Regresja hipnotyczna

 

                                      Sporo ludzi boi się hipnozy, bo ma mylne o niej wyobrażenie. Tymczasem współczesna hipnoza nie niesie żadnego zagrożenia, jest płytka i w każdej chwili można z niej wyjść. Jest to hipnoza eriksonowska. W zasadzie każdy, kto wchodzi w medytację doświadcza hipnozy, czyli odmiennego stanu stanu świadomości wynikającego z przejścia z fal aktywności mózgowej beta na fale alfa lub theta. Fale alfa to fale, które pojawiają się wraz z rozluźnieniem napięć w ciele, czyli zwykłym relaksem. Chociaż okazuje się, że nie takim znów zwykłym, ponieważ 3/4 ludzkości ma współcześnie kłopot z umiejętnością relaksowania się 🙂


Medytacja, hipnoza i regresja hipnotyczna – ogólnie

     

                                     Każdy, kto uczestniczył w dowolnych warsztatach rozwoju osobistego – a są one coraz bardziej powszechne, wręcz modne – spotkał się z medytacjami. Z reguły są to medytacje prowadzone, mają jakąś fabułę lub konstrukcję. A celem zawsze jest relaksacja, wyłączenie na chwilę lewej półkuli mózgowej, którą posługujemy się na okrągło i przejście na doświadczanie z poziomu prawej półkuli mózgowej. Efektem dodatkowym więc każdej medytacji jest równoważenie półkul mózgowych. W zasadzie taki sam cel ma każda hipnoza, od najprostszej, takiej jak trening autogenny, przez zwykłe wizualizacje aż do regresingu, czyli odczytu z przeszłości własnej – to będzie regresja wiekowa albo odczytu związanego z innymi wcieleniami – regresja wcieleniowa.

                                    Zdarza se, że doświadczamy regresji spontanicznej – i to nawet częściej niż by się to mogło wydawać – dzieje się tak, np. w sytuacji, gdy jakiś znaleziony przypadkiem przedmiot z przeszłości przywołuje w nas wspomnienia jak żywe. Zamieramy na chwilę lub dłużej i jeszcze raz przeżywamy wydarzenia z przeszłości. I zawsze są to tylko dwa rodzaje wspomnień: te najlepsze i najpiękniejsze albo te najgorsze i traumatyczne. Są to doświadczenia każdego człowieka, więc tak naprawdę każdy dokładnie wie, czym jest regresja wiekowa. Okazuje się też, że coraz więcej ludzi w naszych czasach doświadcza spontanicznej regresji wcieleniowej, potrafią oni ze szczegółami opowiadać o życiu zupełnie innych ludzi, w innych czasach – tak jakby to było ich doświadczenie.

                                         Jednakże są też ludzie, którzy wyparli trudne doświadczenia z dzieciństwa i wtedy hipnoza regresyjna wiekowa jest dla nich skuteczną pomocą. Regresja wcieleniowa natomiast pomaga zrozumieć swoje życie, daje wiele ciekawych odpowiedzi na różne pytania. Oczywiście, jeśli człowiek je zadaje.

Moje doświadczenie

                                   W chwili obecnej robię sobie regresję codziennie, bo traktuję to jako metodę na nie tworzenie sobie karmy. Jednak prawie 10 lat było to dla mnie doświadczenie szokujące.

                                       Pewnej nocy, gdy siedziałam bezradnie przy Kornelu, który wciąż rzucał głową na prawo i lewo z grymasem bólu na twarzy (był w śpiączce, nie mówił, poruszał tylko głową) w zwykłej desperacji zaczęłam tak jak on, w tym samym tempie, rzucać głową. Trzymałam go za kikut amputowanej dłoni i łzy płynęły mi ciurkiem po twarzy, miałam otwarte oczy. I zaczęły się pojawiać  obrazy i odczucia. Wchodziłam na słup wysokiego napięcia – tak jakbym była Kornelem. To było łatwe i proste – po stopniach drabinki. W głowie nie miałam żadnej myśli, Był moment, w którym poczułam na skórze ciarki i wielki lęk wraz z myślą, że już jest za późno. W tej samej chwili zobaczyłam białą linię wibrującą w zygzak – taką jak na monitorze EKG – która zmieniła się w linię prostą, a następnie zmniejszyła się do maleńkiego punktu.

Zrobiłam głęboki wydech i znalazłam się w jednolitej przestrzeni wypełnionej intensywnym kolorem ciemnoniebieskim. Przez pewien czas czekałam spokojnie, licząc, że coś się zdarzy. Cały czas miałam świadomość siebie i równocześnie świadomość  mojego syna. Czekał i czekał i nic. Nikt nie przychodził, nic się nie działo i podjął decyzję, że wraca. W moim ciele pojawił się głęboki, bolesny wdech. Po kilku minutach znów zygzak – linia ciągła – punkt i znów ciemnoniebieska przestrzeń. Ostatni wydech. I teraz bardzo szybka decyzja powrotu. I znów bolesny wdech. To było doświadczenie dwukrotnej śmierci klinicznej Kornela.

