o skuteczności terapii naturalnych

W ciągu trzynastu lat obracania się w kręgach terapii naturalnych i ezoteryki widziałam wiele, sprawdziłam też sporo i nauczyłam się również dużo. W tej chwili pora na pewne podsumowanie. Sprzyja temu końcówka roku oraz moje ostatnie życiowe doświadczenia.

trochę historii…

Rok po wypadku mojego syna, porażenia prądem wysokonapięciowym oraz poparzenia 50% ciała, którego następstwem była śpiączka pourazowa, gdy lekarze medycyny konwencjonalnej orzekli, że nie mają metod na wyleczenie go,  a jego trwały uszczerbek na zdrowiu obliczyli na 480%, zdarzyły mi się prawie półroczne transy, które przewróciły do góry nogami mój cały światopogląd. Jeśli chcesz wiedzieć więcej o tym, poczytaj tutaj:  http://zpietamiwchmurach.pl/regresja-hipnotyczna/

W tym czasie stan mojego syna, który miał wtedy w skali głębokości śpiączki niecałe 20 punktów, pojawiła się znacząca poprawa. Syn zaczął mówić sylabami, wołać „mamo”, odpowiadać kiwaniem głowy na pytania i poruszać rękami i nogami w zakresie kilku centymetrów.  To był czas, gdy pomagali mi dwaj szaleni buddyści-bioenergoterapeuci. Moja intencja, by pomóc synowi oraz energia tych byddystów, którzy – wprawdzie szaleńczo – ale pracowali z energiami, wystarczyły, by były duże zmiany oraz to, by moje życzenie, żeby dostać wszystkie umiejętności potrzebne do uzdrowienia syna, spełniły się. W nocnych transach przy łóżku Kornela robiłam rzeczy, których kompletnie wtedy nie rozumiałam, jedynie czułam, że to pomoże Kornelowi. Po pół roku wszystko drastycznie się cofnęło i zamknęło.

Od tego momentu jeżdżę po szkoleniach, warsztatach, ściągam do syna terapeutów medycyny naturalnej z całej Polski i różnych części świata.

Pisałam do Gregga Bradena, gdy obejrzałam jego filmik o uzdrowieniu kobiety z nowotwora w ciągu 3 minut. Dostałam od niego odpowiedź, w której jego sekretarz informował mnie, że Braden jest tylko naukowcem i nie zajmuje się uzdrawianiem. A uzdrowienie kobiety z filmiku zdarzyło się w szpitalu w Chinach, który już został zamknięty. Zaś samo uzdrowienie było poprzedzone ciężką pracą samej chorej polegającej na zwiększeniu energii Qi dzięki ćwiczeniom i odpowiedniej diecie i trwało ponad rok.

Pisałam też do Barbary Ann Brennan, autorki książki „Dłonie pełne światła” i dostałam odpowiedź, że ona już nie uzdrawia, bo jest po 70-tce, prowadzi jedynie szkołę bioenergoterapeutów. Natomiast techniki wymiany ciał subtelnych, którą stosowała przy ciężkich przypadkach już nie uczy i nie stosuje.

Pisałam również do Granta McFetriga, założyciela Instytutu Peak States w Kanadzie, który od 30-stu lat prowadzi badania z poziomu świadomości nad uzdrawianiem traum emocjonalnych i stanami szczytowymi. Od niego również dostałam odpowiedź, że nie ma opracowanych procedur do uzdrawiania ciała fizycznego.

Byłam też u Gilberta Renaud, jednego z twórców Totalnej Biologii, dla którego wypełniłam ankietę na kilkadziesiąt stron dotyczącą wydarzeń z całego życia syna oraz z 18-stu miesięcy przed jego poczęciem, a także z całego okresu ciąży z nim. Nic to nie dało.

W ciągu minionych 12-stu lat poznałam bioenergoterapię, uzdrawianie praniczne, regresję hipnotyczną, połączenie rekonektywne, uzdrawianie kamertonami, masaż ma-uri, masaże ajurwedyjskie, oddychanie energetyczne, w tym pranayamę, terapię czaszkowo-krzyżową, oddychanie holotropowe, dwupunkt kwantowy, metodę odpinania  Małgorzaty Wołukanis (nie polecam), Reiki, ustawienia Hellingerowskie, Vedic Art, byłam na kilku szkoleniach medycyny chińskiej, zrobiłam roczną szkołę psychoterapii oraz ostatnio – metodę Life Flow.

