczas warsztatu pojawia mi się myśl: „po co ja tu przyjechałam? Przecież ja to wiem.”, to jednak za każdym razem na warsztacie dzieje się coś istotnego, doniosłego, co zmienia moją świadomość. Czasem to jest tylko jedno zdanie z całego dwudniowego kursu, a czasem potężny proces, który sama uruchomiłam intencją, jaką miałam jadąc na warsztat.

Mam przy tym świadomość, że to, co przepracuję w grupie w ciągu dwóch lub trzech dni, sama musiałabym wałkować kilka miesięcy lub nawet lat. Bowiem energia grupy i wspólna intencja rozwoju i podniesienia świadomości pozwala na uzyskanie niezwykłych efektów w krótkim czasie.  I to jest moc!

                      Czytanie książek, słuchanie audiobooków jest też doskonałym sposobem poszerzania świadomości, zdobywania nowej wiedzy, demaskowania skostniałych i fałszywych poglądów, ale mnie nie wystarcza. Ja lubię mieć wiedzę praktyczną, czyli umiejętności, a tego nie nauczę się z książki. I lubię skuteczność oraz efektywność tego, co robię.

                                Tak samo czytanie mojego bloga nie wystarczy, byś poradził/a sobie ze swoimi życiowymi tematami. Jeśli jednak choć trochę rozjaśni ci on świat, to wystarczy. Wystarczy – mnie, natomiast ty – skorzystaj z tego, co możesz i chcesz, szukaj, buduj swoją prawdę i bądź pewny/a: MASZ WIELKĄ MOC!

Dodaj komentarz