POZYTYWNI NEGATYWNI

Reakcja czytelników na mój ostatni wpis o klątwach skłoniła mnie do przyjrzenia się, o co tu chodzi. Dlaczego ludzie klaszczą i pieją z zachwytu, gdy się słodzi i kadzi, a odwracają się plecami, gdy mówi się prawdę, która na ogół nie jest ani słodka, ani łatwa?

Mania pozytywnego myślenia

Bycie pozytywnym to w ostatnich latach jakaś eksplozja, fala czy wręcz nowa religia  tworząca się w kulturze i ezoteryce. Internet jest przepełniony niekończącymi się tekstami powtarzającymi  to samo przesłanie: „Myśl pozytywnie!”, „Bądź pozytywny!”, „Nie skupiaj się na negatywnym!” Na dodatek takie hasła łączy się z fizyką kwantową, a co naukowe – to prawdziwe. I w ten sposób tworzą się nawet super osobliwe społeczności rozwoju duchowego, całkowicie wypierające istnienie zła, cierpienia, bólu, które ja nazywam ezoterycznymi moherowymi beretami. Dlaczego? Bo hasła: „bądź pozytywny!”, “Jest tylko Miłość!”, “Wszyscy jesteśmy jednością!” są najczęściej stosowane przez uduchowionych pseudo-guru jako mechanizm wyparcia, by uniknąć trudnej pracy z własnymi wewnętrznymi problemami i obciążeniami, nie mówiąc już o problemach dotyczących świata i ludzkości.

Przekonanie, że wszystko da się załatwić optymizmem i różowymi okularami jest totalnie błędne.

Spotkałam się z określeniem, że pozytywne myślenie jest jak położenie świeżej farby na zgniłą ścianę. I jest to święta prawda. Ile taka farba wytrzyma? Na ogół dwa do pięciu lat. A potem jest szambo.

Popularną w tradycyjnej ezoteryce jest postawa omijania karmy. Robi się to bardzo prosto. Uczysz swoje ciało, by rozpoznawało, kto z ludzi wzmacnia twoje tematy. Jedni robią to w ten sposób, że czują ciarki po plecach inni słyszą głos: “uciekaj” i właśnie to robią. Odcinają, omijają szerokim łukiem, udają, że nie widzą. Znam takich, którym dzięki bioenergoterapii i takiej właśnie taktyce całkiem nieźle udało się przeżyć całe życie. Jedyny kłopot w tym, że taka życiowa postawa kończy się chorobą Alzheimera. Ot, i  szkopuł.

Pozytywne myślenie jest samo w sobie korzystne jako narzędzie i wstęp do pracy ze sobą. Pozwala bowiem na wyrugowanie w sobie tendencji do narzekania, która nie tylko ciągnie z człowieka dużo sił życiowych, ale też tworzy dodatkowe negatywne chmury energii utrudniające wyjście z błędnego koła niskich wibracji. Po pewnym czasie praktykowania pozytywnych afirmacji, człowiek ma lepszy nastrój, więcej sił i ogólnie bardziej optymistyczne nastawienie do życia. To jest wielki plus pozytywnego myślenia.

Natomiast, jeśli człowiek zostanie na tym etapie, to skostnienie, znieczulica na ludzkie cierpienie, a czasem nawet odczłowieczenie reakcji i maniackie tępienie każdego przejawu dyskomfortu w życiu zarówno swojego, jak i u innych ludzi sprawiają, że traci przyjaciół, bo prawie niemożliwa jest z nim jakakolwiek dyskusja, a jego klapki na oczach i wąskie postrzeganie świata utrudniają pogłębione kontakty międzyludzkie. I tak człowiek zostaje sam.

Jeśli jednak pozytywne myślenie staje się punktem wyjścia do pracy z traumami rodowymi, to przynosi to bardzo dobre owoce.

Bowiem  ciemne aspekty życia nie znikną tylko dlatego, że zamykamy na nie oczy.