Do mojego domu przyjeżdżali lub ja jechałam do nich, lub pracowali na odległość zarówno bioenergoterapeuci polscy, jak i zagraniczni. Przyjeżdżali też rinpoczowie buddyjscy, w których obecności mój syn czuł się doskonale, ale efekt poprawy trwał zaledwie kilka dni.

Korzystałam też z pomocy jasnowidzów, egzorcystów, czytania Kronik Akaszy, uzdrowicieli pracujących z Aniołami, byłam na indiańskich szałasach potów.

I co? I dupa. Wprawdzie mój syn żyje, jednak stan jego zdrowia nie poprawił się. Odzyskanie przez niego świadomości ograniczyło się do tego, że doświadcza koszmaru życia uwiązanego w ciele, które jest nieruchome, stale cierpi i znikąd nie ma szans na poprawę.

Jednak mój syn żyje, a miał tyle chorób śmiertelnych, że wystarczyłoby dla kilkunastu ludzi.

Jest takie powiedzenie: Póki życia, póty nadziei. I ja się tego trzymam.

Tym bardziej, że intencja i wytrwałość prowadzą mnie do coraz skuteczniejszych metod, a coraz szersza wiedza i umiejętności pozwalają coraz szybciej i łatwiej odróżniać ziarna od plew.

Moje wnioski

Człowiek dorasta do prawdy, dorasta do Miłości i do mądrości też… W tym dorastaniu trafia na ogół na same kłamstwa i oszustwa. .. TAKI ŚWIAT. Nie ma co udawać, słodzić, czy narzekać. TAK JEST. Jednak jeśli masz cel, potrzebę i trochę zawziętości w sobie (raczej więcej niż trochę), to w końcu znajdziesz to, czego szukasz.

Ja szukałam sposobów na uzdrowienie mojego syna i poradzenie sobie z sytuacją, w której się znalazłam. Poznałam ich wiele… Niestety, wszystkie były nieskuteczne albo działały tylko na chwilę, doraźnie, odrobinę. Żadna z poznanych przeze mnie metod nie uzdrowiła mojego syna.

Dziś już nawet wiem, dlaczego.

Ponieważ prawda jest jedna, ale wiedza nieskończona. I większość ludzi ma dostęp zaledwie do jakiegoś maleńkiego fragmentu zarówno wiedzy, jak i prawdy.

Dodatkowo w terapiach medycyny naturalnej jest ciągły ruch i zmiany oraz występuje ogromny deficyt naprawdę mądrych ludzi w tej branży. Za to pełno oszołomów i nawiedzonych idiotów, którzy myślą, że jak zobaczą kawałek aury lub parę duchów, to już mogą uzdrawiać, nauczać, a nawet być oświeconym. KINO!!!!

Największym zagrożeniem w branży medycyny naturalnej oraz we współczesnej ezoteryce jest nieodpowiedzialność ludzi nazywających siebie uzdrowicielami, bioenergoterapeutami, szamanami lub ciort wie jeszcze, kim – jakby powiedziała moja babcia – oraz fakt, że media, a zwłaszcza ezoteryczne telewizje internetowe, w tym „Porozmawiajmy tv” w sposób kompletnie przypadkowy, nieodpowiedzialny i lekkomyślny lansują różnych uzdrowicieli, których poziom wiedzy i umiejętności jest zastraszająco niski. W ten sposób ludzie, którzy trafiają jako klienci do tych pseudo-guru i pseudo-uzdrowicieli wpadają z deszczu pod rynnę.

Jest bowiem bardzo łatwo narozrabiać w energetyce człowieka, otwierając mu na przykład kilka wcieleń, które potem manifestują się w jego życiu; zamiast sprzątać byty astralne, sprowadzać je do domu klienta; zamiast oczyszczać i harmonizować czakry – to je zamykać lub rozregulować; zamiast podnosić energię klienta, obniżać ją i ciągnąć energię, zwyczajnie jak wampir energetyczny.

Mogłabym tutaj ostrzec przed wieloma takimi pseudo-guru i pseudo-uzdrowicielami, podając nazwiska i konkrety, co wyprawiają. Jednak tego nie zrobię. Zwracam tylko uwagę na jedno: wybierając jakiegokolwiek terapeutę z branży medycyny naturalnej, uważnie się przyglądajcie wszystkiemu. Proponuję też przed wizytą u takiej osoby zastosować technikę Wyjdź do świata z pytaniem, którą opisałam tutaj: http://zpietamiwchmurach.pl/wyjdz-do-swiata-z-pytaniem/

W światku ezoterycznym plagą ostatnich kilku lat jest też mania nauczania, pouczania i wszelkiej maści channelingów. W czasach, w których każdy może sobie włączyć komórkę, nagrać filmik – wrzucić na you tube – ze sobą w roli głównej jako nauczyciela, guru, czy też tego, który ma przekaz z „Góry” i wie lepiej – naprawdę trudno nie zwariować, przysłuchując się temu.

