Wege i mięsożercy

                                      Jeszcze 10 lat temu bycie wegetarianinem było dość mało popularne i raczej wiązało się z kwestiami zdrowotnymi niż duchowymi.  Teraz natomiast pojawiła się tendencja utożsamiająca wręcz rozwój duchowy z byciem wege… Pewnie wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że na fali wegetarianizmu i weganizmu doszło do dużego naruszenia równowagi, w którym duchowość bezceremonialnie sprowadzono do duchowości talerza i widelca.

jarzyna wiedzie prym

                                     Był czas w moim życiu, gdy posiłki wegetariańskie nie były moim wyborem, lecz przymusem związanym z gorzej niż szczupłymi zasobami finansowymi. Szparagówka z działki i parę innych warzywek plus ziemniaki, kostka masła i chleb to całość wyżywienia, które miałam dla siebie i synów, bo za 420zł świadczenia opiekuńczego nic więcej nie dało się wykombinować, a i tak w pobliskim sklepie niemal zawsze byłam na kresce.

                                I powiedzmy sobie otwarcie nie jest to doświadczenie wyjątkowe w polskiej rzeczywistości współczesnej, czy też w jakiejkolwiek przeszłości. Biedacy zawsze żywili się warzywami.

W podświadomości zbiorowej również jest ten kod mentalny jako przekonanie przezroczyste, że ten, kto wcina zielone jest zwyczajnie biedny: od zawsze chłop wsuwał ziemniaki i marchewkę, a pan zajadał świniaki, robił polowania i ten pierwszy mu tylko zazdrościł (ewentualnie kłusował). 🙂

                               W każdym razie jedzenie mięsa od wieków zakodowane jest w podświadomości zbiorowej jako symbol dostatku, bogactwa i wysokiego statusu społecznego oraz zdrowia i siły. Mnichom nie wolno było jeść mięsa właśnie ze względu na śluby ubóstwa. Piątkowy post chrześcijański jest nie tylko ilościowym ograniczeniem jedzenia, ale też wyklucza mięso.  Jest też powiedzenie, że chłop zabija kurę, kiedy kura jest chora lub chłop jest chory. I to jest podstawowy powód, dla którego wielu wegetarian i wegan ma kryzysy i potrzebę atakowania mięsożerców: nie posprzątane kody mentalne z podświadomości zbiorowej dają znać o sobie… Co zresztą nie jest takie proste (wiele wieków uzależnienia od mięsa… ), stąd w różnych etapach życia nawet wegetarianie zażarci wracają do jedzenia mięsa.

GRUPA KRWI A DIETA

                                       Wegetarianie zaprzeczają jakoby grupa krwi miała wpływ na to, kto jest wege, a kto mięsożercą. A ja to wielokrotnie potwierdziłam obserwując dzieci zarówno swoje, jak i znajomych. I tak dzieci z grupą krwi A są typowymi dziećmi „kaszkowo-kluseczkowymi”, dla nich wędlina i mięsko mogą nie istnieć. Natomiast dzieci z grupą krwi B i O muszą mieć szyneczkę, bo inaczej są głodne. Ja mam grupę krwi AB i jest to jedyna grupa krwi, która lubi mięso, ale jej ono szkodzi. Toteż AB kształtuje swój charakter na jedzeniu, ha, ha…

Tak to wygląda. Czy to źle? Moim zdaniem super. Gdy wiesz, jaką masz grupę krwi, rozumiesz, czego twój organizm potrzebuje, żeby dobrze się czuć.

                               Jest jeszcze inna klasyfikacja, ajurwedyjska. Określenie, jakim typem jako indywidualna osoba jesteś, pozwala na dobranie zarówno odpowiednich dla ciebie potraw, jak i przypraw. Inaczej powinna odżywiać się osoba, której zawsze jest zimno, ma zawsze zimne stopy i dłonie, a zupełnie inaczej człowiek, któremu zawsze jest gorąco. Chodzi tutaj o to, jakie żywioły są dominujące u danej osoby.

Nie zwracanie uwagi na fakt, że każdy człowiek jest inny, a więc ma też inne potrzeby również żywieniowe jest kardynalnym błędem współczesnych diet internetowych.

I akurat mięso, czy jego brak nie jest w tym wszystkim istotne.