Na odwrót, wiele problemów zarówno własnych jak i świata tylko się skomplikuje i urośnie, kiedy je zignorujemy.  Czy proponowanie hasła „myśl pozytywnie” jako rozwiązania problemów matki, której dziecko umiera na raka, pomoże jej albo jej dziecku? Jest czystym kretyństwem, a jednak się zdarza. I są tacy “pozytywni”, którzy rzucają takie teksty ludziom w skrajnej depresji, chorym nieuleczalnie, czy przeżywającym żałobę po śmierci osoby bliskiej. To jest szczyt bezmyślności, bezduszności i wypaczenie idei pozytywnego myślenia.

  Optymizm i pozytywne myślenie należy połączyć z odwagą podejmowania i rozwiązywania napotykanych problemów tak osobistych, jak i innych ludzi, na światowych kończąc.

Jeśli tego nie ma, to nie ma rozwoju, nie ma prawdy, nie ma człowieczeństwa. I tyle.

WYPIERANIE

Spokój to kolejny mit pozytywności w ezoteryce. Wiąże się z lansowaną obecnie i błędnie rozumianą postawą zen lub buddyjską polegającą na  umiejętności „płynięcia z prądem” i akceptacji wszystkiego, co się wydarza.

Jasne, to jest ponadczasowa i piękna idea, ale czasem jednak oznacza również akceptację faktu, że czujesz się jak kupa gówna, doświadczasz bólu, krzywdy i innych niskich emocji.

Łatwo oszukiwać samego siebie, że dzięki duchowości będziesz sobie płynąć przez życie leciutko i wygodnie jak piórko na wietrze, ale w praktyce tak nie jest.

Życie wciąż jest pełne cierpienia. Człowiek wciąż jest skomplikowaną zagadką. Każdego dnia zaskakujesz samego siebie swoimi błędami, swoją ciemną stroną i nowymi aspektami tak siebie, jak i otaczającej rzeczywistości. 

Jeśli chcesz rzeczywiście rosnąć i uczyć się z własnego doświadczenia, to musisz być uczciwy co do swoich uczuć, doświadczeń i przeżywać je w pełni oraz wyciągać wnioski, a także, albo nawet przede wszystkim, wziąć odpowiedzialność za radzenie sobie z nimi. 

Wypieranie istnienia zła, cierpienia, niesprawiedliwości jest najbardziej prymitywnym mechanizmem obronnym, jaki zna psychologia. Jest usprawiedliwione wyłącznie u dzieci. Natomiast u ludzi dorosłych stosowanie mechanizmu wyparcia jest zwykłym infantylizmem i brakiem dojrzałości.

IDEALIZOWANIE

Od ponad roku obracałam się w kręgach ludzi, którzy mieli pełne wewnętrzne widzenie, odzyskali po kilkanaście stanów szczytowych i przez pewien czas myślałam nawet, że osiągnęli oni najwyższy poziom człowieczej doskonałości i postępują zawsze z pełną świadomością oraz współczuciem. Niestety, moje wyobrażenie  sięgnęło bruku i to szybciej niż mogłabym sobie wyobrazić. Jakież było moje rozczarowanie, żal i wręcz fizyczny ból, że osoby, o których myślałam, że są oświecone, okazały się tak samo ułomne i z wadami, jak ja.

Potem ogarnęła mnie złość: jak śmiały te oświecone w moim mniemaniu osoby w ogóle mnie pouczać, prawić morały, wywyższać się? Okazało się, że to ja im na to pozwoliłam, uważając je za doskonałe i oświecone. Dobre, co?

Pół biedy, jeśli idealizujesz inne osoby. Znacznie gorzej, jeśli idealizujesz samego siebie. Bo nigdy nie przyznasz się do popełnionego błędu, nie naprawisz go, nie przeprosisz i nie weźmiesz odpowiedzialności za swoje rozrabianie. Niestety, jest to dość częsty defekt i przypadłość wszelkich pseudo-guru i tych, którzy myślą, że są bardzo uduchowieni i osiągnęli bóg wie jakie poziomy świadomości.

Tymczasem nawet, jeśli niektórzy ludzie osiągają świadomość pozwalającą im czynić dobro we wszelkich możliwych okolicznościach, to coś takiego dostępne jest nielicznym, a nawet bym powiedziała, że zaledwie kilku osobom na Ziemi.

A cała reszta to ludzie  ułomni, egoiści i  popełniający błędy. Skoro jednak wszyscy popełniamy błędy, postępujemy egoistycznie, rozrabiamy, to wystarczy to uznać, zamiast temu zaprzeczać.

