Relacje… a lustro

                                         „To, co wewnątrz, to i na zewnątrz” – zrozumienie tej prawdy ułatwiło mi życie niesamowicie. Miałam bowiem spory kłopot z relacjami, w ogóle z kontaktami z ludźmi. Po prostu  i zwyczajnie się ich bałam, bo tak naprawdę znikąd nie było pewności, co od nich dostanę i raczej rzadko dostawałam to, czego chciałam. Same rozczarowania i mnóstwo nerwów. W końcu trafiłam na informację, że świat jest moim zwierciadłem, odbiciem.

                                   Jak to? – zdziwiłam się bardzo. Okazało się, że to prawda. Funkcjonujemy zasadniczo (przynajmniej 90 parę procent ludzi) na podświadomości i to ona przyciąga wszystko do naszego życia: ludzi, zdarzenia, całą historię. Wszystkie zapisy z dzieciństwa powiela w różnych konfiguracjach cyklicznie. Dlaczego? – Bo jej nie zauważamy i nie pamiętamy.

                                              Dzieciństwo zwłaszcza obfituje w wyparte doświadczenia, które domagają się zauważenia i akceptacji, w dzieciństwie również dostajemy pełny zestaw przekonań i emocji z nimi związanych, który należał do naszych rodziców, dziadków, opiekunów, później nauczycieli. Jest to spory bagaż, który mamy w „prezencie” i z pewnością odbije go podświadomość w naszej dorosłej rzeczywistości. Dochodzą do tego nasze własne doświadczenia o różnym ładunku emocjonalnym. To energia, nasza wewnętrzna energia, którą odbija świat, bo my jej nie zauważamy. Skoro świat odbija mnie z różnych momentów mojego życia , to postawa akceptacji wszystkiego, co się w nim pojawia, a zwłaszcza każdego człowieka jest najwłaściwszą i to nie ze względu na altruizm, ale dobrze ustawiony egoizm: pokochanie wszystkich wokół jest o wiele prostsze, bo jest związane z elementem zaciekawienia i fascynacji samą sobą: „aaaa…. to jeszcze coś takiego we mnie siedzi, a to dopiero!!!!, a tu mam w sobie taki brylancik, no, no…” Tak patrząc na świat, dostałam ogrom informacji o sobie i zaczęło mnie to bawić, tym bardziej, że zauważenie mocnych stron u innych nieprawdopodobnie mnie zmotywowało. .Poza tym spojrzenie z sympatią na każdego, kto się w moim życiu pojawia stało się oczywistością, bo przecież patrzę na siebie.

                                               W tym momencie pojawiła się ogromna przestrzeń na puszczenie oceniania i wielka łatwość wybaczania. Skoro mnie ktoś krzywdzi, to dlatego, że czuję się winna i zachowuję się jak ofiara, więc nie mam potrzeby zajmować się tym kimś i wkurzać na niego, potrzebuję tylko zająć się sobą i znaleźć ten element z mojej przeszłości, który wymaga uleczenia i domaga się akceptacji. Dzięki temu trudna sytuacja się nie powtórzy.
Powiem tyle: prawda, że świat jest moim odbiciem w połączeniu z prawdą, że to co wewnątrz, to i na zewnątrz zrewolucjonizowała moje życie.

Znalazłam sposób na siebie, na innych ludzi i na bycie Bogiem mojego życia.

Dodaj komentarz