WEGETARIANIZM JAKO MISJA

                                        Miałam kiedyś  znajomego – nauczyciela Reiki i kapłana Hari Kryszna, w obecności którego nie dało się nawet otworzyć lodówki, żeby wyjąć wędlinę. Uważał za swoją misję życiową szerzenie wegetarianizmu i obronę zabijanych na jedzenie zwierząt. Sporo jest tego typu osób utożsamiających swój rozwój duchowy z byciem wege. I ziejących złością, potępieniem na wszystkich mięsożerców. Niestety, ci ludzie nie prezentują zbyt wysokiego poziomu rozwoju.

                                  Na wegetarianizm i inne restrykcyjne diety wykluczające, choćby diety bez glutenu, czy różne wegańskie dają się zahaczyć osoby, które nie mają kontroli nad własnym życiem, nie rozumieją siebie, ani swoich emocji. A dieta wykluczająca kompensuje im skutecznie ów brak kontroli i panowania nad swoim życiem. Toteż jest to zwyczajnie spory problem psychiczny, a nie wysoko rozwinięta duchowość. I to tacy ludzie walczą, zieją złością, wszem i wobec pokazują swoją wyższość: począwszy od swojej rodziny, gdzie żona-wegetarianka, chodząca na jogę cały czas dokucza mężowi, jaki on prymitywny, bo wpierdala kiełbasę, a skończywszy na poniżających artykułach w internecie, gdy ludzi jedzących mięso porównuje się do kanibali.

                                     Ci, którzy są świadomymi wegetarianami nawet nie wpadną na pomysł potępiania, czy oceniania kogokolwiek za to, co je. To nie ten poziom. 🙂 Co więcej nigdzie i z nikim nie będą ostentacyjni w tym, że nie jedzą mięsa. Gdy znajdą się w towarzystwie osób jedzących mięso, zjedzą je razem z nimi. Z prostej przyczyny: udziela się energia osób, z którymi jesteś – to jedno, a drugie – lepiej jest dawać ludziom zrozumienie niż brak akceptacji oraz fakt, że to, z czym walczysz – tylko wzmacniasz  Tym bardziej, że jedzenie to zaledwie 20% energii, jakiej potrzebuje człowiek, a często znacznie mniej.

                     A jedzenie przede wszystkim powinno być przyjemnością. Zadziwia mnie taka dieta eliminacyjna, która wyklucza cukier i słodycze. Najprostszy sposób przytulenia siebie  i okazania sobie troski to przecież zjedzenie czegoś słodkiego. Rozumiem skreślenie z listy produktów białego cukru, ale przecież są jeszcze: ksylitol, cukier trzcinowy, miód, melasy, syropy i wszystko to, co można z tego zrobić: ciastka, ciasteczka, lody, desery, cukierki, batoniki….  Przyznacie, że posiadanie w swoim menu potrawy, która zawsze nam smakuje jest super sprawą – mamy zawsze sposób na poprawienie sobie nastroju. Ludzie, życie jest tylko jedno, nie ma co przesadzać!

                             Toteż zamiast totalnie kontrolować, co jesz, lepiej zwróć uwagę na to, kiedy jesz? Bo akurat ta informacja pozwoli ci zrozumieć siebie: dostrzec, że „zajadasz” jakiś problem emocjonalny, kompensujesz jakiś brak. 🙂

kolo-przemian

 

ODŻYWIANIE INTUICYJNE

                             W temacie jedzenia i żywiołów kwestie wege , czy mięsne nie są istotne. Istotne jest słuchanie swojego organizmu. Można to nazwać odżywianiem intuicyjnym.
Pozwalamy sobie po prostu na luksus pójścia za głosem zachcianki. Tak robią kobiety w ciąży i wszyscy uważają, że jest to słuszne.
                         Gdy kobieta w ciąży ma potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, to zwyczajnie to robi, czegoś kwaśnego – również. Uważam, że w ten sam sposób świadomy człowiek powinien się odżywiać, zwracając uwagę na dodatkowe informacje, jakie z tego płyną.
Bowiem wg chińskiej teorii 5 żywiołów, określone organy są przyporządkowane do określonych żywiołów, smaków, pór roku, kolorów i jeszcze paru innych zależności.
Najważniejsze z tego informacje związane z jedzeniem:
  1. żywioł drzewa – organy: wątroba – pęcherzyk żółciowy, smak – kwaśny oraz dźwięk – krzyk; równoważą zaburzenia spowodowane emocjami: żalu, gniewu, złości z powodu oceniania,
  2. żywioł ognia – serce – jelito cienkie, układ krążenia – seks, smak – gorzki; równoważą zaburzenia spowodowane nadmierną wesołością, zakłamaniem i fałszywymi przekonaniami na różnych poziomach,
  3. żywioł ziemi – organy: żołądek, trzustka, śledziona, smak – słodki, dźwięk – śpiew; równoważą zaburzenie spowodowane zamartwianiem się,
  4. żywioł wody – nerki, pęcherz moczowy, smak – słony, dźwięk – jęk; równoważą zaburzenia spowodowane lękami, naruszaniem granic, niemożnością wyrażania siebie,
  5. żywioł metalu – organy: płuca, jelito grube, smak – ostry, dźwięk – płacz; równoważą zaburzenia spowodowane smutkiem

