JESTEM BOGIEM

Prowokuję? Przesadzam? Wywyższam się? Brak mi pokory? Kłamię?…. Pewnie każdy sobie coś pomyśli, gdy tylko zerknie na taki tytuł albo usłyszy taki tekst…. Może sobie też skojarzyć tytuł filmu, który jest super na każdy dołek.  Kto nie oglądał podsyłam linka: https://www.cda.pl/video/1929521c9 

ISTOTA BOGA

Kim jest Bóg? I nie chodzi mi tutaj o definicje encyklopedyczne, teologiczne, czy jakiekolwiek inne religijne. Bo każdy jakieś wyobrażenie Boga ma…

A jeśli uważasz, że nie da się Boga zdefiniować, to się mylisz. Bez definicji  i określenia, o czym mówimy nie ma komunikacji.

Najprostsza jego definicja to taka, że Bóg to Praprzyczyna wszystkiego, czyli Stwórca i ten, który podtrzymuje wszystko w istnieniu. Zaraz po tym dodalibyśmy sporo przymiotników, które określałyby, że wszystko może. A więc wszechmocny, wszechwiedzący, nieśmiertelny lub wieczny, pewnie jeszcze dobry i kochający. Co odważniejsi dodaliby epitety, że jest samym Dobrem, Pięknem i Miłością. No i na pewno: niematerialny.

Cechą często pomijaną jest fakt, że nad Bogiem już nikogo nie ma większego. Stąd w wyobrażeniu wielu Bóg jest tym, co karze, sądzi, nagradza, opiekuje się albo odrzuca. Warto pamiętać, że z powodu tej mnogości przymiotów i właściwości, każdy człowiek ma swojego Boga. Ponadto dla większości ludzi Bóg to przede wszystkim ktoś, kto jest ponad człowiekiem.

Toteż uznanie, że nade mną nie ma nikogo większego, kto miałby prawo mną rządzić, ograniczać, karać, czy coś w tym stylu, czyli miałby nade mną władzę jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że jestem Bogiem swojego świata, swojego życia, jestem suwerenem. Czy to jest ok? Moim zdaniem tak.

A co z pozostałymi cechami? Skupmy się na tych pozytywnych. Człowiek wszechmocny? Człowiek wszechwiedzący? Człowiek Miłością? Człowiek niematerialny? Człowiek – samo Piękno i Dobro?

Jak  takie epitety pasują do człowieka? No, nijak. Albo prawie nijak. Taka odpowiedź narzuca się natychmiast.

Wniosek stąd prosty: Jestem Bogiem bez …. Mocy! Lipa jak nic.

Czy jednak mam Moc i jakąś boskość? Może źle szukam …

Bycie suwerenem

czyli Panem, Władcą i Zarządcą swoich dóbr. Niepodzielnym i wyłącznym.

Twoimi dobrami jesteś Ty  sam ze swoimi zasobami, a więc:

  • ze swoim zdolnościami,
  • potencjałem możliwości,
  • czasem na tej Ziemi,
  • uwagą i uważnością
  • oraz uczuciami i zasobami sił życiowych.

Czy   masz świadomość, że to są twoje cenne zasoby, twoje cenne dobra? Jak nimi zarządzasz?

Bycie suwerenem należy do cech Boga.

Co więcej, możesz to osiągnąć. Dla jednego będzie to trudniejsze, dla drugiego łatwiejsze. Wszystko zależy, jak szczelne są twoje granice, twój poziom  asertywności.

I to naprawdę nie jest tylko kwestia doświadczania w życiu relacji ofiara – kat. Wystarczy błędne pojmowanie Miłości i jedności z ludźmi, które obecnie jest dominujące w wielu kręgach rozwoju duchowego i ezoteryki. Bowiem – jeśli masz nieoczyszczone traumy rodowe – i bardzo chcesz się jednoczyć i kochać innych ludzi, to twoje jednoczenie i kochanie polega na tym, że zbierasz od innych ludzi kopie zapasowe swoich traum rodowych zapisane na bakteriach, czyli przybywa ci tego, co ciemne, traumatyczne i niskie wibracyjne, więc na poziomie komórkowym przybywa ci bakterii i wirusów, czasem możesz też załapać coś gorszego: parę upadłych dusz, jakiegoś demona.

