Star Warsy i dzika Amazonia w komórce

Jeśli myślisz, że rozwój duchowy to taka sobie zabawa i lajcik, to się grubo mylisz. Oczywiście, fajnie jest pojechać na szamański warsztat, potańczyć i pośpiewać przy ognisku i bębnach, zrobić jakiś rytuał, pisać uskrzydlające teksty o pozytywnym myśleniu, bezinteresownej miłości i prawie przyciągania na facebooku albo zachwycać się doświadczaniem przepływu energii spacerując na bosaka. Kłopot w tym, że zabawa się w pewnym momencie kończy…

OFIARY ASTRALA

U większości myślących ludzi zabawa kończy się w momencie kryzysu życiowego lub zwykłego, dającego w dupę cierpienia. Bo wtedy najczęściej okazuje się, że nie działa cała lipa o pozytywnym myśleniu, ani rytuały, ani prawo przyciągania. I co? No nic. Najczęściej człowiek stwierdza krótko: „Takie życie!” Rzadko kto szuka głębiej, chce dojść do Prawdy o sobie, o sensie tego, co nazywamy życiem. Łatwiej się oszukiwać. Przecież nie ma odpowiedzi prawdziwych na większość pytań, które zadajesz. 😉 Wszyscy kłamią, każdy chce mieć rację i każdy chce być ważny. Najlepiej za dużo nie pytać, za dużo nie gadać, ani nie kwestionować, bo albo cię inni ośmieszą, albo wykluczą. Jak siedzisz cicho, to przynajmniej nikt się nie czepia, nie krytykuje, nie wytyka palcami. Każdy cierpi, ale robi to po cichu. Bo co ci da, że będziesz krzyczał, że cierpisz?

Toteż bycie ofiarą jest przeznaczeniem i losem każdego człowieka. Może ktoś powie, że to nieprawda. Jego sprawa. Ja postaram się wyjaśnić, na czym polega bycie ofiarą na Ziemi. I wcale nie chodzi o zwykłe relacje między ludźmi, rozpracowane przez psychologów, bioenergoterapeutów, czy innych uduchowionych guru. Relacja ludzka „ofiara-kat” jest oczywista, pisałam już o tym kilka razy.

Chodzi o powszechne, obejmujące wszystkich ludzi na Ziemi, bycie ofiarą w relacji z całym Astralem, który wykorzystuje każdego człowieka i ciągnie od niego Światło i Miłość.

Największe egregory ciągnące od człowieka energię Światła i Miłości to religie. Zaraz po nich wszelcy święci, guru, bogowie i bożki oraz instytucje posiadające duży kapitał. W zasadzie to nie sposób zliczyć wielości struktur egregorowych wpływających na człowieka i odbierających mu jego Moc. Wszystkie te struktury zbudowały skomplikowany system pobierania energii od człowieka, dołączyło się do tego parę ras istot z innych galaktyk i zrobili człowiekowi piekło na Ziemi, która jest samą Miłością. O ironio!

Dlaczego tak się stało? Bo człowiek to szalenie skomplikowana, potężna i wielowymiarowa istota, ale też podlegająca wielu procesom rozwojowym, podczas których można sporo mu namieszać, zmanipulować i uszkodzić. O tym jest cała epigenetyka. Właśnie z tego powodu, że zręby świadomości każdego człowieka kształtują się w brzuchach naszych babć, gdy nasi rodzice są zaledwie gametami – można świadomość każdego człowieka tak okleić traumami i uszkodzeniami, że po urodzeniu – bidulka – nawet nie wie kim jest.

Należy sobie zdać sprawę, że do wieku, który masz od chwili urodzenia trzeba dodać wiek twoich rodziców i wiek twoich babć, gdy zaszły w ciążę z twoimi rodzicami. I to dopiero będzie twój prawdziwy wiek pobytu na Ziemi. W tej sytuacji staje się oczywiste, dlaczego traumy i historie naszych babć mają decydujący wpływ na nasze życie.

