mama i ja

Jak chcesz to udawaj, że jest ci dobrze, że jesteś spokojna, szczęśliwa i wszystko gra… Czy możesz przeżyć całe życie, oszukując siebie? Możesz. Po to są leki, farmacja, lekarze, szpitale, żeby stworzyli ci namiastkę zaopiekowania i poczucia bezpieczeństwa. W ten sposób nigdy nie poczujesz swojej Mocy, ale za to będziesz mieć wrażenie, że nie jesteś sama, bo zawsze możesz podjechać na SOR, pójść do lekarza rodzinnego, pożalić się trochę, a potem łyknąć jedną, dwie, pięć kapsułek, kilka proszków przeciwbólowych i łudzić się, że trochę się poprawiło. Przyjrzyj się ludziom w przychodniach, szpitalach: pusty wzrok i absolutna bezradność wobec ciała, które krzyczy bólem na nierozwiązane problemy, traumy emocjonalne.

 

Jak odróżnić stan bycia w traumie, stan bycia w stresie od stanu pełnego zdrowia?

 

Każdy człowiek doświadcza w swoim życiu trzech stanów:

Dobrostan :

  1. nie ma zagrożenia,
  2.  czujemy się dobrze i bezpiecznie,
  3.  jesteśmy ciekawi i otwarci na otoczenie,
  4.  uczymy się nowych rzeczy,
  5.  potrafimy się bawić, relaksować i odpoczywać.

w tym stanie łatwo jesteśmy w kontakcie ze sobą i poczucie naszego zdrowego Ja rozwija się w naturalny sposób.

 Stres : to  reakcja na zagrożenie

  1.  skupiamy percepcję na pełnym i właściwym sprecyzowaniu zagrożenia,
  2.  percepcja, uczucia i myślenie są kompletnie skupione na zagrożeniu,
  3.  cały wysiłek skupiony jest na pozbyciu się zagrożenia lub ucieczce przed nim,
  4. inne funkcje, np. trawienie, odpoczynek, są prawie lub zupełnie wyłączone.

Trauma oznacza, że doświadczyłaś czegoś co jest:

  1. kwestią życia i śmierci,
  2. nie miałeś wsparcia,
  3. nie miałeś wyboru,
  4. nie miałeś autonomii,
  5. twoje życie nie było w twoich rękach,
  6.  niemożliwa była ani walka, ani ucieczka,
  7.  pozostała rezygnacja i poddanie się,
  8. oraz uczucie beznadziejności i bezradności.

A jak w naszym życiu przejawia się trauma? 

To są wszystkie objawy straumatyzowanego człowieka:

  •  ataki niepokoju,
  •  bezsilność,
  •  beznadziejność,
  •  nieznośny ból,
  •  bezsilna wściekłość,
  •  niekończący się wstyd,
  •  gryzące poczucie winy.

Masz? To pochyl się nad sobą z uwagą i współczuciem, bo trauma sama nie przejdzie.

Kłopot jest jeden:

Mamy w sobie taką część, która jest nastawiona na przeżycie i która wie, że konfrontacja z traumą będzie bolesna i trudna, więc robi wszystko, żeby jednak życie toczyło się dalej w miarę normalnie po doświadczeniu traumy. I ta część naszej osobowości działa następująco:

  •  zaprzecza, że trauma miała miejsce,
  • jeśli nie da się zaprzeczyć to twierdzi: „To nie było takie straszne”, „Dałem sobie radę”, ” wszystko jest ok”, „Jest wspaniale”,
  •  „Problem leży w innych ludziach, nie we mnie”,
  •  luki w pamięci,
  • niemówienie o traumie, unikanie sytuacji wyzwalających,
  •  zmiana tematu, kiedy pojawiają się nieprzyjemne uczucia,
  •  odwracanie uwagi poprzez zajmowanie się potrzebami innych zamiast swoimi,
  •  ignorowanie symptomów i nie rozpoznawanie ich jako rezultatu traumy,
  •  uważanie symptomów za problem raczej niż sygnał ostrzegawczy,
  •  nadzieja na szybkie i łatwe pozbycie się symptomu,
  •  agresywna reakcja, kiedy inni mówią prawdę i przypominają nam o traumie,
  •  kompensowanie braku radości i szczęścia poprzez, np. potrzebę bycia podziwianym i znanym, czy też poprzez seks lub narkotyki,
  •  chowanie się za społecznymi rolami (maskami),
  •  używanie niejasnych i ogólnikowych określeń raczej niż konkretów,
  •  w razie potrzeby kłamanie i oszukiwanie,
  •  uciekanie w duchowość („duchowy by-pass”).