Diament pod skałami

Czy wiesz, gdzie można znaleźć diamenty? Najszlachetniejsze, najdroższe i najpiękniejsze są głęboko pod skałami. Trzeba je odnaleźć, wykopać spod nieraz ogromnych pokładów skał zupełnie bezwartościowych.

Tak jest też z człowiekiem… Jego Piękno i jego Moc są przywalone traumami rodowymi, różnymi implantami, uszkodzeniami DNA oraz wprowadzeniem do ludzkiego DNA genów całkowicie nieludzkich, wirusów, pasożytów i wieloma innymi ograniczeniami.

Ponad 80 000 lat temu tak nie było. Ludzie żyli w zgodzie, harmonii i życzliwości, nie znali i nie rozumieli egoizmu. Mieli pełne wewnętrzne widzenie, dzięki któremu pomagali sobie nawzajem, leczyli każde uszkodzenie na wszelkich możliwych poziomach. I nagle, w tym samym czasie, na wszystkich kontynentach naraz, zaczęły się rodzić dzieci, które już nie były ani otwarte na innych, ani współczujące, za to chciały mieć więcej i chciały tylko dla siebie. Od tego momentu działo się już tylko gorzej. Wprawdzie dorośli zauważali, że coś jest nie tak z tymi nowymi dziećmi, jednak nie potrafili tego naprawić. Z upływem czasu na Ziemi zagościła nienawiść, wojny, pożary, zniszczenie i walka, które wywoływali sami ludzie. A jeszcze niedawno w ogóle tego nie znali…

Można sobie snuć różne teorie spiskowe, inwazji obcych i tym podobne. W każdym razie nikt na 100% nie wie, kto to zrobił rodzajowi ludzkiemu. Na pewno jest to skutek jakiejś infekcji, która objęła wszystkich ludzi.  Egoizm, który oznacza, że chcę tylko dla siebie i coraz więcej nie jest cechą ludzką, ale jest cechą, którą mają w naszych czasach niemal wszyscy ludzie na Ziemi. I to jest największy orzech do zgryzienia dla każdego, kto chce się rozwijać i dąży do swojej pełni.

Najpierw trzeba jednak odkopać diament. Tym diamentem jest nasze Światło, dzięki któremu odzyskujemy wewnętrzne widzenie oraz wiele stanów szczytowych, które utraciliśmy jeszcze będąc w brzuchach swoich babć.

Roboty huk!

A potem krok po kroku usuwamy kolejne blokady, uszkodzenia, pasożyty, wirusy i budujemy słup diamentowo-złotego Światła, łączący nas z  Centrum Wszechświata i centrum Ziemi,  który daje pełną ochronę i spełnienie Istotom Światła, którymi jesteśmy, ale żyjącymi w toksycznym i niskowibracyjnym środowisku, jakim stała się Ziemia otoczona negatywnym astralem.

W międzyczasie uzyskujesz umiejętność słyszenia myśli innych ludzi, współodczuwania, transformowania negatywnych energii, leczenia swoich chorób, odmładza się twoje ciało. Uzyskujesz też dużą skuteczność materializacji myśli.

Trzeba też być ostrożnym i miareczkować zmiany. Gdy zrobisz za dużo i za szybko,  zmiana nie będzie trwała.

To tak pokrótce, jak to jest poczuć, że jesteś Bogiem.  Życie staje się łatwiejsze, a ty zyskujesz neutralność wobec świata zewnętrznego.