Jeśli człowiek pozbędzie się traum i odetnie wszystkie podłączenia ergegorowe oraz oczyści kilka momentów rozwojowych ze swojej historii, gdy się kształtował w ciałach swoich babć, odzyskuje dostęp do kilkunastu stanów szczytowych, a jego świadomość poszerza się tak, że obejmuje świadomość Matki Ziemi, świadomość Źródła, Świadomość Pustki – początku istnienia całego Wszechświata oraz świadomość bezczasową, dającą dostęp do historii całej ludzkości, światów równoległych, całej przyszłości ludzkości i paru innych równie zaskakujących tematów. Dopiero wtedy możesz rozdziawić gębę ze zdumienia: „WOW!!! TO JEST CZŁOWIEK!!!!”

Ale zanim dojdzie do tego etapu, to marna, ale potężna istota ludzka solidnie potrzebuje się zająć sobą. I tutaj byle jakie – nawet nieraz mocno drogie – warsztaty nie pomogą.

W naszych czasach mamy ten wielki przywilej, że pojawili się ludzie posiadający dostęp do kilku lub kilkunastu stanów szczytowych, dzięki czemu Instytut Granta McFertige rozpracował je i ustalił całą procedurę odzyskiwania stanów szczytowych, a także leczenia traum rodowych, pozbywania się podłączeń egregorowych, pasożytów i paru innych mało fajnych rzeczy w człowieku. Na tym bazuje Life Flow. Jest to potężna wiedza i technika – stale się rozwijająca – która zmieni wiele w historii ludzkości. A właściwie ludzie, którzy się nią posługują i pracują wiele zmienią w dziejach ludzkości.

Wpływy całego niskiego, jak i wysokiego Astrala – bytów niefizycznych, często bardzo złych i niszczących człowieka – są możliwe do odcięcia i zlikwidowania, przez co człowiek może odzyskać swoją suwerenność, wolność i wielkość.

I to jest najlepsza informacja w tym wszystkim. Bo jest to droga do wyjścia z koła karmy i zależności astralnych.

Pamiętaj jednak nie ma dnia bez nocy, nie ma Światła bez ciemności, a to oznacza, że przy uczciwej i solidnej pracy ze sobą wcześniej, czy później doświadczysz ciemności oraz ataków ciemnej strony Mocy i wtedy lepiej wiedzieć, jak i potrafić sobie z tym poradzić.

ROZWÓJ I ZWÓJ, czyli jak to można sobie namieszać….

Zanim  staniesz się swoją pełnią, to sporo przygód cię czeka…. Astral jest mocno nieprzyjemny. Opowiem o moim pierwszym doświadczeniu usuwania podpięć egregorowych i pasożytów na poziomie komórkowym. Szczerze powiem, że było to dla mnie doświadczenie ze sporym dreszczykiem horroru. Nic nie poradzę, że od zawsze miałam niechęć, czy wręcz odrzucało mnie od wszelkich horrorów i strasznych obrazków. Duchy, zjawy, wampiry to totalnie nie moje klimaty. Zwyczajnie się boję albo niezwyczajnie. Jak kto woli. Tak samo mam duży opór na wszelkie robale, węże, stwory mniej lub bardziej fantastyczne. A tu masz! Właśnie takie obrazki spotkały mnie podczas pracy na poziomie komórkowym.

Kilka miesięcy temu po raz pierwszy samodzielnie zabrałam się za rozpracowanie ciężkich kodów traum rodowych, które dawały mi mocny impakt w życiu. Nie będę o nich teraz pisać, za to skupię się na jednym z etapów leczenia komórkowego techniką Life Flow.