Skoro zdarza się to wszystkim, to jest w porządku.

Właściwą postawą będzie w tym wszystkim tylko postawa wybaczenia sobie i innym.  Zrobisz źle – wybacz to sobie. Ktoś inny zrobi źle – tak samo wybacz mu. Jeśli uczysz się na własnych błędach i starasz się być lepszym w przyszłości, to wszystko jest ok. Masz prawo do błędów. Ale bądź uczciwy: przyznaj się do nich i wyciągnij wnioski. Bez uczciwości wobec samego siebie nie ma żadnego rozwoju. Nie ma.

Jeszcze niedawno byłam wściekła, że wciąż pracuję, sprzątam, oczyszczam, a efekt jest chwilowy albo niezadowalający. Teraz cieszę się, że wciąż mam, co robić i rozumiem, że przepracowanie własnej karmy nie oznacza już nirwany, lecz jest wyzwaniem, czy też wezwaniem do transformowania karmy osób mi bliskich, potem pewnie wszystkich Polaków, a na koniec całej ludzkości. I to jest ok. Jeśli rozumiesz więcej, potrafisz więcej, to rób więcej dla siebie, dla bliskich, dla świata. W tej pracy nie ma końca. W jednym obszarze życia masz posprzątane więcej niż inni, ale zachowaj pokorę, bo za chwilę się okaże, że są również u ciebie obszary dziewicze, których do tej pory w ogóle nie zauważałeś.

 

BYCIE LEPSZYM

Są tacy, którzy czują się lepsi, bo mają bmw i willę. Ci, którzy obracają się w kręgach  rozwoju duchowego i wszelkiego rodzaju ezoterycznych, czują się lepsi, bo do pracy jeżdżą na rowerze i nie oglądają telewizji oraz/i/albo nie jedzą mięsa. Albo też używają kryształów, tarota, orgonitów. Albo praktykują jogę i medytują. Albo robią inne duchowe praktyki, dzięki którym czują się lepsi od całej reszty  tak zwanego “bezmyślnego tłumu”, czy też Matrixa.

Same w sobie wszystkie praktyki duchowe są dobre, ale jeśli podejmujesz je tylko po to, żeby poczuć się lepszym i bardziej oświeconym od całego tłumu, to masz problem. Bo twoje przekonanie o własnej wyższości niczym się nie różni o od przekonania o własnej wyższości, które wynika z posiadania bmw i willi, bycia kibicem Wisły albo innego klubu, czy też posiadania większej ilości złotych pierścionków niż koleżanka. Jest tak samo prymitywne.

NIC SIĘ NIE WYDARZA BEZ POWODU

“Taka karma”, “Nie ma przypadków”, “Cała rzeczywistość to iluzja” – to  kolejne groźne teksty współczesnej ezoteryki. Bardzo często są  doskonałym usprawiedliwieniem dla własnej bezczynności lub niefajnych zachowań w rodzinie, grupie, graniczących niemal z bezczelnością.

Nie chodzi o to, czy to są zdania prawdziwe, czy nie, ale  o to, że stają się wystarczającym argumentem, żeby być obojętnym na ból, krzywdę drugiego człowieka, pozostawienie bez pomocy osoby potrzebującej, czy też drańskie zachowania wobec bliskich i znajomych.

Łatwo jest oszukiwać się, że – kiedy inni mają problem ze mną – to dlatego, że “karma wraca”, “jestem tylko lustrem”, “mam prawo do bycia sobą”, “mam na to wewnętrzną zgodę”.

Jasne, tylko, że granicą twojej wolności jest wolność drugiego człowieka. Jeśli nie stać cię na pogłębioną autorefleksję, to będziesz powtarzał te teksty jak zdarta płyta, a duchowość będzie tylko przykrywką dla twojego chamstwa, spłycenia moralnego i bezczelności.