                                         Widać z tego jasno, że słuchając swojego organizmu również w temacie jedzenia, dostajemy dodatkowe informacje i dostęp do własnej energii i od razu mamy z czym pracować.

W jaki sposób?

                                     Gdy masz nieodpartą ochotę na zjedzenie czegoś kwaśnego, to wiesz, że coś cię zdenerwowało, wkurzyło, oceniłeś coś negatywnie i od razu możesz zrobić z tym porządek, zamiast oddawać swoją energię danej sytuacji lub osobie.

                                    Potrzeba słodkiego zmusza  do przyjrzenia się naszym zmartwieniom, czy nie są na wyrost i jak można je zmniejszyć, żeby nie szkodzić sobie na zdrowiu, oprócz tego, że warto sobie wtedy pośpiewać.

                                    Gdy dużo solimy lub przesalamy potrawy, wskazane jest zwrócenie uwagi na to, czego się boimy, na osoby, które naruszają nasze granice i utrudniają bycie sobą.

                            Smutki natomiast należy wypłakać i uzupełnić ostrymi przyprawami, bo zapalenie oskrzeli murowane. Warto też sięgnąć po minerały, żeby uzupełnić niedobór metalu w organizmie.

                                      Żywioł ognia jest bardziej skomplikowany jeśli chodzi o emocje, więc zwrócę tylko uwagę, że jego nierównowaga występuje u osób, które lubią alkohol (smak gorzki), tak samo jak u osób, które lubią gorzką kawę, herbatę. Jego niedobór mają osoby o wysokiej energetyce, które uważają, że silna wola w temacie potrzeb seksualnych jest oznaką silnej osobowości i rozwoju osobistego.

P.S. Ten wpis nie jest oceną wegetarian jako takich, ani wegetarianizmu  samego w sobie. Jest jedynie subiektywnym spojrzeniem na nadgorliwość w  temacie jedzenia u części osób będących wege.

21 myśli na temat “Wege i mięsożercy

  1. Nie ze wszystkim się zgadzam. Mam grupę zero, a jednak już od dziecka jeść mięsa nie chciałam. Czyżbym była wyjątkiem potwierdzającym regułę? Myślę, że nie, bo nie ma czegoś takiego jak wyjątek potwierdzający regułę. Tylko coś, co wychodzi poza granice naszego umysłu i nie potrafimy tego zdefiniować.
    Nie zgadzam się z definiowaniem jedzenia poprzez grupy jakiekolwiek. Dla mnie to są takie same schematy jak podział na przykład na ssaki i nie ssaki, a przecież są, odkryto już zwierzęta i pewnie nie wszystkie, które można zaliczyć tu i tu. W końcu wszystkie te podziały są stworzone przez ludzi o ograniczonych zmysłach, którzy wszystkiego nie wiedzą.
    I tak jest z jedzeniem i z duchowością. Jednym jedzenie w duchowości nie przeszkadza i jedzą co popadnie, a mimo to są rozwinięci duchowo, a inni wręcz przeciwnie.
    U siebie zauważyłam, że kiedyś bardziej mnie denerwowali mięsożercy głównie ze swoim obłudnym lubieniem zwierzątek, ale tylko tych wybranych. Teraz staram się nie zwracać uwagi na to, co kto je.
    I jeszcze jedzenie intuicyjne. Jak jest możliwe przy zablokowanych czakrach i przy zwykłych uzależnieniach od cukru na przykład lub od soli? Czy wtedy na pewno wiemy, co nam służy w jedzeniu, czy zwyczajnie jemy, bo czujemy na coś smak, a pod tym smakiem kryje się jakaś emocja, a nie wiedza, że to akurat służy organizmowi?