 

Nieśmiertelność

Nieśmiertelność nie jest ani obligatoryjna, ani zagwarantowana, pomimo tego, że większość ludzi uważa, że jednak jest. Przykra prawda, z którą warto się zmierzyć. Wprawdzie to nic strasznego przestać istnieć i być jedynie zapisem w Kronice Akaszy, ale jednak… Co by nie było właśnie ową nieśmiertelnością  duszy kuszą nas i przekonują wszystkie religie, ezoteryka też trąbi o życiu po śmierci. Są tacy, którzy pewnie daliby sobie niejedno uciąć za prawdę o nieśmiertelności duszy.

Kłopot w tym, że po śmierci – owszem – człowiek żyje jeszcze przez pewien czas, ale tylko przez pewien czas. Jego indywidualna świadomość się stopniowo rozpada, aż znika, stając się jednością ze wszystkim, co jest. Oczywiście, mówię tutaj o duszy, czyli o indywidualnej świadomości przeciętnego Kowalskiego, na którą składają się jego przekonania, idee, emocje i doświadczenia z danego wcielenia.

Nieśmiertelność jest opcją, a nie koniecznością, czy obowiązkiem. Jeśli podczas życia ziemskiego zadbasz o swój rozwój duchowy i budowę złotego ciała subtelnego, który jest niczym innym jak złotą siatką ochronną dla twojego systemu energetycznego, to rzeczywiście po śmierci będziesz miał spory wybór, co chcesz robić dalej. Jeśli nie, to banalnie znikniesz.

W naszych czasach człowiek najczęściej zaczyna od jednego złotego pierścienia wokół Merkaby. Wraz z rozwojem duchowym tych pierścieni przybywa. Gdy jest ich już pięć, można mówić o siatce, czyli skutecznej ochronie przed pasożytami zarówno biologicznymi, jak i astralnymi. Są ludzie, którzy mają pełny system aksjotonalny, a ich siatka wygląda jak złoty czepiec wokół Merkaby. Jeśli widzisz w energiach, to osobę, która ma złotą siatkę poznasz po tym, że ma wokół siebie złotą aureolę – dokładnie taką jak święci z obrazków.

Zdaniem niektórych budowa złotej siatki zajmuje wiele wcieleń. Może i tak. Nie wiem. Różni ludzie różnie mają. Wiem jednak, że jest to też możliwe w ciągu jednego wcielenia. Dzięki złotej siatce masz łatwość zidentyfikowania się  ze swoją Nadduszą, czy też Duchem, co jest podstawą nie tylko nieśmiertelności, ale też boskiej Mocy.

Jesteś Słońcem

Dziwne stwierdzenie, co? No, to zjedź sobie świadomością do swojej trzustki i poszukaj tam słońca. Tak, słońca! Od góry będzie wyglądać jak mała złota kuleczka. Gdy ustawisz się naprzeciwko – zobaczysz je w całej okazałości. To jedna z najsilniejszych struktur w człowieku i bardzo wiele może na różnych poziomach.

Kiedyś człowiek cały był Słońcem, bo przecież pochodzi ze Światła. Przez dziesiątki tysięcy lat to się zmieniło. Jego słońce w splocie słonecznym zostało rozczłonkowane na kilka mniejszych oraz dołożono mu kilka fałszywych. I zrobił się kłopot. Ludzie stracili zdolność wewnętrznego widzenia, czyli widzenia na różnych poziomach rzeczywistości, choćby w komórce, czy w swoim ciele. Jednak to jest do naprawienia. Wracasz do siebie i integrujesz wszystkie swoje słońca dzięki stanom szczytowym, czyli stanom optymalnego funkcjonowania człowieka. Czy warto to zrobić? Sam sobie odpowiedz. Możesz być nieświadomym wyrobnikiem Matrixa, możesz być też swoją Pełnią.

Jeśli po przeczytaniu tego wpisu, nie przestraszyłeś się, ani nie roześmiałeś z lekceważeniem, to możesz zajrzeć do mojej Szkoły Kreatorów Nowej Ery. Zapraszam. 🙂

Dodaj komentarz