Jeszcze wiele razy wracaliśmy do tych wydarzeń w nocnych „sesjach”, jakby Kornel potrzebował tego, wręcz zmuszał mnie do towarzyszenia. Nie rozumiałam wtedy dlaczego, po co. Z dzisiejszej perspektywy widzę to jako jego potrzebę złagodzenia traumy, ale też potrzebę mojej bliskości w tamtym wydarzeniu, jak również jego potrzebę uzyskania mojego przebaczenia, że zrobił coś tak głupiego.

                                          Przez trzy miesiące każda noc była sesją regresingu z Kornelem. Najtrudniejsza była trauma pobytu w szpitalu, gdy Kornel nie miał głosu, nie poruszał się i nie widział z powodu uszkodzenia mózgu , a pielęgniarki zapominały o podaniu znieczulenia, kapiąc go w betadynie i przemywając oparzenia 50% ciała i przeszczepy. Do dziś odgłos drewniaków wywołuje u syna atak spastyki. To są sceny nie do opisania…

Ale sesje regresingu w pewnym momencie zaczęły dotyczyć innych wydarzeń z dzieciństwa Kornela, o których nawet nie wiedziałam. Na przykład podczas karmienia go łyżeczką, zamykał buzię i nie chciał jeść kurczaka. Ze zdziwieniem zapytałam w myślach, o co chodzi? Przecież Kornel przepadał za mięsem, a jeśli nie było szyneczki na kanapce, to uważał, że nie jadł śniadania. I zobaczyłam, o co chodzi. Poczułam ostry smród kurzych odchodów i zobaczyłam syna, który sprząta stary kurnik u babci. Gdy zapytałam mojej mamy, czy rzeczywiście tak było, przypomniała sobie, że owszem. W czasie wakacji, gdy u niej byli moi synowie, robili takie porządki. No cóż, to był mocny argument, żeby nie lubić kurczaka. 🙂

                                      Podsumowując, jest dość łatwo włączyć się w podświadomość drugiej osoby, wystarczy – tak jak ja z synem – włączyć się w rytm oddechu, chrapania lub charakterystycznego ruchu danej osoby i mieć dobrą intencję. Od kiedy nauczyłam się terapii czaszkowo-krzyżowej, często widzę lub czuję wydarzenie, które spowodowało określone zaburzenie w organizmie pacjenta. Zdarzyło się też, że było to wydarzenie z bardzo odległej przeszłości. Widziałam karawanę idącą przez pustynię, którą burza piaskowa całkowicie zasypała – doświadczenie mało przyjemne, łamanie kołem w kamiennej wieży biednej i kruchej kobiety i stojącego obok zadowolonego duchownego w czerwonych szatach, czułam ogromny lęk i nienawiść kobiety dręczonej w obozie koncentracyjnym przez przystojnego młodego esesmana.

                                   Ale, żeby tak nie zajmować się innymi, opowiem o moich sesjach regresji wcieleniowej. Byłam kilkakrotnie na warsztatach u Grzegorza Halkiewa, żeby nauczyć się tego porządnie, ale też dostać określone odpowiedzi, Bo niestety, lubię mieć jasność i byle jakie odpowiedzi mnie nie zadowalają.
Używamy możliwości mózgu zaledwie w kilku procentach, tymczasem w umyśle nieświadomym uruchamianym dzięki przestawieniu się na odbiór poprzez prawą półkulę mózgową mamy dostęp do nieprawdopodobnych zapisów. Jest tam zapis naszego życia obecnego, ale też zapisy innych wcieleń. Dzięki regresji  doświadczyłam momentu swojego przyjścia na świat, pewnej obojętności mojej mamy na mój widok i wielkiego ciepła mojego ojca. Uzupełniłam też swoją relację z tatą, gdyż zawsze wydawało mi się, że była niezbyt dobra, a tu w regresji poczułam jego wielkie serce, czułość i troskę.  Cofnęłam się bowiem do świąt Bożego Narodzenia w dzieciństwie, poczułam zapach choinki, którą ojciec przyniósł z lasu i doświadczyłam jego radości, ciepła, że zrobił to dla swoich dzieci. Nie pamiętałam tego w świadomych wspomnieniach. Fajna sprawa. 🙂

                                  Natomiast z regresji wcieleniowej opowiem tylko o dwóch historiach, żeby nie zanudzać. O wcieleniu, które pozytywnie mnie nastawiło do życia i uspokoiło, że nie miałam tylko strasznych wcieleń i o wcieleniu, które dało mi wielką naukę i motywację do systematyczności i wytrwałości w pracy ze sobą. To pierwsze było spokojną historią mężczyzny, Duńczyka.