    1. Nie chodzi o to, że służy organizmowi, tylko, że w danym momencie jest potrzebne. by zrównoważyć duże emocje, które przepływają przez ciało. Emocje to energia: smutek wymaga zrównoważenia czymś słodkim i teraz możesz wybrać, czy będzie to coś słodkiego sztucznego, czy np. miodek. Jeśli zrezygnujesz całkowicie z cukru, to zrezygnujesz równocześnie ze słuchania ciała w chwilach smutnych i smutek zostanie niezauważony, wyparty, a w końcu zejdzie do ciała jako choroba. Rzeczywiście czakry są w kiepskim stanie u większości ludzi, dlatego mamy systemy zastępcze, dodatkowe w organizmie: system meridianów, pływy wraz z płynem mózgowo-rdzeniowym podającym informacje o zdrowiu do całego ciała oraz mózg gadzi – dbający o równowagę energii w ciele.
      Jeśli już mówimy o uzależnieniach, choćby od cukru – to nie są to już zachowania miarodajne, co do potrzeb organizmu – to oczywiste. Chociaż też świadczą o problemach emocjonalnych.
      Natomiast jeśli chodzi o podziały i schematy, czy klasyfikacje – to one wszystkie mają to do siebie, że nie obejmują całej rzeczywistości. Moim zdaniem podziały i klasyfikacje łączą, a nie dzielą.
      Prostym wyjaśnieniem tego, że ty mając grupę krwi 0 od dziecka nie lubiłaś mięsa, może być jakaś historia z dzieciństwa lub przekonania twoich rodziców, zwłaszcza mamy. Trzeba by się temu przyjrzeć dokładniej. 🙂

  2. W moim przypadku grupa krwi B również odbiega od wymienionej reguły gdyż od dziecka za mięsem nie przepadałam i do dziś się brzydzę. Znam też bardzo wielu wegetarian i wegan i w życiu żaden nie zjadł by mięsa bo grupa je. Sama też do ust nie biorę choć szanuję wolę innych i żaden wpływ energii nie działa na moje przekonania i wybór. Zresztą też oczekuję szacunku. Jeżeli ktoś gościnnie je mięso to nie jest wege i tyle. Niemniej jednak ciekawe teorie 🙂

    1. Przekonania i nawyki z podświadomości zbiorowej przestają obowiązywać osobę, która ma silne swoje przekonania w danym temacie – dopóki ich nie ma – obowiązują, nawet jeśli ich nie zna. Wygląda więc na to, że wychowałaś się w rodzinie, gdzie przynajmniej jedna osoba znacząca brzydziła się mięsem. Ot, i wszystko 🙂 Ja jestem przeciwna skrajnościom, ponieważ zdarzają się sytuacje zdrowotne, które wymagają jedzenia mięsa. Ponadto skrajności i pełna ortodoksja zawsze i w każdej dziedzinie sprzyjają nadużyciom, tak samo, jak misje. 🙂
      Napisałaś coś takiego: „jeśeli ktoś gościnnie je mięso, to nie jest wege i tyle” i zabrzmiało to jak klasyfikacja wykluczająca. Właśnie to mnie przeraża w każdej ortodoksji: brak tolerancji i przyzwolenia na błąd, odstępstwa od reguły. A przecież życie cały czas składa się z kompromisów i akceptacji dla błędów swoich i cudzych. Gdy tego nie ma, robi się groźnie. Dlatego boję się zatwardziałych wege i wegan.

  3. Jeszcze dodam, że dieta wege jest bardzo bogata i nie opiera się tylko na zwykłych jarzynach. To też strączki, zboża, orzechy, nasiona, kasze i inne. Mój mąż i syn jedzą mięso i jest to dieta o wiele tańsza od roślinnej. Wiem co piszę i ile kosztuje filet z kurczaka, wędliny, a ile np. pasta z suszonych pomidoró czy adżar zrobiony w domu lub guakamole. To, że jest dietą biedaków to stereotyp. Pomijam czas przygotowania, o wiele szybciej zrobić kotleta schabowego niż z soczewicy i warzyw. Przykro mi, że jechała Pani na fasoli i się zraziła, a może też nie posmakowała pysznych wege potraw trochę bardziej skomplikowanych. Poza tym ludzie rzucają mięso również ze względów etycznych. A dieta jest bardzo ważna i nie chodzi o fanatyzm ale o dbanie o ciało i ducha póki jesteśmy zdrowi bo jak już coś nawala to może być za późno. I jakoś wtedy ludzie potrafią robić posty i rzucać to, co szkodliwe. Nabiał jak i mięso są napasione hormonami i to nie te same pprodukty co choćby 20 lat temu. Pozdrawiam serdecznie 🙂 i zapraszam na herbatę 😉