Toteż warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy:

Po pierwsze: najważniejszą potrzebą człowieka jest potrzeba ważności, czyli bycia zauważonym i docenionym. Brak zaspokojenia tej potrzeby w życiu osobistym i  zawodowym rodzi konieczność zaspokojenia jej gdzie indziej.  Toteż, jeśli wpadniesz na you tube na filmik, w którym łysy pan, czy umalowana starsza pani straszy cię najróżniejszymi energiami, a to konsekwencjami telegonii i rozpasania seksualnego, a to bytami astralnymi, albo robi przekaz channelingowy o nowej erze, z którego nic nie rozumiesz, to znaczy, że oglądasz właśnie i słuchasz osoby zakompleksionej, która wymaga wizyty u psychoterapeuty lub psychiatry i tyle.

Po drugie: miarą prawdy jest skuteczność. Twierdzenie, że jakaś metoda działa zawsze, a jeśli nie działa tak, jak chcemy, to i tak działa, tylko na innych poziomach, jest totalną bzdurą. Jeśli coś działa, to działa precyzyjnie.  Czy możesz powiedzieć, że odkurzacz działa, jeśli zamiast zbierać śmieci, zostawia je na dywanie lub wypluwa z powrotem? Jeśli metoda nie działa precyzyjnie w określonym zakresie, to znaczy, że gdzieś jest niedopracowana lub ma duże braki metodologiczne albo nawet: jest zwykłą ściemą.

Może być tak, że metoda działa tylko w pewnym zakresie, ale przynajmniej w tym zakresie można potwierdzić jej skuteczność.

Po trzecie: miarą dobra jest prawda. Tyle w człowieku dobra, ile prawdy. Jeśli każdy człowiek kłamie dziennie od dwóch do dwustu razy, a w ciągu 15-minutowej rozmowy, każdy kłamie co najmniej 3 razy, to wszystkie słowa innych ludzi należy przesiewać przez grube sito, a nawet kilka sit, zanim się w nie uwierzy. I nie zapominać, że reklama jest dźwignią handlu, a podstawowym dążeniem każdego człowieka jest utrzymanie się przy życiu, czyli w naszej rzeczywistości: zarabianie pieniędzy.

Jeśli nie ma równowagi w cenie za usługę terapeutyczną lub bioenergoterapeutyczną lub jakąkolwiek ezoteryczną, to znaczy, że nie ma tam też ani skuteczności, ani dobra, ani prawdy. Na czym polega ta równowaga? Ten, kto krzyczy bardzo wysoką cenę za swoją pracę z energiami, na ogół ma wysokie mniemanie o sobie, przerośnięte ego i jest zwyczajnie niebezpieczny dla innych ludzi. Bo nie ma umiaru. Złoty środek jest zawsze  najlepszym sprawdzianem dla każdej metody, człowieka, czy działania.

Po czwarte: na skutek obciążeń rodowych i nie tylko, każdy człowiek żyje w swojej iluzji wywołanej fałszywymi przekonaniami przodków, czyli w kłamstwie. Im silniejsze kody traum, tym większa iluzja, czyli większa trudność bycia sobą oraz odzyskania swojego potencjału i optymalnej ścieżki życia.

Po piąte: Każdy człowiek ma wrodzoną zdolność widzenia wewnętrznego, czy też jasnowidzenia albo widzenia w energiach. Większość ludzi tę zdolność traci w ciągu życia, jednak wystarczy znaleźć moment, w którym nastąpiło utracenie tej zdolności i odzyskać ją z powrotem.

Żyjemy w czasach, w których coraz więcej ludzi ma dostęp do widzenia wewnętrznego. I tutaj pojawiają się dwa problemy: pierwszy polega na tym, że zakresy widzenia wewnętrznego u ludzi są bardzo rożne, a drugi, że interpretacja tego, co się widzi wewnętrznie zależy od pola świadomości osoby widzącej, czyli jej wiedzy, doświadczenia i umiejętności. 

Jeśli osoba widząca ma niedostateczną wiedzę na temat symboli, czy światów astralnych, czy systemu energetycznego człowieka, czy zwykłej wiedzy ezoterycznej i psychologicznej, jej interpretacja tego, co widzi jest po prostu błędna.