Widzisz u siebie co niektóre lub większość z powyższych zachowań? Nie przejmuj się. Wszyscy, którzy to przeczytają zauważą w sobie mniej lub więcej z tych zachowań… A KTO ZROBI COŚ Z TYM? – to inna sprawa.

TRAUMA SYMBIOTYCZNA

 

Gdy mieliśmy relację ze straumatyzowaną matką i/lub ojcem, to powstaje trauma symbiotyczna. Dzieje się tak zawsze i u każdego niemowlęcia, które nie otrzymuje od rodziców symbiotycznych konieczności i wynika z faktu, że ludzie rodzą się całkowicie zależni od swoich opiekunów i pozostają w takiej relacji przez długi czas. Znacznie dłuższy niż każde inne żywe stworzenie na Ziemi. Psiakowi wystarczy 8 tygodni, by się usamodzielnił i oddzielił od matki. Źrebak staje na własnych nogach niemal zaraz po urodzeniu. A człowiek? No, właśnie.

Symbiotyczne Konieczności: (to, co powinno dostać każde dziecko)

  1.  bycie odżywianym,
  2.  bycie utrzymywanym w cieple,
  3.  bycie w kontakcie cielesnym,
  4.  bycie trzymanym w ramionach,
  5. bycie w kontakcie wzrokowym,
  6.  bycie zrozumianym,
  7.  bycie wspartym,
  8.  bycie przyjętym,
  9.  bycie widzianym takim, jakim faktycznie jest.

Jeśli tego nie dostałeś/aś we wczesnym dzieciństwie, to z ogromnym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością doświadczasz w swoim życiu traumy symbiotycznej (bo ona sama nie przechodzi, wręcz odwrotnie w którymś momencie zajmie całe twoje życie).

 Traumy symbiotycznej doświadczamy, kiedy kontakt z matką jest zaburzony lub nie istnieje.

Dlaczego zostajemy straumatyzowani?

Sytuacja jest błędnym kołem: straumatyzowane matki i ojcowie traumatyzują swoje dzieci, straumatyzowani rodzice nie mogą właściwie chronić swoich dzieci i nie mogą także puścić je we właściwy sposób. Obwinianie kogokolwiek za takie błędne koło nic nie da, nie ma więc sensu. Jedyne sensowne zachowanie to zajęcie się swoją traumą i przetransformowanie jej.

Moja mama mnie nie chciała…

Sięganie do wspomnień z okresu wczesnego dzieciństwa jest skrajnie trudne, ale wyjątkowo wyzwalające. Niemowlę bowiem jest samymi uczuciami, nie możemy wytłumaczyć dziecku, że jest bezpieczne. Ono tylko wie, czy czuje się bezpiecznie, czy nie. Toteż regres do tego momentu, w którym człowiek doświadczył pierwszy raz traumy symbiotycznej i wyleczenie go wiele zmienia.

Jest procesem, który można  skutecznie stosować w przypadku osób, które cierpią na nałogi mające postać zachowań kompensacyjnych typu: nadmierne spożywanie słodyczy, przejadanie się, anoreksja, bulimia, kompulsywne jedzenie, czyli zajadanie stresu oraz zakamuflowane postacie nałogów jedzeniowych ukryte  w postawach wegan, witarian, frutarian…. także (ale tylko częściowo) alkoholizm, narkotyki, gry komputerowe.