    1. Zgadzam się z tobą, że świadoma dieta wege jest droga, bo uzupełnienie białka produktami roślinnymi wcale nie jest proste. Poza tym przetworzenie roślin do naszych nawyków żywieniowych – tak różnych od hinduskich, czy tajskich – wymaga czasu i pracy. Mam koleżankę, która nie przepada za gotowaniem i siedzeniem w kuchni, a jest skrajnie wege i która otwarcie mówi, że gdyby nie sałata, to ona umarłaby z głodu. 🙂

  4. Post z grupy,, obudzeni” heh teraz to powinni zmienić na,, Oburzeni” bo skaczą sobie do gardeł heheh XD
    https://m.facebook.com/groups/571038263051706?view=permalink&id=856295897859273
    ,,My jako ludzie rozumiem że mamy możliwość nie jedzenia zwierząt. A czy ktoś mi wytłumaczy jak to jest z zwierzętami? dlaczego np. kot poluje mimo że ma zapewnione jedzenie? dlaczego lwy , pająki, węże itp. żywią się innymi zwierzętami? czy ktoś może mi to w jasny sposób wytłumaczyć?”

  5. U mnie w rodzinie same mięsożery . Nikt absolutnie nie wykluczał mięsa z diety (wieś, gospodarstwo i te sprawy). Chyba, że w poprzednich pokoleniach ale to inna bajka i terapia rodowa nie jest mi obca odnoście innych problemów zdrowotnych. Rezygnując z glutenu i nabiału wyregulował mi się okres i nie mam takich napadów astmy. Sądzę, że to bardzo indywidualna kwestia i niech każdy sobie je co tam lubi i chce i eksperymentuje najlepiej na sobie. Nie jestem ortodoksyjną wegetarianką, w ogóle tak siebie nie nazywam. Po prostu jem to co służy mojemu akurat ciału i mojej konkretnie duszy. Cukier, mówiąc potocznie, to energia i paliwo dla mózgu, to fakt nie mniej jednak jego szkodliwość jest udowodniona i nie trzeba nikogo przekonywać do tego, że warto zamienić go na zdrowsze słodziwo. Po co więc generalizować? W moim przekonaniu wege mięsa nie jedzą i tyle 🙂 Albo niechaj się tak nie nazywają. Są różne etapy w życiu człowieka, zmieniamy się i nie wiemy co będziemy chcieli spożywać choćby za rok. Fajnie, że podświadomość zbiorowa działa też odwrotnie i coraz więcej ludzi wyklucza jednak mięso z diety. Mnie to cieszy. A badań jest mnóstwo i sporów na temat czy mięsa na pewno nie idzie zastąpić roślinami lub uzupełnić spulami. Mięso ma niskie wibracje energetyczne i nie każdy chce się nim odżywiać. To też przyzwyczajenie właśnie z domu. Już od dawana wiadomo, że to co jedliśmy do 3-ego roku życia do tego wrócimy w przyszłości i nawet zatwardziali wege potrafią choćby na stare lata powrócić do jedzenia mięsa 🙂 U mnie bardzo silnym argumentem do rzucenia go był też aspekt etyczny, a w dalszej kolejności energetyczny. Proszę mi wierzyć, że próbowałam wiele lat i często właśnie rodzina wywierała na mnie wpływ, że absolutnie mam tego nie robić. W końcu jednak postawiłam na swoim i robię tylko to, co czuję. Kocham zwierzęta i nie chcę przyczyniać się do żadnego ich cierpienia ale tak jak wcześniej napisałam, moja rodzina ma wybór i nikogo do niczego nie zmuszam, synka też nie terroryzuję, je to co lubi. Oprócz cukru, który jednak staram się eliminować, sama piekę i gotuję. Nawet mięso bo wolę osobiście kupić i przygotować niż gdyby mieli iść się żywić nie wiadomo czym i gdzie. Czym wywołuję oburzenie niektórych wege koleżanek, które potępiają mnie za dotykanie trupów 😉 Pozdrowienia serdeczne!dziękuję za ciekawy dialog 🙂

