oportunizm ezoteryczny

po ostatnim wpisie z jaszczurem w roli głównej parę osób się „odlajkowało” z mojego fanpaga, parę nowych przybyło, jedna dziewczyna szczerze mi podziękowała, kilka przyznało, że zrezygnowało z medytacji właśnie dlatego, że zaczęli widzieć niefajne stworzenia….

każdy dostaje to, o co prosi …

Warsztaty rozwoju duchowego mają to do siebie, że każdy zaczyna się w momencie zarezonowania z jego treścią. Wraz z decyzją, zaintrygowaniem tematem, gdy uznajesz, że byłoby ci coś potrzebne z tematyki szkolenia  jako zmiana w twoim życiu – rozpoczyna się proces zainicjowany twoją intencją.

Dla jednych dużo się dzieje  w czasie zanim przyjadą na warsztat. Jak ktoś jest uważny, to wyciągnie wnioski i popracuje ze sobą tak, że sam warsztat jest już tylko integracją i rozświetleniem tego, co zdarzyło się przed nim. Rzadko zdarza się  tak, że wywala wszelkie niskie energie podczas warsztatu.

Dla większości zaczyna „wywalać” po warsztacie i trwa to do dwóch tygodni. Zasadniczo nikt z organizatorów warsztatów ezoterycznych nie mówi głośno na czym polega proces, ponieważ wszystko, co jest chaosem i totalną rozpierduchą dzieje się u każdego z osobna poza warsztatem, czyli albo przed nim albo po nim. Dobrze, jeśli jest się świadomym tego, na czym polega proces, trudniej – jeśli nie.
Często też, jeśli oczyszczanie nie jest połączone ze zrozumieniem i rozświetleniem podanym na zajęciach warsztatowych, osoby w nim uczestniczące chorują przez kilka dni. Jest to proces dochodzenia do homeostazy organizmu, który sporo wyrzucił. Tak się dzieje zawsze po dobrych gongach, zajęciach tylko oddechowych lub tylko po intensywnej jodze. Bowiem jest to oczyszczanie bez udziału świadomości samego zainteresowanego.

Gdy robisz techniki oczyszczające i połączysz je ze zrozumieniem, wtedy choroba się nie pojawia, występuje zaledwie 2-3 dniowe osłabienie i  lepiej przez ten czas siedzieć w domu i nie przebywać wśród tłumów, typu market, pociąg, itp, bo wszystko wróci wzmocnione.

I tak wygląda każdy proces podnoszenia energii, zmiany świadomości, wchodzenia na wyższy poziom. Najpierw intencja  zmiany, potem oczyszczenie czyli wyrzucenie na zewnątrz wszystkich niskich emocji, przekonań i tematów, a w końcu  integracja przez zrozumienie, czyli wyciągnięcie wniosków i wprowadzenie konstruktywnych zmian w życiu, a w końcu poprawa jakości życia lub poprawa zdrowia. Jeśli nie ma tego ostatniego elementu procesu, czyli integracji przez zrozumienie i wprowadzenie konstruktywnych zmian w życiu i w dotychczasowych nawykach, integracja idzie przez ciało, czyli pojawia się jakaś choroba lub ta, która była nasila się.

Ja jestem zwolenniczką integracji świadomej i dlatego dokładnie określam, co robimy na warsztacie i tłumaczę, jakie będą tego skutki oraz jak sobie z tym poradzić. Robię to po to, żeby czas na warsztacie był pożytkiem dla ludzi, którzy mi zaufali oraz po to, żeby dostać od nich wdzięczność a nie złość.

Toteż zalecam, żeby po warsztacie zwolnić, unikać tłumów, odpocząć w ciszy i dać organizmowi czas na powrót do homeostazy. Jeśli się tego nie zrobi, na ogół wszystkie oczyszczone miejsca błyskawicznie wypełniają się brudami, które serwują nam ludzie z otoczenia, z pracy, z marketu. I znów mamy wokół siebie g… tylko już nie swoje, a cudze.  I tak to wygląda w skrócie. 🙂

ZROZUMIENIE

A teraz wrócę do mojego jaszczura…

Dla tych, którzy się przestraszyli wyjaśnię: to był potężny proces oczyszczania z lęków i pamięci bólu, jaka została po wypadku mojemu synowi, a którą ja przejęłam będąc z nim na okrągło od 12 lat. Ale nie tylko. 🙂

