Łatwo przyszło, łatwo poszło…

Agata od wielu lat pracuje ze sobą różnymi technikami, ale po moim ostatnim wpisie stwierdziła, że chce sprawdzić, co z jej finansami, bo powtarza jej się schemat, że jest czas, gdy zarabia całkiem dużo w krótkim czasie i równie szybko traci pieniądze, a nawet zaciąga długi. I ciągle dzieje się tak, że nie może rozwinąć swojego potencjału, pomimo wielu uzdolnień, umiejętności, pomysłów i kreatywności.

Zrobiła dwie sesje. Na pierwszej usunęła aktywne klątwy, o których kiedy indziej, a na drugiej zapodała intencję, dlaczego w jej życiu manifestuje się przekonanie „łatwo przyszło, łatwo poszło” i nie ma równego przepływu pieniędzy.

Po mocnym osadzeniu w ciele i połączeniu z Ziemia i Wszechświatem, Agata obadała swoje ciało, szukając miejsca powiązanego z tematem sesji. Przyciągnęła ja czakra gardła i szyja, na której wyczuła metalową, zamkniętą kłódkę. Zaraz potem przeniosło ją do historii, w której była mężczyzną kochającym swoją pracę na roli, która mu całkiem zbrzydła i stracił dla niej serce po śmierci ukochanej żony. Piękne łany zbóż, przy których stał i podziwiał po śmierci żony zarosły chwastami, a on stracił sens życia i motywację do pracy. Gdy scena się rozjaśniła, Agata wróciła do owej kłódki na szyi, która już nie była zamknięta i był większy luz wokół szyi. Poczekała chwilę, co się zdarzy i wtedy znalazła się w przestrzeni pomiędzy gwiazdami. Z przyjemnością odpoczywała w ciszy Wszechświata.

Gdy znów znalazła się w ciele, zaprosiła przewodnika, by pomógł jej w sesji. Pojawiła się wilczyca z małymi szczeniakami. Poprosiła o zadbanie o jej szczeniaki, co miało polegać na przytuleniu ich. Dała też radę Agacie: „Zadbaj o siebie, zadbaj o malutką Agatkę.”

A potem zaprowadziła ją do trzech kolejnych wcieleń, w których Agata doświadczała straty osoby bliskiej w różnych sytuacjach. Raz była małą dziewczynką, która patrzyła na rozpacz matki, tulącej do piersi jej zmarłego braciszka, kiedy indziej była Indianinem opłakującym śmierć swojej żony na stepie. Na koniec zobaczyła siebie jako starą kobietę, zielarkę, leczącą ludzi, która nie potrafiła pomóc swojemu mężowi i ten zmarł. Od tej pory zielarka przestała leczyć i zmarła w samotności i smutku.

Te historie wcieleniowe aktywowały się w życiu Agaty na bazie jej własnej historii straty dziecka i to one przyciągały ten sam motyw straty w finansach. Utrata osoby bliskiej to utrata energii życiowej, czyli również pieniędzy. Uzdrowienie łat wcieleniowych skutecznie motyw straty eliminuje z życia obecnego.

Jednak wilczyca po wycieczce przez wcielenia, znów zaprosiła Agatę w podróż. Tym razem zaprowadziła ją do jaskini, gdzie było ciemno, wilgotno i mokro. Jaskinia to mitochondrium, miejsce produkcji cząsteczek energii ATP. Agata wywołała liderów, rozwaliła ich Światłem i Miłością i rozjaśniła całą jaskinię. Na suficie jaskini była dziura, w której utknięta była kolejna łata wcieleniowa z bakteriami.  Opowiadała historię starożytnego kupca – sknery i oszusta, który w końcu został zamordowany za swoje machlojki.

Wyleczenie jej sprawiło, ze dziura sama zarosła i cała jaskinia wypełniła się światłem, czyli leczenie było skuteczne, bo mitochondrium znów zaczęło produkować energię.

Wilczyca wyprowadziła Agatę z jaskini i odeszła, kładąc się przy swoich młodych, wyglądało więc na to, że sesja się skończyła.

Poprosiłam Agatę, żeby sprawdziła, co się stało z kłódką na szyi. Kłódka zniknęła, a wokół szyi klientka poczuła duży luz i lekkość. Ale brakowało jednego elementu: domknięcia sesji w postaci nagrody za wykonaną pracę. Toteż poprosiłam Agatę, żeby się rozejrzała po okolicy w poszukiwaniu historii przodków. Zobaczyła piękną łąkę z kwiatami. Kwiaty w podświadomości to symbol niestałości i niezadowolenia z pracy i z jej owoców, takie sobie skakanie z kwiatka na kwiatek i nieustanne poczucie niespełnienia i niezadowolenia z tego, co się robi. Agata potwierdziła, że tak właśnie ma i sporo osób w jej rodzinie też. Niby każdy jest uzdolniony i ma pasję, ale ani zdolności, ani pasja nie dają im zadowolenia, bo nie przynoszą wystarczających dochodów.

I w tym momencie Agata zobaczyła swojego pradziadka, który był przysłowiową „złotą rączką” i wszystko potrafił zrobić lepiej niż inni. Jednak miał kompleks związany ze swoim wyglądem, bo miał skrzywiony kręgosłup. I ciągle musiał udowadniać, że coś potrafi zrobić lepiej niż inni i że sam da sobie radę. Wokół majsterkującego pradziadka unosiła się szaro-czarna nieprzyjemna energia złości i wkurzenia. Agata odczuła tę energię jako coś obrzydliwego. Cóż, złość właśnie taka jest.

Po namyśle stwierdziła, że potrzebuje coś zrobić z tą szaro-czarną chmurą wokół dziadka. Wpadł jej do głowy prosty pomysł uzdrowienia złości i wkurwu rodowego, którego doświadczali wszyscy członkowie rodu i który pochodził od tegoż pradziadka. Wzięła pozbierała tę energię rękami, a potem mocno zatarła ręce, tak że spaliła w dłoniach całą te szaro-czarną energię. Niezła wiedźma, co nie? 🙂

Po takiej akcji zrobiło się jasno i  Agata znalazła się w sytuacji, w której dużo banknotów spadało na nią z nieba, a ona z wyciągniętymi rękami delektowała się tym doświadczeniem.

„Wiesz co, wydawało mi się, że to niemożliwe, żeby tak widzieć jakieś historie, jak to opisywałaś na blogu. A popatrz, jakie to proste!”

4 myśli na temat “Łatwo przyszło, łatwo poszło…

  1. Kurde… Trzeba też ogarnąć sobie sesje, skoro nawet babka ktora nie myślała ze tevwizje sa możliwe to doświadczyła ich… Grubo, ciekawe

Dodaj komentarz