Dotyczy ono takiego miejsca w komórce, gdzie produkowane są cząsteczki ATP, czyli energia życiowa człowieka. Tym miejscem są mitochondria. Rzadko, a nawet bardzo rzadko zdarza się, że podczas uzdrawiania mitochondrium pojawia się wielkie tornado, czyli ogromny biało-szary wir świadczący o tym, ze jakiś wielki egregor jest podpięty do naszego DNA mitochondrialnego i ciągnie od nas energię.

Mnie się to zdarzyło pierwszy raz. Wprawdzie znałam procedurę, co mam zrobić w takim wypadku, ale z zaskoczenia ( pewnie ze strachu też) poplątałam kolejność. Weszłam najpierw do epicentrum tego wiru, chcąc odzyskać energię, którą mi ukradziono. Owszem, odzyskałam. Potem odrzuciłam wszystkie zaczepy egregorowe, dzięki którym możliwe było ciągnięcie mojej energii. I wszystko byłoby ok, gdybym to wszystko zrobiła na końcu całego procesu. Zrobienie tylko tego etapu jedynie rozzłościło byty astralne i egregor, który był do mnie podpięty. Gdy chciałam po  wyjściu z tornada wejść do mitochondrium, okazało się to niemożliwe. A w moim życiu zrobiło się bardzo nieciekawie. Przestałam spać, opadły ze mnie siły tak, że ledwo mogłam podnieść się z łóżka, ciśnienie krwi skakało mi jak szalone, zawroty głowy, huśtawka nastrojów, czyli totalny dół emocjonalny i fizyczny.

Piszę o tym, żebyś pojął skalę wpływu ciemnego astrala i egregorów na człowieka, często totalnie nieświadomego, kto mu robi kuku oraz po to, żebyś wiedział, że uczenie się magii z internetu, czy eksperymentowanie bez opieki nauczyciela może ci mocno zajść za skórę.

Po kilku dniach poprosiłam o pomoc moją mentorkę.  W moich mitochondriach zrobiły się dziury, przez które wdarły się wszelkiej maści pasożyty. Powiem wam, że doświadczenie było koszmarne.  Stałam tam po uszy zanurzona w wodzie pełnej najróżniejszego robactwa i węży. Trzeba było zrobić proces wywalający to całe towarzystwo z mojego ciała, ale to jeszcze nie był koniec.

Ważniejsi do likwidacji byli liderzy, czyli wszystkie byty astralne, które ciągnęły moją energię na podstawie najróżniejszych umów, paktów, zobowiązań karmicznych sprzed setek, a nawet tysięcy lat. No i tu to już było całkowite przegięcie! Rozumiem robale, węże i tym podobne. Jeszcze można przeżyć. Ale to, co zobaczyłam jako liderów przeszło moje najśmielsze wyobrażenia, pomimo że i Star Warsy i Star Trecka oraz parę innych filmów sciene-fiction oglądałam.  Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem, jak by te stwory można było opisać, bo brakuje mi słów. Powiem tyle: jeśli oglądałeś filmy fantastyczne o istotach z innych galaktyk, to właśnie to jest to: jeden do jednego. Chodzi jednak o to, żeby się nie przestraszyć. Można się nie przestraszyć, gdy  masz  świadomość oraz wiedzę, jak takich gości zlikwidować. A robi się to prosto, szybko i skutecznie. Wchodzisz w takiego obleśniaka i rozwalasz go Światłem i Miłością. Kilka minut i po sprawie. Pikuś!

Elementy science fiction, dzikiej Amazonii oraz Star Warsów bywają obecne w różnych momentach sesji Life Flow. Zdarzają się jednak wyłącznie ludziom, którzy intensywnie jeździli na różne kursy rozwoju duchowego tak, jak ja oraz takim, którzy konsekwentnie zajmują się swoim rozwojem duchowym i zależy im właśnie na tym.