Wszystko, co jest w naszych zachowaniach poza złotym środkiem w tematach dotyczących jedzenia (również przesadne dbanie o dietę, w tym skrajny weganizm lub witarianizm) ma swoje podłoże w straumatyzowanej relacji z matką.

Toteż nawet nie usiłuję osób z kręgów zagorzałych wegetarian, wegan, itp. przekonywać, że przesadzają, czy też wskazywać, że przyczyna ich zachowań jest inna niż myślą. I niewiele ma wspólnego ze zdrowiem, miłością do zwierząt, etc. Bo będą zawzięcie zaprzeczać, walczyć, krzyczeć, co jest normalne, bo część odpowiedzialna za przetrwanie chce ochronić straumatyzowanego człowieka przed traumą, której doświadczył.

Tymczasem opowiem o sobie. Praca z kodami traum rodowych nauczyła mnie, że traumy przodków należy im oddać, nie wchodzić w sytuacje, które nam się wyświetlają, a jedynie wraz z symptomami ciała oddać to przodkom. Dzięki temu przestajemy w naszym życiu opowiadać historie przodków i możemy zacząć budować swoją historię według naszych priorytetów i celów.

Gdy jednak chodzi o nasze traumy biograficzne, to – niestety – jedyny skuteczny sposób ich transformacji polega na ponownym doświadczeniu danej traumy tak długo, aż osiągniemy w tym właśnie momencie pełny spokój w ciele i głowie, pełne poszerzenie, lekkość i rozjaśnienie. I tak wygląda leczenie traum z wczesnego dzieciństwa.

Ucząc się pracy z traumami z wczesnego dzieciństwa, najlepiej zrobić to najpierw na sobie. Toteż postanowiłam sprawdzić tematy, o których myślałam, że mam już za sobą. A były to epizody anoreksji, bulimii sprzed 30 lat oraz kompulsywne jedzenie, które jednak co pewien czas do mnie wracało. Zdarzało mi się wciąż zjeść 2 litry lodów w ciągu jednego wieczoru albo zjeść coś szkodliwego w takich ilościach, żeby rzeczywiście mi zaszkodziło. Najpierw okazało się, że miałam przodków, którzy głodowali i  ja za nich jadłam. To było proste do wyleczenia. Potem pojawił się motyw, gdy byłam dzieckiem i babcia z mamą zmuszały nas – dzieci do picia ciepłego mleka prosto od krowy. Bardzo przykre doświadczenie, na wspomnienie którego poczułam ostry ból w wątrobie, zaciśnięte szczęki i odruch wymiotny. Przebywanie w tym wspomnieniu nie wyleczyło niczego, było jakby gorzej. W pewnym momencie przerzuciło mnie do momentu tuż po urodzeniu, gdzie miałam te same symptomy w ciele. I tutaj okazało się, że to był pierwszy moment, w którym doświadczyłam traumy związanej z jedzeniem. I była to trauma symbiotyczna. Poczułam bardzo mocno, że moja mama mnie nie chce, a nawet jest zła, że jestem dziewczynką. Zadziwiający był dysonans pomiędzy tym, co widziałam, a tym, co czułam. Bo widziałam uśmiechniętą twarz mamy, a czułam jej złość i niechęć. Wcale nie miałam ochoty być w tej sytuacji, wyrzucało mnie co chwila do innych wydarzeń z dzieciństwa, żeby tylko nie doświadczać tego momentu, gdy mama mnie nie chce. Z tego powodu proces był trudny. Zeszło mi długo, by wyleczyć symptomy ciała, poczuć lekkość, poszerzenie i żeby cała scena się rozjaśniła. Praktycznie to za pierwszym podejściem zleczyłam tylko symptomy ciała, o pozostałych nie było mowy, gdyż poczułam się szybko bardzo zmęczona i wyczerpana.

RELACJA Z MATKĄ

Ze świeczką szukać osoby, która nie miałaby zaburzonej relacji z matką… Cóż… Powszechny temat. Najdziwniejsze jest to, że im człowiek starszy tym dotkliwiej przeżywa trudną relację z matką. To, co zapomniał z dzieciństwa, w życiu dorosłym niejednokrotnie przejawia w coraz mocniejszych konfliktach z matką. I wychodzi szydło z worka.