A, niestety, światek ezoteryczny w Polsce to ludzie często o wykształceniu zaledwie zawodowym lub średnim, bez przygotowania psychologicznego, pedagogicznego, bazujący niejednokrotnie na wiedzy z kilku warsztatów lub z kilku książek, typu Rozmowy z Bogiem N. Walsha i Technika Uwalniania Hawkinsa albo Boska Matryca Bradena. I to jest bardzo niepokojący znak naszych czasów.

O skuteczności Life Flow

Od ponad roku poznawałam i pracuję techniką Life Flow. Jest to metoda pracy z kodami traum rodowych na poziomie komórkowym. Dany kod traumy rodowej oczyszcza się intencją, obecnością oraz Światłem i Miłością na poziomie wszystkich struktur w komórce. Robi się to według ściśle określonej konwencji i dokładnie opracowanymi narzędziami.

Dodatkowo metoda ta posiada  takie narzędzia jak stany szczytowe, które dają człowiekowi dostęp do naturalnych, ale utraconych w okresie kształtowania przedkomórkowego, czyli gdy człowiek był maleńką drobinką w brzuchu swojej babci albo gdy był zaledwie zygotą, stanów optymalnych funkcjonowania, takich jak: wewnętrzny spokój, wewnętrzna wolność, otwarte serce, czy czyste dobro oraz paru innych.

Metoda powstała w Instytucie Peak States Granta McFetridga w swych podstawowych zrębach. Została rozwinięta i ukierunkowana w pewien sposób przez Polki: Sarę Zięborak i Monikę Czyżewską.

Jest skuteczna w ściśle określonych zakresach i dla określonej grupy ludzi. To znaczy: skutecznie i trwale usuwa kody traum rodowych z pamięci komórkowej do czwartego pokolenia, co przekłada się realnie na poprawę jakości życia w różnych obszarach życia człowieka, takich jak: finanse, relacje, związki, samoocena, zadowolenie z życia, spokój wewnętrzny, podnosi też świadomość i rozwija intuicję. Leczy też choroby, jeśli mają swoje źródło w ostatnich czterech pokoleniach rodu, na przykład alergie.

Niestety, ma też słabe strony:

= stany szczytowe są niemożliwe do odzyskania dla osób ciężko chorych i starszych, bo są to procesy wymagające zasobów energii życiowej, by  tak silne oczyszczanie organizm zniósł,

= metoda Life Flow nie leczy poważnych chorób fizycznych, ponieważ sięga w oczyszczaniu zaledwie do czwartego pokolenia, a poważne choroby, najczęściej rodowe zapisane są na genach pochodzących z ósmego, jedenastego, a nawet trzynastego pokolenia. Przynajmniej na to wskazuje praktyka i  doświadczenie w pracy z moim synem. Za kilka miesięcy okaże się, czy to wystarczy, by efekt uzdrowienia był trwały.

Tymczasem chciałabym się podzielić z wszystkimi, którzy chcą świadomie zmieniać swoje życie i mieć realne efekty swojej pracy w  życiu poprzez podniesienie jego jakości i komfortu.

Od 28. grudnia 2018r. na mojej stronie umieszczone będzie nagranie sesji Life Flow w części, którą każdy może sobie wykonać samodzielnie, słuchając moich instrukcji. Nagranie obejmuje leczenie nici traum pokoleniowych i biograficznych oraz łat wcieleniowych, a także pętli czasowych oraz struktur wyglądających jak balony, a będących wirusami, bakteriami i  białkami prionowymi w komórkach.

Pozostałej część sesji nie można wykonać samemu bez posiadania odpowiedniej wiedzy, którą ma terapeuta. Jednakże większość obciążeń rodowych znajduje się na niciach i bakteriach, toteż po zrobieniu kilkudziesięciu kodów traum z określonego obszaru, efekt w życiu będzie widoczny. Ustaliłam też przystępne ceny dokończenia sesji oraz znalezienia kodów traum rodowych w stop-klatkach. Jeśli bowiem nie ma poprawy jakości życia po wyleczeniu wszystkich nici i bakterii oraz wirusów, to znaczy, że uszkodzone są pozostałe struktury komórkowe i należy dokończyć sesję.

Medytacja optymalnej ścieżki życia

więcej na temat optymalnej ścieżki życia przeczytasz tutaj: http://zpietamiwchmurach.pl/optymalna-sciezka-zycia/

Jeśli chcesz sprawdzić, czy jesteś na optymalnej ścieżce swojego życia, możesz zrobić tę krótką medytację.