Zobaczyłam go w wieku czterech lat, gdy bawił się na podwórku razem z kurami u swojej opiekunki. To był rok 1712. Miał na imię Maksymilian. Opiekunka później odprowadziła go do dużego domu, gdzie mieszkali jego rodzice, byli bogaci. Następny moment z jego życia to wyjazd do miasta, gdzie kontynuował naukę. Czułam jego niechęć do opuszczania rodzinnego domu i niepokój, co go czeka. W wieku 21 lat obserwowałam go, gdy stoi za drzewem przyglądając się z oddali dwóm młodym kobietom, ewidentnie jedna z nich była obiektem jego uczuć. W wieku czterdziestu lat zobaczyłam tego mężczyznę, jak sobie siedział w fotelu przy oknie, paląc fajkę. Miał niejasne przeczucia, że zbliża się jego śmierć. Wtedy weszła do pokoju jego żona i dwie córki. Okazało się, że obiecał dzieciom kucyka i trzeba go odebrać. Podczas podróży powóz, czy też bryczka uległ wypadkowi. Mężczyznę przywieźli do domu nieprzytomnego. Leżał sobie w otoczeniu rodziny i myślał ze spokojem o swoim życiu, które uznał za szczęśliwe i bardzo udane. W pewnym momencie znalazł się  poza ciałem i stojąc przy ulubionym biurku obserwował rodzinę. Miał myśl, że tu już wszystko zrobił, więc może sobie pójść. Skierował się do okna i w tym momencie pojawiło się piękne światło. Długo przebywałam w tym świetle. Było przepiękne, różnokolorowe, drgające i pulsujące. No i skończyła się sesja. 🙂

                                            Gdy po raz trzeci jechałam na warsztat z regresji do Halkiewa, ustaliłam intencję dość osobliwą. Chciałam poznać przyczyny dużego bólu w prawym boku Kornela, który obejmował zarówno nerkę, jak i jelito grube, a duża cysta energetyczna w tym miejscu w żaden sposób nie dawała się odwinąć, rozpuścić, no i , oczywiście, przypięte były w tym miejscu mało fajne byty. W trakcie warsztatu dwie uczestniczące w nim kobiety, zadbane, ale bardzo gadatliwe blondynki z podpięciami dały mi informację o temacie przewodnim tego mojego wyjazdu: brak przebaczenia i zwykła głupota rozpraszająca energię. Jedna reprezentowała moją babcię, druga prababcię. Śmiałam się w myślach, przyglądając się temu z boku. Babcie już dawno nie żyją…. a tu masz: taki obrazek!

                                                Niestety, w trakcie regresingu przeszła mi cała ochota do śmiechu. Zobaczyłam małą zadowoloną dziewczynkę, z czarnymi włoskami i skośnymi oczami, w kolorowych skarpetkach z wełny. Siedziała na podłodze, patrząc z zaciekawieniem na to, co się działo za oknem. Potem była już dorosłą kobietą, chudą, w szarej sukience, przepasanej szarfą, która stała patrząc w dal w bezbrzeżnej rozpaczy. Odebrano jej córkę. Straciła dom, rodzinę i została wędrowną prostytutką. Od tej pory całe jej życie to stukot drewnianych kół wozu, błoto drogi, w które gapiła się bezmyślnie i ciągły deszcz z nieba. Przytłaczające życie bez nadziei, bez radości, w ciągłym smutku i apatii. Zakończyło się szybko i niespodziewanie, gdy mężczyzna, któremu oferowała swoje usługi, zabił ją nożem, dźgając ją wielokrotnie w brzuch. W tym momencie usłyszałam słowa wypowiedziane z nienawiścią: „Krew za krew”. Co ciekawe, gdy prowadzący sesję dał komendę: „a teraz masz 40 lat, co widzisz, gdzie jesteś?”, ja zobaczyłam tę kobietę jakby trochę przezroczystą, która stała za ramieniem innej młodej kobiety. Obie były do siebie bardzo podobne. Dopiero po chwili załapałam, że ta zamordowana kobieta nie odeszła i została przy swojej córce.

                                                Na podsumowanie dodam, że nie identyfikowałam się z żadną z postaci, których historie widziałam podczas sesji regresingu. To były osoby, których emocje czułam i rozumiałam, ale o żadnej nie mogłabym powiedzieć, że to byłam ja. Moim zdaniem te osoby żyły sobie kiedyś, a ich historie zostały „wgrane” w pamięć mojego umysłu nieświadomego, tak samo jak ich nieprzepracowane tematy. I tyle. Co nie zmienia faktu, że regresing uważam za jedną z lepszych metod pracy ze sobą i rozwoju duchowego.

Dodaj komentarz