    1. czyli, że po prostu jesteś świadomym wege. 🙂 też uważam, że każdy powinien jeść to, co chce bez względu na to, czym to uzasadnia. Dlatego niepokoi mnie fakt, że wielu wege i wegan robi wręcz krucjatę przeciwko mięsożercom, czego zresztą sama doświadczasz. Wiem jedno każda przesada jest szkodliwa, a już doszło do tego, że wegetarianie i weganie przesadzają. Mój wpis nie jest w żadnym miejscu przeciwko wege, sama dążę do do witarianizmu, ale mam jeszcze kawałek. Jem też mięso. Nie zrobiłam jeszcze porządku w podświadomości z tym tematem, bo jestem od 11 lat w niskich wibracjach ciężkiej choroby syna, którego dieta jest z wielu względów mięsna. Energię mięsa – podobnie jak każdego jedzenia, czy wody – można podwyższyć, zmienić. Znacznie ważniejsze są relacje niż to, co się je. Dlatego wydaje mi się, że pora na postawienie jedzenia na właściwym miejscu: to nie jest ani podstawa rozwoju duchowego, ani jego przejaw, ani warunek. To tylko jedzenie. 🙂 Również dziękuję za udział w wymianie opinii, 🙂

  6. Z tą rodziną się nie zgadzam. Nie było u mnie takich, co by mięsa nie tykali. Wszyscy uważali to za normalne i raczej moje zachowanie za nienormalne. Ja jednak trwałam przy swoim, bo mięso nigdy mnie nie pociągało. Jadłam z przymusu. Podobnie jak mleko też z przymusu piłam.
    Zgadzam się z Herabtą. Jak ktoś je okazjonalnie mięso nie jest wege. Tylko człowiekiem, który się dostosowuje do okoliczności. Ja taka nie jestem, ale już na przykład moja koleżanka na wyjeździe pokazała taką ,,elastyczność,,. Wcześniej mówiła o sobie, że nie je, a potem się okazało, że owszem całkiem dobrze wcina. Mnie oczywiście zarzuciła później sztywność poglądów. Czy aby nie jest to typowy zarzut mięsożerców wobec wege?
    Nie zgadzam się też, że słodyczy i smaki inne równoważą emocje. Uspokoi cię na chwilę czekolada, a potem wszystko wraca. Przez chwilę jak czujesz smak, jest niby dobrze, a potem wraca. Jaka to równowaga? Nie mówiąc o tym, że często szkodzi zdrowiu. Nam się wydaje, że nie, bo mamy apetyt na to i tamto. Jednak gdy naprawdę to było takie zdrowe, to skąd choroby u osób, co lubią sobie dobrze zjeść i zawsze jedzą to, na co mają ochotę?
    I jeszcze jedno rezygnując z cukru, co jeszcze mi się nie udało, ale kto wie, wcale nie wypieram smutku, a jedynie wybieram inną drogę zajmowania się nim, nie poprzez jedzenie jak większość ludzi. Tak ja to rozumiem. Jedzenie czegoś niczego nie załatwia jeśli chodzi o emocje. To jest chwilowa i nietrwała reakcja na smutek.

    1. Ależ, Aniu 🙂 bycie wege – to taka sama etykietka, jak każda inna: ani ona nikogo nie definiuje, ani nie dyskredytuje, ani nie wynosi. Jeśli potrzebujesz być ortodoksyjna – to też masz do tego prawo. Tylko pojawia się pytanie, po co? Co chcesz w ten sposób udowodnić? Moim zdaniem ważniejsze są relacje z ludźmi i znacznie lepsza jest elastyczność, bo nikogo nie obraża, ani nie poniża. Energię mięsa możesz transformować, tak samo, jak energię alkoholu. Gdy jesteś wśród mięsożerców, np. na imprezie, wystarczy, że zjesz mały kawałek, a już jesteś postrzegana nie jako osoba, która chce się oddzielić, lecz, która chce być razem. W takim sensie traktuję elastyczność.
      Choroby nie biorą się z jedzenia, tylko z niskich emocji i fałszywych kodów mentalnych. Tak, jak napisałam – jedzenie dostarcza nam zaledwie 20% energii potrzebnej do życia. Prosiłabym Cię, żebyś jeszcze raz przeczytała wpis: ja nie napisałam, że cukier leczy choroby, a jedynie, że uświadamia, jakie emocje kompensuje, Pozdrawiam ciepło 🙂