Jest to coraz powszechniejsze zjawisko.  Jeszcze do niedawna tekst “mam na to zgodę wewnętrzną” zamykał mi buzię, ale teraz już wiem, że każdy złodziej, każdy oszust, każdy krzywdziciel też ma zgodę wewnętrzną na swoje złe postępowanie. Gdyby nie miał zgody wewnętrznej, to by tego nie zrobił. Toteż warto się przyglądać, czy nasze słowa są zgodne z naszymi czynami, czy też odwrotnie: są jedynie przykrywką dla zła i nieprawości. Tak samo uważnie przyglądaj się nauczycielom duchowym, do których trafiasz na warsztaty, sesje, rytuały.

Brak autentyczności to wręcz zmora ludzi, którzy są na ścieżkach rozwoju duchowego. Wielu się wydaje, że tylko dobre uczucia, tak zwane wyższe, jak uprzejmość, spokój, wyrozumiałość, cichość świadczą o poziomie rozwoju duchowego. Toteż nie pozwalają sobie na spontaniczność, ani na wyrażanie niskich emocji takich chociażby jak złość, rozdrażnienie, czy apatię. No i maska gotowa. A przecież są sytuacje, w których nie tylko wolno, ale trzeba walnąć w stół, żeby ktoś przestał nas wykorzystywać albo oplatać głupoty.

Jeśli nie stać cię na autentyczność w swoim przeżywaniu i odczuwaniu, to bardzo szybko poczujesz się jak oszust, a świat zewnętrzny też będzie tak cię postrzegał. Przykra sprawa.

Wszystko masz w sobie

Ogólnie to prawda. W komórce pierwotnej masz zapisane wszystko: wszystkie traumy rodowe, wszystkie uszkodzenia biologiczne, emocjonalne, wszystkie bakterie, pasożyty, wirusy, wszystkie możliwe ścieżki życia, każdy wariant twojego życia od momentu zaistnienia aż do śmierci, a nawet historię całej ludzkości na takiej strukturze, która nazywa się Dysk Ludzkości oraz masz w sobie swoje prawdziwe Światło.

Jedyny kłopot robi się wtedy, gdy ktoś używa tekstu, że wszystko masz w sobie jako argumentu, że nie potrzebujesz niczyjej pomocy, ani wiedzy, ani umiejętności na drodze swojego rozwoju. To jest bardzo niebezpieczna bzdura.

Powoduje bowiem albo całkowity zastój i brak rozwoju ( bo po co masz szukać i czego, skoro wszystko masz) albo daleko posuniętą głupotę szkodliwą dla samego głosiciela takiej prawdy i dla jego otoczenia. A głupotę trzeba tępić.

Moc

 

Potrzebujemy mocy, bo czujemy się słabi, zagubieni, oszukiwani i nieustannie zagrożeni. FAKT!

I na tym fakcie wielu w branży ezoterycznej buduje swój biznes. Niestety, oni kłamią i oszukują najbardziej. Ci wszyscy od tak zwanej fizyki kwantowej, dwupunktu kwantowego oraz innych kwantowych pomysłów kłamią jak z nut. A  kłamstwo opiera się na złudnym pragnieniu ludzkim, by mieć wszystko na pstryknięcie palcami, już natychmiast i bez wysiłku. Ciekawe, że wielu, nawet odarcie ze złudzeń, gdy już poznali tak zwany magiczny dwupunkt albo inną kwantową technikę i nie zadziałało, tkwi nadal w fałszywych przekonaniach i udaje, że zadziałało na innym poziomie albo, że zadziała za jakiś czas.

A tu masz. Nie działa. Na koniec pojawia się frustracja: co jest z tym metodami, poziomami świadomości i tym całym rozwojem duchowym?

Mogę tobie powiedzieć tyle: Amator to taki gość, który próbuje dotąd aż mu się uda. Natomiast profesjonalista to ktoś, kto próbuje dotąd aż mu się nie może nie udać. Jeśli masz cel, czystą intencję, to warto stać się profesjonalistą własnego życia, choćby nawet było to dążenie trwające przez całe życie. A może nawet tak powinno być?

 

 

 

 

 

 

 

6 myśli na temat “POZYTYWNI NEGATYWNI

  1. “A kłamstwo opiera się na złudnym pragnieniu ludzkim, by mieć wszystko na pstryknięcie palcami, już natychmiast i bez wysiłku. Ciekawe, że wielu, nawet odarcie ze złudzeń, gdy już poznali tak zwany magiczny dwupunkt albo inną kwantową technikę i nie zadziałało, tkwi nadal w fałszywych przekonaniach i udaje, że zadziałało na innym poziomie albo, że zadziała za jakiś czas.”

