wraca jak na gumce…

Są historie, zdarzenia, zachowania, które bez końca powtarzają się w naszym życiu. Pomimo tego, że  z tym pracujemy i staramy się wyciągać wnioski, zmieniać ogląd, akceptować… A one i tak wracają jak na gumce…. 🙂

PĘTLE CZASOWE

Takie sytuacje, gdy chcesz zachować się całkowicie inaczej niż wcześniej, a wciąż zachowujesz się tak samo są mocno deprymujące i osłabiają wiarę w skuteczność tego, co robisz i sensowność pracy ze sobą. Dotyczy to zwłaszcza zachowań, które oceniamy jako niezbyt mądre, naiwne, szkodliwe dla nas samych albo takie, w których wybuchamy niekontrolowaną złością, nie możemy się powstrzymać od kąśliwej uwagi albo dziwnego smutku i totalnego braku energii do robienia czegokolwiek. Ktoś powie, że to kwestia nawyku, złych przyzwyczajeń albo nawet tego, że „on już tak ma i się nie zmieni”.  To jednak nie jest cała prawda.

Cały temat wyjaśniają pętle czasowe, a likwiduje je całkowicie technika Life Flow i tylko ona – przynajmniej z tych wszystkich, które do tej pory poznałam. Pętle czasowe wyglądają ja skorupki jajek, jedne są miękkie, inne – twarde.

O co chodzi? Robiłam sobie ostatnio kody traum rodowych dotyczące samooceny. Tylko przy kodzie „Jestem głupia” pojawiło mi się 156 pętli czasowych rodowych i osobistych, to znaczy sytuacji, w których przodkowie i ja sama oceniłam swoje zachowanie i uznałam, że byłam głupia robiąc to. Co to oznacza? Tylko tyle, że pracując jakąkolwiek techniką uwalniania traum i emocji możesz za jednym razem zauważyć kilka takich wklejek i je rozpuścić. Toteż na przykład przy ilości 156 ten sam temat będzie ci się pojawiał kilkadziesiąt razy zanim go oczyścisz w całości. A jeszcze po drodze takiego oczyszczania możesz znów negatywnie siebie ocenić i temat znów urośnie. Pracując natomiast techniką Life Flow zauważasz wszystkie pętle czasowe i wszystkie uzdrawiasz Światłem i Miłością. Po sesji jeszcze przez dwa trzy dni dudni ci w głowie ocena, z którą pracowałeś/aś, a w końcu zostaje samo błogie i słodkie „jestem”. I już wiesz, że nikt nigdy nie nazwie ciebie w ten sposób, ani ty sam/a nie ocenisz tak siebie. Rewelacja. Prz okazji poprawiasz i leczysz swoją trzustkę. 🙂

KOPIE ZAPASOWE

Na pętlach czasowych rodowych i osobistych jednak nie koniec. Bowiem ci, którzy mają dostęp do poprzednich wcieleń poprzez osobiste wglądy lub uczestniczyli w sesjach regresingu otworzyli kolejne elementy, które będą rzutować na ich życie i utrudniać rozwój. Każde wcielenie odkryte i nieuzdrowione jest bowiem kopią zapasową zachowań negatywnych w naszym życiu. Ja to sobie dołożyłam wybitnie, gdyż otworzyłam  wiele wcieleń czytając Kronikę Akaszy, uczestnicząc w regresji hipnotycznej i latając do jasnowidzów. I te wszystkie kopie zapasowe też wymagają uzdrowienia na poziomie Światła i Miłości.  I nie wystarczy jedynie zobaczenie historii jakiegoś wcielenia.

PAJĄKI EZOTERYCZNE

Pętle czasowe i kopie zapasowe to też nie jest koniec poziomów pracy ze sobą. Bo podnosząc energetykę i rozwijając kundalini coraz więcej różnych czarnych śmieci oraz wampirów energetycznych ciągnie do nas jak ćmy do światła.

Dla mnie dużym kłopotem ostatnio stały się pająki ezoteryczne. Pytałam różnych ludzi, co to jest i co z tym zrobić. W internecie znalazłam tylko ostrzeżenie, żeby przy wchodzeniu na wyższe poziomy być bardzo uważnym, czy nie ciągnie się za sobą pająków ezoterycznych.

Zauważyłam, że czarne pająki pojawiały się w rozmowie z ludźmi, którzy mieli do mnie pretensje, żale i oceniającą złość. Jakby przekazywane były drogą kropelkową. Wychodziły od nadawcy  i wczepiały się we mnie.  Z mety po takiej rozmowie bolało mnie gardło.

Później zauważyłam, że po ataku padaczki mojego syna, gdy robiłam mu terapię czaszkowo-krzyżową z miejsca w prawym boku, gdzie był największy ból wychodziły różnego kształtu, koloru i wielkości pająki. Jedne były czarne, inne jakby stalowe z różnymi ozdobnymi nacięciami. W żaden sposób nie potrafiłam się ich pozbyć. Gdy wychodziły z ciała syna, ja się ich bałam, więc wczepiały się we mnie, zwłaszcza w czakrę gardła. Wywnioskowałam, że są to jakieś nakładki na czakry i z pewnością coś związanego z obcą technologią no i z lękiem.

Ostatnio znalazłam sposób na to badziejstwo. Przy kolejnej  terapii czaszkowo- krzyżowej w desperacji rozpaliłam przy łóżku syna ogień mentalny – tak jak przy uzdrawianiu pranicznym –  i zaczęłam wrzucać te pająki do ognia. W pewnej chwili zdarzyło się coś, czego jeszcze nigdy nie widziałam. Ognisko, które rozpaliłam uniosło się w górę razem z tymi pająkami i utworzył się z tego ognisty wir nad głową mojego syna. Patrzyłam oniemiała i lekko przerażona, bo obrazek był jak z filmu „Constantine” ( nota bene, kto nie oglądał – polecam 🙂 ). Po jakiejś chwili wir ognia znikł, a na ziemię opadł tylko popiół. Wygląda więc na to, że sobie poradziłam.

Dodaj komentarz