    2. Aniu, u siebie wykryłam taką prawidłowość, że jak jestem smutna to wcinam więcej cukru i czekolady. Więc rzeczywiście ma to związek z emocjami 🙂 Ludzie kochający słodycze zajadają często smutki właśnie. Cukrzyca według Lusie Hay również stąd się wywodzi. W ogóle skłaniam się ku jej teorii, że choroby najpierw mają miejsce w psychice, a później manifestują się na ciele. Pomaga leczenie duszy, a ciało też zdrowieje. Ponieważ moja mama jest psychoterapeutą obserwujemy to od wielu lat i dzięki psychoterapii wychodzą ludziska z różnych zdrowotnych dolegliwości, np. łuszczycy. Pozdrawiam ciepło 🙂

    3. Beatko, kto czyta regularnie mój blog, to raczej ma świadomość, że choroby biorą się z niskich emocji i fałszywych przekonań. 🙂 Bo trąbię o tym niemal w każdym wpisie. To już nie jest żadna tajemnica. Totalna Biologia i Medycyna Germańska dość dokładnie ten temat rozpracowały. Polecam do poczytania kilka moich wpisów ŚWIADOMOŚĆ ZDROWIA, TOTALNA PRZYGODA Z TERAPIAMI, ODCIENIE SZAROŚCI, CZYLI O KOLORACH. 🙂

  7. Nie postrzegam siebie jako ortodoksyjną osobę. Jakoś dla mnie taka osoba wygląda inaczej. Wyobrażam ją sobie, niestety, jako kogoś kto mnie namawia do jedzenia lub picia w imię tak zwanej integracji. Tak, z mojej strony to w ten sposób wygląda. Jeśli ktoś z powodu mojego niejedzenia uważa, że się izoluję i nie potrafi się ze mną bawić ani rozmawiać, to jest problem tej osoby, nie mój, bo ja umiem się bawić, nie dzieląc z innymi wszystkich takich samych potraw. W końcu nie jestem osobą, która nic nie je, tylko nie je mięsa, a więc inne rzeczy zje.
    Poza tym dla mnie cały ten przedstawiony przez Ciebie temat relacji z innymi poprzez jedzenie z nimi mięsa jest wydumany. Pamiętam jak byłam na weselu u kuzynki i ona tylko dla mnie załatwiła jedzenie wege. Mogła owszem postawić sprawę tak jak Ty: masz jeść to co ja jem albo się nie bawimy, a jednak nie zrobiła tego. Dlaczego? Wiedziała, że będę się źle czuła, gdy tak do tego podejdzie. W końcu to ona mnie zapraszała, nie ja ją. I nie ja wpychałam się na jej imprezę.
    Nie rozumiem dlaczego mam porzucać swój pogląd na jedzenie mięsa dla relacji z innymi, żeby oni dobrze się ze mną czuli, bo ja czuć się dobrze nie będę, jedząc mięso.
    I czy to nie jest Twoja etykietka, ortodoksyjna, bo co ma jakiś swój pogląd i nie robi tego samego, co Ty? Wybacz nie podoba mi się Twoje podejście do tematu.
    A cukier niczego nie uświadamia, a jedynie chęć na cukier czyli najpierw pojawia się chęć na cukier, a potem już od Ciebie zależy, co z tym zrobisz. Czy usiądziesz i wczujesz się w te chęci i dojdziesz do tego, co się pod tym kryje czy zwyczajnie bezmyślnie rzucisz się do lodówki. Z innymi smakami i apetytem na nie jest podobnie.
    Napisałaś, że jak mamy na coś ochotę, to znaczy, że organizmowi jest to coś potrzebne i z tym się nie zgodziłam, pisząc, że gdyby taka było, ludzie wokół, ci, którzy jedzą na co mają apetyt, byliby zdrowi, a przecież wiesz, że tak nie jest.
    Pozdrawiam równie ciepło.

