Świadomość zdrowia

                                                   Są ludzie, dla których dbanie o zdrowie wiąże się wyłącznie z wizytami u lekarzy, badaniami diagnostycznymi, pobytami w szpitalu i łykaniem tabletek, a w razie potrzeby interwencją chirurgiczną. Jest ich sporo. Często nawet udaje im się dożyć w ten sposób przyzwoicie sędziwego wieku. Ja, niestety, czy też stety, znalazłam się w sytuacji, w której medycyna konwencjonalna otwarcie i bez ogródek powiedziała, że nie ma nic do zaoferowania mojemu dziecku, wszystko, co pozostało – to czekać na śmierć.

 

                                               Jeszcze przez pewien czas nie wierzyłam, że to prawda i szukałam, biegałam po lekarzach, szpitalach, ale było coraz gorzej. Wtedy rozpoczął się czas wszelkiego rodzaju uzdrowicieli, masażystów, terapeutów metod naturalnych. Nie było widocznej poprawy, przynajmniej tak mi się zdawało, bo nie miałam świadomości, jak wielkie spustoszenia w ciele Kornela poczynił wypadek, radykalne leczenie farmaceutyczne, a później wyczerpanie nadnerczy. Potrzeba było czasu i zdobycia sporej wiedzy oraz umiejętności, żebym zrozumiała, o co w tym chodzi.
                                                      Dzisiaj mogę powiedzieć, że świadomość zdrowia to potężna sprawa w życiu każdego człowieka i składają się na nią następujące elementy:
– świadomość połączenia z rodziną,
– świadomość prawa karmy i innych praw uniwersalnych,
– świadomość systemów energetycznych istniejących w ciele człowieka,
– a także świadomość posiadania nadnerczy.
                                 Świadomość połączenia z rodziną to najkrócej  Hellinger i Totalna Biologia. Zrozumienie tych dwóch tematów daje poczucie połączenia z losem rodziny nieraz do siódmego pokolenia wstecz, ale też rodzi w końcu poczucie odpowiedzialności oraz potrzebę przepracowania i zintegrowania trudnych tematów emocjonalno-mentalnych w rodzie. Świadomość prawa karmy, czyli prawa przyczyny i skutku pozwala na zauważenie w swojej teraźniejszości schematów, wzorców, czy też strategii zachowań emocjonalno-mentalnych, które rodzą określone konsekwencje. Na poziomie ciała tymi konsekwencjami są choroby, ściśle określone i charakterystyczne dla rodu. W mojej rodzinie ze strony matki charakterystyczne choroby to choroby stresu, czyli wyczerpania nadnerczy, a więc: nadciśnienie i choroby krążeniowe, potem wątroba, żołądek, trzustka i nerki, jelito grube, dodatkowo problemy ze stawami.
                                        Mając już dokładną świadomość tego, co jest i skąd się wzięło, pojawia się ewidentna potrzeba pracy z tym, co jest. I żeby tę potrzebę zaspokoić wystarczą dwie rzeczy; motywacja i umiejętności.
Motywacja to, jak zawsze u człowieka, stanie pod murem lub nad przepaścią. W tym przypadku oznacza to poważną lub śmiertelną chorobę naszą osobistą lub kogoś, kogo kochamy. Natomiast umiejętności wymagają pewnego, przynajmniej kilkumiesięcznego szkolenia. A z tym np. wobec śmiertelnej choroby może być krucho. Istnieje jeszcze możliwość skorzystania z pomocy terapeutów holistycznych. Jedyny kłopot z nimi to taki, że są mało dyspozycyjni i mocno osadzeni tylko w jednym systemie, na którym pracują. W sytuacji śmiertelnej choroby ich pomoc może się okazać niewystarczająca. Stąd wydaje się nieodzowną koniecznością zdobycie umiejętności pracy przynajmniej na jednym systemie energetycznym człowieka.
Na tybetańsko-hinduskim systemie czakr i ciał subtelnych, na chińskim systemie meridianów lub na systemie czaszkowo-krzyżowym albo też ajurwedyjsko – maoryskim systemie pracy z ciałem (body work).
                                 W chwili obecnej pracuję na dwóch systemach: czaszkowo+krzyżowym oraz systemie czakr i ciał subtelnych. Nieodzownym jednakże jest również uwzględnienie pracy z ciałem (body work), więc korzystam regularnie – i każdego do tego zachęcam – z masaży ma-uri. Pominęłam tutaj jeden ważki element: ciało. Poznanie jego budowy i zasad funkcjonowania było dla mnie nie lada wyzwaniem, ponieważ jestem z pokolenia, które w szkole namiętnie uczono budowy pantofelka i innych pierwotniaków, a człowieka zostawiano dla specjalistów lub co najmniej profilu biologiczno-chemicznego.
                                        I wydawałoby się, że tyle powinno wystarczyć, by wyjść cało z opresji pod tytułem śmiertelna choroba. I okazało się, że nie. Bo są szkody wtórne! Tymi szkodami wtórnymi są następstwa skrajnego, permanentnego stresu z okresu walki o życie, niepewności, czy nam się uda, utraty gruntu pod nogami i wszystkiego, co kojarzy się ze spokojnym życiem. Gdy już jesteśmy pewni, że zagrożenie życia minęło odzywają się wyczerpane nadnercza. Brak świadomości posiadania nadnerczy i konsekwencji ich wyczerpania lub choćby tylko zmęczenia, prowadzi do kolejnych chorób i już jesteśmy w błędnym kole, z którego nie ma ucieczki. Dlaczego? Bo medycyna konwencjonalna w ogóle nie uznaje wyczerpania nadnerczy za chorobę, a terapeuci holistyczni rzadko mają pojęcie, jak to leczyć ( z wyjątkiem medycyny chińskiej).
                                                     Gdy jednak już wiemy, czym jest wyczerpanie nadnerczy, mamy szansę na nowe życie. Należy zwolnić tempo życia, nauczyć się technik relaksacyjnych i redukujących stres takich jak:
– świadome oddychanie, np. pranayamą, żywiołami, anandą mandalą,
– korzystanie z energii rdzennej i kosmicznej,
– różnorodne medytacje i formy hipnozy płytkiej
– i dalej pracować na systemie energetycznym, który znamy.
                                           Proces regeneracji organizmu będzie powolny, więc warto jeszcze uzbroić się w cierpliwość i poczucie humoru, bo w pamięci komórkowej ciała i w umyśle nieświadomym mamy już pięknie i głęboko zakodowane reakcje depresyjne, lękowe i wszelkie inne niskie wibracje. Jednakże, gdy wiesz już na czym stoisz i znasz metody, jak sobie z tym radzić, nawet kilka lat solidnej i systematycznej pracy nad nowymi nawykami, przekonaniami, nowym stylem życia nie stanowi problemu. Wzrasta świadomość, następuje rozwój duchowy, odbudowuje się ciało i coraz głębiej przebudza się duch człowieka. Podsumowując: to nie jest łatwe, ale to jest możliwe, a nawet, w czasach, w których żyjemy, wydaje się konieczne.

Dodaj komentarz