    Z tym się zgodzę, ludzie chcą wszystko już i natychmiast. Natomiast nie ma czegoś takiego, że Dwupunkt “nie działa”. Rzadko co działa od razu. Nie lubię kiedy ludzie sobie wmawiają wszystko tak, żeby wyszło na ich i żeby się ślepo pocieszać, ale moje zdanie jest takie, że czasami na “efekty” Dwupunktu lub innej techniki musimy czekać. A one przychodzą zazwyczaj wtedy kiedy właśnie czekać przestajemy i zajmujemy się swoim życiem. Poza tym jest kilka innych czynników, które na to wpływają, jeśli ktoś płynie na niskich wibracjach cały czas i generalnie nooo zrobię tę technikę, ale to bez sensu, to jakich efektów ten ktoś się spodziewa? Bo ja wiem jakie dostanie 🙂

    1. Jeśli u Ciebie sprawdza się metoda czekania na efekt i dostajesz to, co chcesz, wtedy, gdy zapominasz o tym i zajmujesz się swoim zyciem, to super! Ogólnie tak jest i bez dwupunktu. Gdyby każdy z nas umiał zwizualizować to, czego potrzebuje lub pragnie, naładować tę wizualizację pozytywną energią,a potem o tym zapomnieć, to wszyscy bylibyśmy na Ziemi szczęśliwi. I żadna inna metoda nie byłaby potrzebna. W sumie to myśl w połączeniu z emocjami jest stwórcza. 🙂 Masz więc rację, ze sami sobie plączemy w życiu brakiem wiary, zwątpieniem, czy innymi niskimi emocjami. 🙂

  2. A jak autorka zarezonuje z tym tekstem ???

    ” Gdyby istniało jedno podstawowe prawo, odnoszące się do energii miłości, to brzmiałoby ono następująco: inni widzą i traktują cię dokładnie tak, jak widzisz i traktujesz siebie Ty sam. ” 😉

    Cherie Carter Scott
    Grafika: Humanity

    1. Po pierwsze nie istnieje JEDNO podstawowe prawo dotyczące Miłości. Po drugie praw uniwersalnych jest 33, a może nawet więcej i z tego powodu nieprawdą jest twierdzenie, że inni będą cię traktować tak, jak ty traktujesz siebie. Raczej będą cię traktować tak, jak ty myślisz, że będą cię traktować, czyli jakie są twoje projekcje o ludziach, np. jeśli boisz się ludzi, to spotkasz takich, którzy wywołają w tobie strach, jeśli uważasz, że ludzie to złodzieje, to właśnie tacy staną na twojej drodze. Ale to nie wyczerpuje tematu. Zależności jest znacznie więcej i uwarunkowane są indywidualnie. Nie ma jednego gotowego schematu na każdego człowieka, czy na wszystkich ludzi razem wziętych. Już sam fakt, że każdy człowiek inaczej doświadczył pierwszej traumy separacyjnej, czyli traumy oddzielenia od Źródła jest wystarczający, by nie dało się nawet dwojga ludzi ująć w tę samą definicję, tym bardziej tak banalną i płaską, jak ta, którą zacytowałeś.

  3. I czemu jak wstawiłem komentarz z grupy pp (ten ktorego nie ma a wstawiałem) to go nie wstawiłaś??? Narzekasz na brak obiektywizmu w ezo a tutaj sama jesteś wybiórcza 😃

    Fajną koncepcja jest zespolenie nieśmiertelnego ducha z nieśmiertelnym ciałem, i masz pełną dowolność w podrózy wielowymiarowej ect. To jeden z Celów Filozofi Tao 😉

    1. Wstawiłeś komentarz kompletnie nie na temat, co oznacza, że był zwykłym spamem i tak go potraktowałam. 🙂 Człowiek jest świadomością, toteż nieśmiertelne ciało nie jest specjalnie potrzebne, żeby istnieć. Istotna jest wielowymiarowa, szeroka i nieśmiertelna świadomość, a to nie jest takie proste i oczywiste, jak wielu myśli. 🙂

Dodaj komentarz