Gdy podczas jej słuchania nie znajdziesz ścieżki jasnej i błyszczącej, nie przejmuj się. Pojawi się po oczyszczeniu kilkudziesięciu (lub kilkuset) kodów traum rodowych.

Jeśli zdecydujesz się pracować ze sobą techniką Life Flow, to po pewnym czasie możesz powtórzyć tę medytację i sprawdzić, czy optymalna ścieżka twojego życia jest już widoczna, czy możesz łatwo na nią przeskoczyć, czy też jeszcze co nieco trzeba posprzątać.

Pamiętaj jedno: człowiek jest nieprawdopodobnie skomplikowaną istotą. Jest przy tym istotą szalenie piękną, ale też bardzo zaśmieconą. Gdy zabierzesz się za sprzątanie, to dopiero to dostrzeżesz.

Jedna sesja, jedna terapia jeszcze nikomu w niczym nie pomogły.

Jeśli nie stać cię na wytrwałość, zaangażowanie i pracowitość, to w ogóle nie zabieraj się ani za tę medytację, ani za pracę ze sobą, ani za rozwój duchowy. Nikt  nie będzie miał do ciebie pretensji, że powielasz w życiu wzorce rodowe. To powszechne zjawisko. Wolno ci przeżyć życie nie wykorzystując swojego potencjału.
https://youtu.be/G62Hfar4AuA

 

8 myśli na temat “o skuteczności terapii naturalnych

  1. ….. nie zgarniamy wszystkich do jednego koszyka- choroba chorobie i nastawienie ludzi nierówne,a co z uzdrawiaczami z wschodu Polski ? Też oszuści bo bez szkoły a ludzi wyleczyli,i mają na to dowody!!! Ps.ale za to sprytna reklama swojej NAJLEPSZEJ METODY?!!!-gratulacje pomysłowości…

    1. hmmm 🙂 ja zgarniam wszystkich do jednego koszyka, bo nie uzdrowili mojego syna. Mam więc prawo zgarnąć do jednego koszyka jako nieskuteczne. 🙂 wykształcenie nie jest potrzebne, żeby być uzdrowicielem, to fakt. Chociaż rinpoczowie, którzy uzdrawiają są po uniwersytetach i mają wielką kulturę osobistą, której polskim uzdrowicielom na ogół brakuje.
      Zgadzam się, że ten wpis jest również reklamą metody, którą pracuję. Żałuję tylko, że wciąż jeszcze mój syn i jego uzdrowienie nie mogą być reklamą dla którejkolwiek z metod. Może się jednak zdarzyć, że za kilka miesięcy tak będzie. 🙂 Dam znać. 🙂

  2. Bardzo dużo przeszłaś Kobieto, chylę czoła i robiłabym to samo. Poruszyła wszystko i wszystkich kogo tylko bym zdołała.
    Ja w ezoteryce siedzę, może siedziałam, już sama nie wiem ha ha od 13 roku życia kiedy zaczęłam widzieć zmarłych i poszukiwać o co kaman. Mało kto to rozumiał dlatego kminiłam sama z mamą, później skończyłam Studium Psychotroniczne i zainteresowania me były rozległe, od Huny przez numerologię, którą robiłam 20 lat, później profesjonalnie i astrologię. Teraz sama kreuję swój los.
    Znając to środowisko, wróży i uzdrowicieli wiem, jak bardzo trzeba uważać komu powierzamy naszą duszę i życie i ile jest po prostu ściemy i samozwańczych jasnowidzów po kursach. Dla mnie akurat liczy się tylko Aida i Jackowski, których poznałam i poczułam. Pisałam też do Wróżki więc obiłam się i o warszawkę. Nadal kręcą mnie te tematy bo doświadczenia moje, które zbieram cały czas pewnie nigdy nie pozwolą mi się od tego uwolnić. Przeżyłam dużo w Wylatowie gdzie powstawały kręgi w zbożu i wiem, że energia to podstawa, a cuda różne się zdarzają. Mogłabym pisać i pisać o swoich przygodach i może w sumie wydam kiedyś tę książkę 😉
    A za Was trzymam kciuki, niech Anioły opiekują się Twoim synem i Tobą, ściskam

  3. Dzień dobry. Czytałam Twoją wypowiedź i widziałam siebie. Wiem, co to znaczy patrzeć na umierające 18 – sto letnie dziecko i nie godzić się na to. Wiem, co znaczy determinacja matki i poszukiwania nowych metod leczenia. Życzę spełnienia…

Dodaj komentarz