Wciąż jeszcze wyciągam wnioski z tego procesu. Dla pocieszenia dodam, że jaszczur okazał się rozmowny i informacje od niego są dla mnie równie szokujące, jak samo doświadczenie z nim. (ale o tym kiedy indziej, bo jeszcze to trawię i próbuję zrozumieć)

Moje  wnioski dotychczasowe z procesu z ostatniej pełni :

  • pamięć cierpienia i bólu jest przekazywana w genach, tak samo jak wszelkie choroby, które nam się przydarzają. To są właśnie najróżniejsze pasożyty na poziomie komórkowym.  W ciałach subtelnych odbiciem tych pasożytów są pola emocji, czyli zapisy traum naszych przodków od przekonań, które je ściągnęły po wydarzenia i doświadczenia, które zostały przekonaniem uruchomione.
  • Nasz umysł postrzega pasożyty jako zagrożenie i podkłada pod nie odpowiedni wzorzec z rzeczywistości fizycznej. I tak bakterie i wirusy o określonej strukturze mające tendencję do przelewania się między komórkami zobaczymy jako węże – mój syn miała sepsę, więc pozostałości tej choroby zobaczyłam właśnie tak. Robiłam ostatnio dla siebie proces oczyszczania z kodów poświęcenia (typowe dla każdej matki Polki) i znalazłam w zapisie mojego ciała fizycznego gniazdo węży i był to zapis choroby, którą miałam 12 lat temu, o nazwie półpasiec, która jest typową chorobą wirusową i zostawia ślady w ciele, często też może   się powtórzyć w innej części ciała – właśnie dlatego, że drobnoustroje, które tę chorobę powodują przelewają się po tkankach tak, jak węże. Inna sprawa, że węże w ezoteryce postrzegane są jako podpięcia energetyczne o charakterze demonicznym, co już oceniane jest jako coś negatywnego. Wilki – reprezentują inne uszkodzenia na poziomie komórkowym. Podobnie pająki – to rodzaj uszkodzenia na poziomie komórki powodujący problemy z tarczycą i różne jej choroby, łącznie z Hashimoto, a więc rodzaj pasożytów wewnątrzkomórkowych, który na poziomie ciał subtelnych rozpoznawany jest jako nakładki na czakry i obce implanty.
  • Każdy, kto pracuje ze sobą intensywnie dochodzi do etapu, w którym musi zmierzyć się z prawdą o sobie: Światło wywala wszelkie gówno i nie ma opcji, żeby przed tym uciec. Są tacy, którzy uciekają. Ja też to zrobiłam, gdy zamknęłam sobie jasnowidzenie na brzydkie obrazki i robale, uzasadniając to tym, że się tego boję i nie wiem, jak to ogarnąć. Jednakże w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że – jeśli zależy mi na zdrowiu, życiu, szczęściu moim i moich dzieci – to nie ma innej drogi jak zrozumienie, zracjonalizowanie procesów oczyszczania, które i tak się dzieją. Jeśli dzieją się w sposób nieświadomy, to powiększają chorobę, jeśli zaś są procesem świadomym – przynoszą uzdrowienie. Toteż zakasuję rękawy i uruchamiam odwagę oraz determinację i już spokojnie uwalniam moje ciało od wszelkich obcych bytów, bo do tej pory to tylko się czarowałam, że wszystko jest ok. Podejrzewam, że większość osób, która czyta ten wpis – ma podobnie. Bo nie jest trudno zarazić ludzi pozytywnym myśleniem i obietnicami szczęścia, złotymi promyczkami i świetlistymi postaciami i … zrobić na tym biznes. Ludzie bowiem pchają się do tego jak ćmy, gdyż tak jest im źle i tak cierpią. A potem wracają z takiego warsztatu na przykład dwupunktu i nie rozumieją, dlaczego wszystko się posypało albo jest znacznie gorzej niż było. I znów zostają w czarnej dziurze, żeby nie użyć gorszego słowa. 🙂

ZWIERZĘTA MOCY

Ostatnie doświadczenie kryzysu duchowego doprowadziło mnie jeszcze do jednego wniosku: wszystkie zwierzęta mocy – jeśli są moje –  to nie są groźne i są kolorowe. 