    1. sorry, ale nie łapię, o co ci chodzi? Wolno ci mieć swoje zdanie – tak samo, jak mnie wolno mieć moje. Skoro cię nie przekonuje moje zdanie – to trudno, a właściwie to nic się nie stało. 🙂 Ja na swoim blogu piszę o swoich przekonaniach i wolno mi. Ty nie musisz się z nimi zgadzać. Ani też wcale nie musi ci się podobać moje podejście do tematu… O swoim podejściu do tematu możesz napisać na swoim blogu. I będzie ok 🙂 Ale skoro tak bardzo rezonujesz z tym tekstem, to ty masz problem, a nie ja.

  8. Zdaje się niepotrzebnie komentowałam.
    Problem mój polega na tym, że czasem nie potrafię się powstrzymać od komentarza, od pokazania czegoś z innej strony, jak ja to widzę.
    W moim przypadku milczenie jednak jest złotem, a tu z Tobą podzieliłam się srebrem.
    Wybacz. Następnym razem może mi to złoto wyjdzie i nie będę na siłę przedstawiać Ci, narzucać swojego zdania w temacie.

  9. Ciekawy wpis i ciekawa dyskusja..
    dieta zgodna z grupą krwi w mojej rodzinie absolutnie sie nie zgadza.. ja z grupą B od dzieciństwa nie cierpię mięsa, choć wychowałam się w rodzinie, gdzie było normalnym codziennym posiłkiem. kocham warzywa i owoce.. nabiał dla mnie praktycznie nie istnieje..
    Mój mąż grupa A … tylko kotlet najlepiej smażony.. a warzywo to głównie ziemniak…
    córka najmlodsza grupa 0 połóż jej na talerz mięso ziemniaki gotowane i jakąś zielenine… zje zielenine reszte pluje..
    takze mam wątpliwosci co do tej teorii
    w kazdym badz razie co to ja chciałam..
    zadna dieta nie pomoże gdy dusza chora:)
    warzywa jedzone z zacisnietymi szczekami dadzą nam mniej niz kotlet przygotowany i zjedzony z miłością…
    Problemem w dietach jest to, ze jadamy za duzo, i za duzo przetworzonych mocno rzeczy.. teraz jest moda na wege ..wiec ci co na nią przechodzą zaczynają sie faszerowac mocno przetworzonymi warzywami.. sery wege kielbaski wege pasztety wege i inne.. upieczone warzywo , potem zmiksowane a potem jeszcze drugi raz pieczone w formie kotleta… to lepiej zjesc dobrze przyprawione mięso.. da nam wiecej skladników odzywczych.. bo z takiego warzywa nie ma juz NIC .. im jemy prosciej i mniej ale z uwagą tym dla nas lepiej.. znowu problemem diety miesnej jest to, ze żremy mięso codziennie..ba nawet kilka razy dziennie..zaczynamy od kanapeczek z wędlinką, potem zupka na mięsku, drugie danie a jakze znowu mięso.. na kolacje kanapeczki z mięskiem… nawet lew nie byłby w stanie tego strawić.. w jeden dzien..
    co do wyboru diety i obnoszeniem sie z nią…
    no tutaj to szaleje ego i w grupie roslinozerców i mięsożerców także…
    i mnie to nie ominelo..ale do wszystkiego czlowiek dojrzewa..nawet do akceptacji kosciola katolickiego takze jest nadzieja hahaha
    pozdrawiam!

    1. Jeśli wszyscy macie odwrotnie, to znaczy, ze macie spolaryzowane czakry: podobne do podobnego 🙂 – i to pewnie nie tylko w tematach jedzeniowych lubicie robić odwrotnie niż wszyscy.
      Akceptacja jest ok zawsze. Tylko nieraz nie jest prosta, zwłaszcza, jeśli zaszło ci coś za skórę.

    2. nic dodać nic ująć….przeczytałam i mam wrażenie, iż napisałam ten komentarz choć nie pisałam go….pozdrawiam

    3. Aga, w końcu jakiś głos rozsądku 🙂 zgadzam się w całej rozciągłości.
      Pozdrawiam

  10. Bernadetto, bardzo chętnie poszperam sobie na Twoim blogu bo dopiero na niego trafiłam 🙂 Widzę pewne zbieżności mimo odmienności 🙂 pozdrawiam serdecznie i zapraszam też do mnie 🙂

Dodaj komentarz