Dlaczego? Właśnie dlatego. Jak sobie zrobisz parę inicjacji do różnych egregorów posiadających sporą moc, to potem ciężko się od nich uwolnić. Dodatkowo uruchamiasz na regresingu  różne swoje wcielenia, a ich nie czyścisz, bo w Polsce tylko ludzie z Life Flow umieją to robić. No i masz rozwój, który jest zwykłą rozpierduchą, a nie rozwojem. Wybierz się do jasnowidzki, która otworzy ci 400 wcieleń, tak jak mnie, to nie wyrobisz na zakrętach, realizując w życiu ich historie. Jednak miałam dobrą i czystą intencję w tej całej zawierusze….

Trafiłam więc w końcu na Life Flow. I cały ten mój rozwój duchowy – który w sumie trochę mi dał, bo wywalił mnie ze sztywnych i najcięższych ram egregoru kościoła katolickiego oraz nauczył samodzielnego myślenia i wzbogacił o niespotykane u innych doświadczenie życiowe – zaczęłam zwyczajnie zwijać, sprzątać i układać.

Akurat liderów z kościoła katolickiego widziałam dość przyjemnie, bo były to pingwiny. I to już jest wyłącznie moja nakładka umysłu: pingwiny to zakonnice, które zawsze wydawały mi się podejrzane. 🙂 Spotkałam też w moich mitochondriach mało przyjemnych gości w kapturach i czarnych szatach, owłosionych Yeti i  uzbrojonych po zęby bohaterów Star Warsów. Wszyscy oni zasłaniali się tym, że mają prawo ciągnąć moją energię na podstawie umów, inicjacji, paktów, zobowiązań, przysiąg, ślubów wcale nie z tego mojego życia, ale z czterystu innych wcześniejszych. No i masz!

Ale to wszystko pikuś ! 🙂 Gdy o tym wiesz i znasz sposób na pozbycie się całego balastu traum rodowych oraz całej karmy wcieleniowej, Astral odpada, przepada, ginie i przestaje mieć do ciebie dostęp. Dlatego warto było poznać Life Flow. Wiedza i umiejętności oraz konsekwencja w działaniu to podstawa ogarnięcia siebie i wyjścia na optymalną ścieżkę życia, czego każdemu z moich czytelników życzę.

W następnym wpisie opowiem własnie o optymalnej ścieżce życia, ale to będzie  za kilka tygodni, bo teraz pora na mój kroczek w górę. 🙂

4 myśli na temat “Star Warsy i dzika Amazonia w komórce

  1. O kurcze nieźle alegeraz zadaje sobie pare pytan, skoro mowi sie ogolnie ze ograniczenia sa tylko w głowie i np jeśli mowisz JAM JEST Bogiem w działaniu i masz zaufanie i wiarę do tego to twoje Jam Jest działa to skad ta Bajka o egregorach, pasozytach wezach, o czym myślisz to masz więc po co wymyślać ze ma sie z czyms problem (to tak jakbyś przywoływała chorobę na życzenie ) i drugie ze jeśli uznamy ze to co mówisz jest prawdą to jak ocenić swoją obecną sytuację w kwesti tych obciążeń skoro nawet setki tysiecy lat wstecz to idzie… Ehh.

    1. Przykro mi Gabriel, ale to wielka bzdura i kłamstwo, że „wszystko masz w głowie”. Taki sam slogan jak wiele innych. Człowiek jest znacznie bardziej skomplikowany i piękny, żeby mieć wszystko tylko w głowie, hihi … 🙂

  2. Ok to z całym szacunkiem ale skoro cos uwazasz za slogan to skad wiesz że to co ty uważasz za moze podświadomy autorytet tez nie poslugujesz także się jakimiś sloganami???

    1. Hm, nie do końca rozumiem, o co ci chodzi? 🙂 zwróć uwagę, że taki tekst „wszystko masz w głowie” to ogólnik, który ani nie jest oparty na faktach, ani na prawdzie. Jest typowym hasłem populistycznym dla niemyślących i naiwnych. 🙂

Dodaj komentarz