Nawet groźne zwierzę mocy – jeśli jest naszym przewodnikiem – nie wywołuje w nas lęku. Kiedyś miałam czarną pumę za przewodnika. W chwilach złości i zwątpienia przychodziła do mnie i zabierała mnie w kosmos i dotąd szalałam z nią w gwiazdach, aż  poczułam przestrzeń i mogłam spokojnie zasnąć. Puma zasypiała przy mnie jak dobry przyjaciel. I nawet na myśl mi nie wpadło, żeby jej się bać. 🙂

Natomiast zwierzyniec czarny lub w innym jednym kolorze zasadniczo różniącym się od kolorów, z jakich go znamy w przyrodzie pochodzi:

  • albo od przodków,
  • albo z nakładek i implantów egregorowych na czakry,
  • albo od innych ludzi, którzy robią nam ataki energetyczne lub bez naszej zgody nam pomagają.

To ostatnie mnie się przydarzyło. Okazało się, że kobra nie na darmo znikła, bo po prostu nie była moja. To moja koleżanka – pracująca innymi metodami niż ja i uważająca siebie za wielce już oświeconą – robiła terapie mojemu synowi bez mojej wiedzy i zgody i to już od pięciu lat. A ja się dziwiłam, dlaczego Kornel tak jej się bał, gdy kilka miesięcy temu odwiedziła mnie w domu. Nie mówiąc o tym, że doprowadziła i mnie i syna nieomal do obłędu.  W lipcu miała wypadek i wszystkie swoje lęki podała mojemu synowi i mnie. Cały czarny zwierzyniec z minionej pełni pochodził od mojej szanownej znajomej.

Toteż niniejszym ostrzegam każdego, komu wpadłaby taka myśl do głowy, żeby uzdrawiać mojego syna lub mnie, bo jest już wielce oczyszczony i oświecony, niech się trzyma z daleka, gdyż od tej chwili koniec z tym, że ja wyciągam, oczyszczam i dopiero wtedy odsyłam do nadawcy. Teraz będę odsyłać bez oczyszczania i 1000-krotnie wzmocnione.

Nie wiem, w jaki sposób mojej znajomej udało się mieć dostęp do mojego syna, bo syn ma potężną ochronę i naprawdę niewielu ma dostęp energetyczny do niego.  Może się okazać, że to moja wina, bo ją szczerze lubiłam. I najprawdopodobniej tak jest, gdyż bywam mało uważna i za bardzo otwarta na ludzi.

Ostatnie wydarzenia pokazały, że pora na wzmocnienie swoich granic i założenie dodatkowej ochrony, o czym napiszę w kolejnym wpisie.

 

4 myśli na temat “oportunizm ezoteryczny

  1. no przykra sytuacja z tą znajomą….
    caly proces dokładnie tak wygląda najpierw intencja potem wywala tak,ze flaki czlowiek zbiera ahahhaa..a potem przychodzi zrozumienie i nowa jakosc.. do kolejnego razu.. u mnie to sie dzieje tak naturalnie wszystko… i głownie właśnie w czasie pełni i nowiu… juz przed zastanawiam się co kolejnego mnie czeka. przerobiłam w tym roku kilka programów..w ostatnią pełnie program mojej prababki.. prawie sie z meżem rozwiodłam ahahha… ostro było ale swiat mi pokazała jak na tacy co i jak i ze to nie moje…

  2. Witaj,
    Dziękuję Ci za kolejny niesamowity artykuł. Coraz bardziej mi się rozświetla jeśli chodzi o zwierzęta mocy.. ciekaw jestem jak je uwzględnić z regulach ścieżki i czy te ścieżki będą mnie chronić przez obcymi zwierzętami mocy.. hymmm jak byś umiała mi powiedzieć to chętnie przyjmę odpowiedź 🙂

    Pozdrawiam,
    Czajkos

    1. To nie takie proste… 🙂 wirusy i bakterie przenoszą się przecież przez powietrze, drogą kropelkową, przez krew i drogą płciową 🙂 Na przykład zauważyłam, że pająki związane z uszkodzeniami czakry gardła przenoszone są zwyczajnie przez głos jak fala dźwiękowa… 🙂 Wydaje mi się – na obecną chwilą -, że jedyną drogą ochrony jest stworzenie wokół siebie świadomej ochrony lub zbudowanie w sobie wewnętrznego spokoju, który się osiąga dzięki przepracowaniu własnych programów traum rodowych. Pracuję obecnie nad jednym i nad drugim… Pojawiają się już efekty. 🙂

Dodaj komentarz