Zaborcza, wysysająca energię, despotyczna, oceniająca, egoistyczna, upierdliwa, wzbudzająca nieustannie poczucie winy albo stale narzekająca, hałaśliwa i uważająca się za pępek świata, opowiadająca bez końca o swoich chorobach… Znasz to?

Czasem aż trudno znaleźć słowa na określenie tego, co mama w podeszłym wieku potrafi zdziałać w naszym życiu i jak skutecznie je utrudniać. Czy to skutek starości, czy jednak co innego? Okazuje się, że co innego. To jest zaburzenie porządku na liniach czasu. I nie jest to wina matki. A dokładniej: nie tylko jej wina.

Z powodu traum symbiotycznych (pisałam o tym wyżej) wielu ludzi nie potrafi prawidłowo (w sensie: zdrowo dla siebie) oddzielić się od matki do swojego życia i swojej odpowiedzialności. Pozwala na naruszanie granic, pomimo bólu, licząc wciąż na otrzymanie symbiotycznych konieczności.  A to się – niestety – nie zdarza. I wpadamy w potężne uwikłanie: mama wciąż jest w naszym życiu w sposób, który boli i rani. Scenariusz zadawania bólu trwa latami, dziesiątkami lat…

A wystarczy zrozumieć: to, czego nie dostałeś/aś w dzieciństwie już się nie zmieni. Dzieciństwo minęło. Jesteś dorosła/y. Pora samemu/samej zadbać o siebie.

Natomiast – jeśli zrozumiesz i przeżyjesz do końca, czego ci zabrakło w dzieciństwie – możesz sobie dać sam/sama w życiu dorosłym lub dostać to od innych ludzi.

Przeanalizuj wszystkie symbiotyczne konieczności i zaznacz te, których nie dostałaś/eś w dzieciństwie i w końcu zadbaj o siebie, dając sobie zaopiekowanie, ciepło, zrozumienie, kontakt wzrokowy, wsparcie, przyjmij siebie i zobacz siebie takim, jakim/jaką jesteś faktycznie.

Zostaw mamie jej życie i jej sprawy. Ty zajmij się sobą. Dorosły człowiek sam powinien zadbać o swój komfort. Ustal więc, co jest twoim komfortem i trzymaj się tego. Na początku jest to trudne. Potem staje się zbawiennym nawykiem.

Matka to żywioł wody. Toteż znacznie łatwiej transformować swoje emocje i całą relację z matką w wodzie. Wycieczki na basen są zbawienne, gdy rozpakowujemy walizkę z tym, co schowaliśmy w sobie wobec mamy.

MEDYTACJA DLA OSÓB MAJĄCYCH TRUDNĄ RELACJĘ Z MATKĄ:

Postaw dwa krzesła. Usiądź na jednym, na drugim połóż poduszkę, która symbolizuje mamę.  Powiedz do niej następujące słowa:
MAMO DZIĘKUJĘ ZA ŻYCIE, TO CENNY DAR. TO CZEGO OD CIEBIE NIE DOSTAŁAM, ZROBIĘ DLA SIEBIE SAMA I WEZMĘ OD INNYCH LUDZI. UWALNIAM CIĘ I ŻYCZĘ CI DOBRZE. OD DZISIAJ MAMO JA DOROSŁA I TY DOROSŁA. JA ZA SIEBIE I TY ZA SIEBIE. UWALNIAM CIĘ MAMO W RĘCE TWOJEJ DUSZY. ONA ZAJMIE SIĘ TOBĄ LEPIEJ NIŻ JA. TWOJA DUSZA NAJPIĘKNIEJ ZADBA O CIEBIE.

Ćwiczenie należy powtarzać przez kilka dni lub dłużej. Aż zadziała. Ma zadziałać w taki sposób, że podejmiesz określone decyzje i działania w relacji z matką.

 

Dodaj komentarz